Karciane "FarmVille" w okupowanej Warszawie

Warszawa

Julia Sielicka-Jastrzębska, MPW"Hodowla Zwierzątek"

Miliony ludzi hodują wirtualne rośliny i komputerowe zwierzęta - to świat internetowego przeboju, gry FarmVille. W swojej kategorii porównywalnym hitem jest "Hodowla Zwierzątek" - skromna gra, która powstała w okupowanej Warszawie. Właśnie powróciła do sklepiku Muzeum Powstania Warszawskiego.

- Halo! Czy to hodowla zwierzątek?- Tak, tu mówi Borsuk - takie rozmowy telefoniczne były w domu codziennością. Dzwonili ludzie zainteresowani kupnem gry "Hodowla Zwierzątek". Jej twórca, profesor matematyki Karol Borsuk nie tracił poczucia humoru, mimo dramatu II wojny światowej i osobistych kłopotów.

Profesor hoduje zwierzęta

Po opanowaniu Warszawy, Niemcy zamknęli uniwersytet, a kampus uczelni przekształcili w koszary. Profesor Borsuk stracił pracę. Wykładał jednak dalej - na tajnych kompletach - i brał udział w walce podziemnej.

Prof
wazniak.mimuw.edu.pl

- Utrzymywali się z pracy w pralni. W tym samym punkcie mieściła się też skrzynka kontaktowa Armii Krajowej. Kiedy gestapo zrobiło kocioł, profesor trafił na Pawiak. Został zwolniony tylko dzięki bardzo wysokiej łapówce - odtwarza losy rodziny Grzegorz Czyż z Muzeum Powstania Warszawskiego.

Borsuk został bez środków do życia i desperacko szukał sposobu, by zarobić choć kilka gorszy. W 1943 roku wymyślił grę. Opracował model matematyczny i oprawę. Tak powstała "Hodowla zwierzątek". W chałupniczą produkcję zaangażował żonę Zofię. Autorką rysunków była zaprzyjaźniona z rodziną Janina Śliwicka.

Zasady były proste. Gracz, jak każdy hodowca zwierząt, powinien ich zebrać jak najwięcej. Zamiast kilkać komputerową muszką, rzucał dwiema 12-ściennymi kostkami. By zwyciężyć, musiał przed innymi skompletować stado złożone co najmniej z konia, krowy, świni owcy i królika. Plany mogli jednak zniweczyć wilk i lis grasujący w okolicy.

Gra zyskała sympatię najpierw wśród rodziny, a później w coraz szerszych kręgach znajomych i nieznajomych. - Potem była rozprowadzana na różnych bazarach - dodaje Grzegorz Czyż.

Hodowla przetrwała Powstanie

Profesor zarabiał na życie sprzedając kolejne egzemplarze gry, która najmłodszym warszawiakom pozwalała oderwać się na chwilę od okupacyjnej rzeczywistości. Krótkie chwile zabawy skończyły się tak, jak wszystko inne - w sierpniu 1944 roku wybuchło Powstanie. Nikt nie myślał wtedy o ocaleniu zabawki.

Po wojnie wydawało się, że wszystkie oryginalne egzemplarze spłonęły. A jednak jedna sztuka ocalała, wywieziona oczywiście na wieś. Wiele lat po wojnie wróciła do Borsuków, stając się atrakcją rodzinnych spotkań trzech pokoleń.

Profesor Borsuk umarł w 1982 roku, jako wybitny twórca teorii retraktów, grup kohomotopii oraz kształtu. Do dziś ma swoje miejsce w każdym akademickim podręczniku topologii algebraicznej. Jego popularność w kręgach innych, niż akademickie przyszła kilkanaście lat później.

- Jeden z naszych pracowników miał prywatne kontakty z rodziną Borsuków i przez przypadek dowiedział się, że gra wciąż istnieje – wspomina Bożena Michalska z firmy Granna - Przetestowaliśmy grę i skonsultowaliśmy z autorytetami w tej dziedzinie. Okazała się genialna. Szybko zdecydowaliśmy, że ją wydajemy - dodaje.

Superfarmer zdobywa świat

Wydanie uczciło 90. urodziny Zofii Borsukowej i 15. rocznicę śmierci profesora Karola Borsuka. Poczciwa gra zyskała nową nazwę i szatę graficzną. Nowe pokolenia graczy zaczęła zdobywać już jako "Superfarmer". Okazała się strzałem w dziesiątkę.

- To najlepsza gra w naszej ofercie. Sprzedajemy ją do 14 krajów na świecie. Jej sukces sprawił, że doczekała się trzech wariantów: w pudełku, kieszonkowego i de lux z ilustracjami Piotra Sochy – opowiada Michalska.

Reguły okazały się uniwersalne i ponadczasowe. Logiki i liczenia uczą się dzięki "Superfarmerowi" dzieci w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Francji, Japonii, Turcji, Czechach, we Włoszech, na Ukrainie, Litwie, Łotwie i Słowacji.

Drugie życie pierwszej wersji

Ale na tym historia genialnej gry się nie skończyła. - Z prośbą o wydanie reprintu zwróciło się do nas Muzeum Powstania Warszawskiego - wspomina pracowniczka Granny.

- "Hodowla zwierzątek" od razu stała się hitem. Kiedy nakład się wyczerpał, spadł na nas grad pytań, o to, kiedy gra będzie znowu dostępna. Dlatego zdecydowaliśmy się na reedycję - informuje Anna Kotonowicz, rzeczniczka muzeum.

Kilka dni temu "Hodowla zwierzątek" znów trafiła na półki muzealnego sklepu z pamiątkami.

Niepozorne pudełeczko docenili zresztą nie tylko miłośnicy gier. "Hodowla" została pokazana na wystawie najlepszych zabawek w Muzeum Narodowym i na wystawie "Design za 4 złote" w Instytucie Wzornictwa Przemysłowego, jako przykład niedrogiego, ale świetnie zaprojektowanego przedmiotu.

- Pani Borsukowa zmarła mając 100 lat. Do ostatnich chwil bardzo nam kibicowała. Cieszyła się, że zdobywamy nowe rynki i żartowała, że nazwisko męża bardziej rozsławiła ta prosta gra, niż matematyczne teorie - opowiada Bożena Michalska.

***

Dzwonię do córki profesora Borsuka. Prof. Magdalena Borsuk-Białynicka pracuje w Instytucie Paleobiologii Polskiej Akademii Nauk.

- Dzień dobry. Mówi Piotr Bakalarski. Jestem dziennikarzem. Przygotowuję tekst o "Hodowli zwierzątek". Możemy chwilę porozmawiać?- Ja jestem paleobiologiem. Zajmuję się zwierzętami, ale wymarłymi przed tysiącami lat! - odpowiada pani profesor.

Zwykłe nieporozumienie czy rodzinne poczucie humoru?

Piotr Bakalarski

"Hodowla Zwierzątek"
Granna