"Karetka zabrała pierwszego chłopaka, drugi czekał na pomoc. On skonał"

Warszawa

TVN24Ile czasu mężczyzna czekał na pomoc?

- Chłopak, który leżał koło mnie, cały czas czekał na pomoc - opowiada kobieta, która była świadkiem akcji ratunkowej na mecie biegu "Biegnij Warszawo". Ocenia, że trwało to ok. 25-30 minut.

W niedzielę organizator zapewniał, że karetka była na linii mety, a akcja reanimacyjna została podjęta natychmiast.

"Zabrała pierwszego, drugi czekał"

- Z wypowiedzi rzecznika biegu wynika, że karetka przyjechała i zabrała chłopaka od razu. Zabrała pierwszego chłopaka, a drugi chłopak, który leżał koło mnie, cały czas czekał na pomoc i on skonał – mówi świadek tragicznego wypadku.

Twierdzi, że drugi chłopak pomocy początkowo nie dostał.

- Karetka była jedna, która zabrała chłopaka numer jeden. Potem przez, moim zdaniem, około 25-30 minut czekaliśmy na pomoc – opowiada kobieta.

Ile czekał na karetkę? "Badamy to"

Organizator "Biegnij Warszawo" Sławomir Rykowski zapewniał na antenie TVN 24, że trasa była dobrze zabezpieczona pod względem medycznym. Przyznał, że były dwie osoby potrzebujące pomocy na mecie, a ta była udzielna sukcesywnie.

- Była kumulacja wydarzeń na mecie. Były dwa przypadki. Karetka zabrała jednego z uczestników, potem wracała po drugiego – mówił.

Twierdził, że sprawa będzie dokładnie badana. Trwają ustalenia, ile zmarły pacjent musiał czekać na karetkę.

Zobacz wypowiedź organizatora biegu:

Mówi Sławomir Rykowski, organizator "Biegnij Warszawo"
fot. PAP / film TVN24

W niedzielę reporter TVN24 Wojciech Bojanowski powiedział, że karetka miała problem z dojazdem, jechała pod prąd, pomiędzy ludźmi. Wcześniej mężczyźnie pomagali ratownicy medyczni.

O tym, że na karetkę trzeba było czekać, pisali też internauci na tvnwarszawa.pl.

Reanimacja odbyła się na oczach kibiców, tuż za linią mety 10-kilometrowego biegu. Mężczyzna zmarł po przewiezieniu do szpitala.

Zobacz relację reportera:

Zobacz też relację innego świadka.

Wojciech Bojanowski, reporter TVN24 i uczestnik biegu
TVN24

lata/mz

Zdjęcie główne: Jakub Kamiński/PAP, TVN24