"Kochane ikarusy, będzie mi ich żal"

Warszawa

| PAP / Blues Express Festiwalfot. TVN Warszawa/tvnwarszawa.pl

Z wielkim żalem część internautów tvnwarszawa.pl przyjęła informację o kończącej się dynastii ikarusów na stołecznych drogach. – Może są głośne i nie mają klimy, ale trwałości im nie można odmówić – piszą na naszym forum. - Czas najwyższy, to są graty - odpowiadają ci, którzy ikarusów mają już serdecznie dość.

Są odporne na warunki atmosferyczne, nie psuje się elektronika, bo jej nie ma. Fotokomórek w drzwiach też nie, więc i problemu z zamykaniem drzwi. Są przestronne, a zamiast nie zawsze działającej klimatyzacji głowę można wystawić przez rozklekotane okno. To tylko część z zalet ikarusów, na które zwracają uwagę nasi internauci:

Nie brakuje jednak głosów przeciwników ikarusów. Zwracają oni uwagę na hałas, brak klimatyzacji, czy nieprzystosowanie do potrzeb osób niepełnosprawnych:

Przez lata węgierskie pojazdy - krótkie i przegubowe - wrosły w krajobraz warszawskich ulic. Ale czas pędzi, a wysokopodłogowe autobusy coraz rzadziej podjeżdżają po nas na przystanki. A pasażerowie coraz rzadziej zmuszeni są wdrapywać się na potężne schody w ich drzwiach.

Kilka dni temu Zarząd Transportu Miejskiego ogłosił: w dni świąteczne po mieście jeżdżą już wyłącznie pojazdy niskopodłogowe. Ikarusy i równie wiekowe jelcze M120 spotkać można jeszcze tylko w godzinach szczytu i na liniach nocnych.

Prawie jak "ogórek"

Pierwszy przegubowy ikarus pojawił się w Warszawie w 1978 roku. Trzy lata później zaczęła kursować pierwsza "solówka", czyli model trzydrzwiowy. Przy tej okazji nie można nie wspomnieć o jelczu PR 110, w którym docent Furman z serialu "Alternatywy 4" został nazwany kapusiem. Takie wozy kursowały w latach 1977–87, by tryumfalnie powrócić w nowej wersji, oznaczonej symbolem m120 w roku 1992.

I choć to z pewnością kawał historii warszawskiej komunikacji, to wciąż chyba trochę zbyt bliskiej, by z dnia na dzień stać się atrakcją. Klub Miłośników Komunikacji Miejskiej, który organizuje wycieczki zabytkowym taborem, na razie nie planuje włączać ikarusów ani jelczy do swojej oferty. - Ikarus długo jeszcze nie będzie "ogórkiem". Sporo czasu minie zanim stanie się kultowy - uważa Żabicki.

Z pewnością doczekamy się jednak chwili, gdy w czasie warszawskiej nocy muzeów tłumy będą wybierać między podróżą zabytkowym jelczem "ogórkiem", a ikarusem. Całkowite wycofanie autobusów wysokopodłogowych z miejskich ulic planowane jest za dwa lata.

par