Klub go-go na Krakowskim, księża oburzeni. "Chciałbym poznać opinię pani prezydent"

Warszawa

Marcin Gula / tvnwarszawa.plWarszawiacy o klubie go go

Kontrole policji i urzędników, oburzenie księży i kombatantów. Działalność klubu go-go w jednej z kamienic na Krakowskim Przedmieściu wzbudza sporo kontrowersji. Lokal mieści się niedaleko kościoła św. Anny, Pałacu Prezydenckiego i Uniwersytetu Warszawskiego. – To prywatna kamienica. Niewiele da się zrobić – rozkłada ręce rzecznik Śródmieścia.

Krakowskie Przedmieście 55. Wieczorami, uwagę przechodniów przykuwają mieniące się różnymi kolorami okna kamienicy położonej na przeciwko skweru Hoovera. W kamienicy działa klub go-go. Otworzył go jeden z właścicieli krakowskich agencji reklamowych. Ma sieć klubów w całym kraju.

Mieszkańcy podzieleni

– Mi to jakoś nie przeszkadza – mówi młoda dziewczyna, którą spotkaliśmy na Krakowskim Przedmieściu. - Chętnie sam bym się tam wybrał - dodaje straszy pan.

Nie brakuje jednak głosów, że miejsce, w którym działa klub jest co najmniej niestosowne.

- Kościół na kościele, do tego strefa turystyczna. Jednak nie jest to odpowiednie miejsce dla takiego lokalu – ocenia jeden z mieszkańców. - Myślę, że powinno się to skonsultować z osobami, które tu mieszkają. Poznać opinię warszawiaków. Chciałbym usłyszeć co na ten temat sądzi pani prezydent - dodaje młody mężczyzna.

Zrobili nalot, zabrali alkohol

Miasto sprawą się zainteresowało, ale dużego pola do popisu nie ma. Urzędnicy podkreślają, że klub działa w kamienicy prywatnej. - Lokalizacja biznesu w tak reprezentacyjnym miejscu jest bardzo kontrowersyjna i nie licuje z powagą oraz estymą tego miejsca – przyznaje Bartosz Milczarczyk, rzecznik prasowy ratusza.Dodaje też, że kamienicą, w którym działa klub zainteresuje się stołeczny konserwator zabytków. – Będzie bardzo uważnie przyglądał się wszelkim ingerencjom budowlanym w budynku – podkreśla rzecznik. W najbliższym czasie konserwator zajmie się szyldem, który zawisł na elewacji zabytkowej kamienicy.

Urzędnicy sprawdzili również czy klub ma koncesję na alkohol. - Na początku roku otrzymaliśmy informację o nielegalnym obrocie alkoholu w lokalu. Dwukrotnie i o różnych porach dnia chcieliśmy przeprowadzić kontrolę. Udało się dopiero przy pomocy policji. Ujawniono sprzedaż alkoholu bez stosownego zezwolenia, który został zarekwirowany w dużych ilościach. Dochodzenie jest w toku – wyjaśnia Mateusz Dallali, rzecznik Śródmieścia.

Jak dodaje, urząd będzie cały czas współpracował z policją w tej sprawie.

Pomoże modlitwa?

Obecnością klubu tak blisko kościoła św. Anny zniesmaczony jest proboszcz archikatedry warszawskiej, ksiądz Bogdan Bartołd: - Jestem bardzo oburzony i zdumiony faktem, że taki klub powstał na Krakowskim Przedmieściu – mówi.

Jak zapewnia, razem z wiernymi ma się modlić w intencji szybkiej likwidacji klubu. – Chcemy, żeby wygrało dobro i piękno. Krakowskie Przedmieście, tak reprezentatywne miejsce nie jest najlepsze do prowadzenia takiej działalności – tłumaczy duchowny.

Proboszcz chce zainteresować sprawą ministerstwo kultury, kancelarię Prezydenta i Uniwersytet Warszawski – wszystkie instytucje znajdują się nieopodal klubu.

Swoje oburzenie wyrazili również kombatanci zrzeszeni w Światowym Związku Żołnierzy AK. Dla nich Krakowskie Przedmieście 55 to ważny adres. – Kiedyś była tam apteka Wendego. W lipcu 1944 roku przejęli ją żołnierze batalionu "Parasol" – przypomina Tadeusz Filipkowski, rzecznik prasowy związku.

Jak dodał, w środę zarząd związku ma wydać specjalne oświadczenie w sprawie klubu.

O zamieszaniu chcieliśmy porozmawiać z przedstawicielami właściciela. Ich telefon milczy. Również na miejscu w klubie nikt nie chciał z nami rozmawiać.

"Życie Warszawy" poinformowało tymczasem, że do ich redakcji wpłynęło oświadczenie właściciela klubu: - Jako przedsiębiorców najbardziej boli nas fakt, że państwo polskie od wielu lat nie robi z tym nic, a bulwersuje się naszym z kolei dwudziestym klubem, z którego kolejne duże pieniądze wpływają do jego kasy - cytuje fragment pisma gazeta.

bf/par