Kapler weźmie premię

Warszawa

fot. TVN24

Były szef NCS - Rafał Kapler z gigantycznej premii za wybudowanie Stadionu Narodowego nie zrezygnuje, choć jak mówił w TVN24 "nie weźmie 570 tys. złotych". Ile? Tego nie powiedział. Za to kilkukrotnie przypomniał, że przechodząc do NCS, zgodził się na "dwukrotnie niższe wynagrodzenie", niż w poprzedniej pracy. - Koledzy mówili: Kapler zwariował - wspominał. Niższe, czyli 26 tys. złotych miesięcznie.

W poniedziałek Kapler, szef Narodowego Centrum Sportu od sierpnia 2008 roku, podał się do dymisji. Minister sportu, Joanna Mucha, ją przyjęła.

Kapler może liczyć na gigantyczną premię, w sumie wynoszącą ok. 570 tys. złotych. - Nie otrzymam tyle, pracuję krócej, niż miałem - zaznaczył Kapler, ale nie powiedział ile dostanie i na jakiej podstawie.Jak podkreślił kilka razy, jego pensja była "dwukrotnie niższa, niż w poprzedniej pracy". Oznacza to, że w Orlenie, skąd przyszedł do NCS, dostawał ok. 52 tys. złotych. W NCS, oprócz 26 tys. złotych miesięcznej pensji, mógł liczyć na "trzynastkę" (dwukrotność miesięcznych zarobków).- Nie chciałbym rozmawiać o premiach. Kwestia wynagrodzenia jest dla mnie kłopotliwa - powiedział. - Ustaliłem warunki z ministrem Drzewieckim i Gierszem. Nie podejmujmy takiej dyskusji - dodał.Jego decyzja?Głównym zadaniem kierowanego przez niego centrum było wybudowanie Stadionu Narodowego. Zadanie zostało zrealizowane z półrocznym opóźnieniem, a dodatkowo na obiekcie ciągle są problemy, jak np. z łącznością telefoniczną i radiową.- Dzisiaj lepiej, żeby wokół stadionu zapanowała cisza. Fakty przemawiają za tymi, którzy ten stadion budowali. Powstał szybko i poniżej kosztorysu. Wyzwoliliśmy warszawską Pragę po 20 latach od bazaru - powiedział Kapler.Jeśli było tak dobrze, to dlaczego zrezygnował? W poniedziałek portal tvn24.pl dowiedział się od osoby z otoczenia Kaplera, że wymogła to na nim minister Mucha. - To absolutnie moja decyzja - zaznaczył w "Faktach po Faktach". Podobnie na konferencji prasowej powiedziała minister sportu: - To była decyzja pana Kaplera.90 procent polityki

- Po tym, co się dzieje po odwołaniu Superpucharu (stadion nie mógł spełnić rygorystycznych wymogów Ekstraklasy na rozegranie meczu podwyższonego ryzyka-red.), bardziej przeszkadzam, niż pomagam - to jego zdaniem pierwsza przyczyna dymisji. Druga to presja. Ale nie tylko kibiców czy mediów. - Ostatnio miałem wrażenie, że 90 procent tego, co się mówi, związane jest atmosferą polityczną - przyznał.Jaką? Nie sprecyzował.Legia z Wisłą miały grać na Narodowym o Superpuchar 11 lutego. - To był mój najgorszy wieczór w tej pracy. Siedzieliśmy w kilka osób, w środku były setki policjantów. Patrzyliśmy na pusty stadion, gotowy do gry - wspominał Kapler.

CZYTAJ TAKŻE NA TVN24.PL

Tvn24.pl//kcz//mat