Komendant Główny Policji: zasadnicze zadanie zostało w pełni osiągnięte

Warszawa

- Najbardziej ubolewamy nad incydentem, który zdarzył się w obrębie ambasady rosyjskiej - przyznał w rozmowie z TVN24 Komendant Główny Policji Marek Działoszyński. - Rzeczywiście nie powinno do takiego incydentu dojść. Badamy teraz, czy nasze działania były w tym obszarze najbardziej efektywne z możliwych - dodał. Całość manifestacji była jednak w jego ocenie zabezpieczona prawidłowo. Działoszyński zapowiedział również w RMF FM, że ewentualne decyzje personalne podejmie po otrzymaniu raportu zespołu kontrolnego.

11 listopada w czasie zorganizowanego przez narodowców "Marszu Niepodległości" doszło do chuligańskich incydentów w kilku miejscach Warszawy. Spłonęła budka strażnicza przy rosyjskiej ambasadzie, a na jej teren wrzucono race i kamienie.

Do burd doszło także przed squatami przy ul. ks. Skorupki i ul. Wilczej oraz na pl. Zbawiciela, gdzie podpalono instalację "Tęcza". Do tej pory zatrzymano 74 osoby.

Trwają dyskusję na temat tego, czy reakcja służb była wystarczająco szybka, a obrana taktyka słuszna.

"Dobry efekt"

W rozmowie z TVN24 Komendant Główny Policji Marek Działoszyński ocenił, że policja mimo incydentów osiągnęła "dobry efekt" - W mojej ocenie, jeszcze przed raportem kontrolnym, ta manifestacja była zabezpieczona prawidłowo - przyznał.

Podobną opinię przedstawił w porannej rozmowie z Konradem Piaseckim w RMF FM. Podkreślił, że "zasadnicze zadanie związane z zabezpieczeniem całej manifestacji, z tym, że nie doszło do eskalacji zagrożenia, jakiegoś rozlania się zamieszek na miasto, zostało w pełni osiągnięte"

Dodał jednocześnie, że chuligańskie incydenty, do których doszło, są powodem, by przeanalizować "całość zabezpieczenia". Działoszyński przypomniał, że uruchomiony został zespół kontrolny, który jest powoływany standardowo, jeśli dochodzi do naruszenia prawa w czasie tego typu manifestacji.

Jak wyjaśnił Komendant Główny, zespół ocenić ma, "czy pracowaliśmy w pełni efektywnie, czy można było coś zrobić lepiej, czy na przyszłość nie wyciągnąć jakichś wniosków zarówno pod adresem policji, jak i innych naszych służb, które działały przy okazji zabezpieczenia".

"To nie policja atakowała ambasadę"

Poproszony o ocenę, czy policja wystarczająco chroniła teren ambasady Rosji, w pobliżu której doszło do chuligańskich incydentów, Działoszyński podkreślił, że to "nie policja atakowała ambasadę".

- To bandyci, którzy nie szanują prawa. Bandyci, którzy mienią się być honorowi, którzy są podobno patriotami, a którzy narażają na szwank dobre imię Polski - mówił w piątek w RMF FM.

W rozmowie z TVN24 przyznał z kolei, że policja "najbardziej ubolewa" właśnie nad incydentem, który zdarzył się przed ambasadą rosyjską. - Rzeczywiście nie powinno do takiego incydentu dojść. Badamy teraz, czy nasze działania były w tym obszarze najbardziej efektywne z możliwych - wyjaśnił Działoszyński.

Stwierdził jednak, że jedyną możliwością uchronienia ambasady przed atakami byłaby zmiana trasy marszu, na co nie zgodzili się organizatorzy marszu.

Zapytany o to, czy po wydarzeniach 11 listopada wyciągnięte zostaną konsekwencje personalne, odparł: - Podjęcie tej decyzji proszę mi zostawić po raporcie, który otrzymam z biura kontroli - powiedział.

Czytaj także na tvn24.pl

kg\mtom