Kandydat na prezydenta rozdaje rowery. "Miesięcznie dla 2000 mieszkańców"

Warszawa

Mateusz Szmelter / tvnwarszawa.plPrzemysław Wipler rozdaje rowery

Kandydat KNP na prezydenta Warszawy Przemysław Wipler zarzuca władzom stolicy niegospodarność przy tworzeniu systemu wypożyczalni rowerów Veturilo. Przekonywał przed stołecznym ratuszem, że Warszawa jako jedyne miasto w Polsce dopłaca do miejskich rowerów 475 tys. zł miesięcznie.

Wipler przed stołecznym ratuszem powiedział, że porównał umowy na systemy wypożyczalni rowerów miejskich w trzech miastach: Warszawie, Poznaniu i Wrocławiu.

- Okazuje się, że Warszawa jest miastem, w którym to, w jaki sposób załatwiono kwestie rowerów miejskich, jest albo rażącą niegospodarnością albo miejscem, w którym ktoś wziął pieniądze. Warszawa do 2 tys. rowerów Veturilo miesięcznie dopłaca 475 tys. zł. Za te pieniądze miesięcznie można rozdać warszawiakom 2 tys. rowerów - powiedział Wipler.

Kandydat KNP kupił 50 rowerów, które przekaże mieszkańcom Warszawy. 15 z nich rozdał we wtorek przed ratuszem.

Według jego obliczeń, koszt zakupu roweru to ok 237 zł. Zapytaliśmy go, gdzie można kupić jednoślady w takiej cenie.

– Rowery, które podarowałem warszawiakom i pani prezydent kupiłem za swoje pieniądze. Nie mogę zdradzić gdzie, żeby nie robić reklamy, ale przy zakupie ilości hurtowych rowerów u producenta, kosztowałaby właśnie tyle - mówi kandydat KNP na prezydenta miasta w rozmowie z tvnwarszawa.pl.

Firma powiązana z politykami?

Wipler podkreślił, że w Poznaniu i Wrocławiu rowery miejskie są utrzymywane z opłat za wypożyczanie oraz z reklam. W stolicy, zdaniem Wiplera, operator systemu dostaje stałą kwotę od miasta i dodatkowo uzyskuje przychody z reklam na rowerach i z wypożyczeń.

Dodał, że rowery, które jeżdżą po Warszawie są własnością spółki NextBike, której właścicielem jest spółka CAM Media powiązana z politykami Platformy Obywatelskiej.

- To jest spółka, która zapraszała ministrów tego rządu na imprezy z okazji Euro 2012, zatrudnia rodziny bliskich współpracowników ministrów rządu Platformy (Obywatelskiej), to spółka, której prezes musiał się tłumaczyć, że to nie on pożyczał zegarek Sławomirowi Nowakowi. Ta spółka dostaje z ratusza, dzięki prezydent Hannie Gronkiewicz-Waltz i dzięki jej urzędnikom rocznie pięć i pół miliona złotych. Dwadzieścia kilka milionów w trakcie czterech i pół roku obowiązywania umowy - powiedział Wipler.

Rower dla prezydent

Jeden z rowerów przekazał do ratusza jako prezent urodzinowy dla prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. - Pani prezydent składam życzenia zdrowia, szczęścia, pomyślności. Jednocześnie proszę o odpowiedź na proste pytania, czy to rażąca niegospodarność czy nieuczciwość, że warszawiacy po miesiąc dokładają ponad 200 zł do każdego z rowerów (Veturilo) - powiedział Wipler.

Dodał, że jeżeli nie dostanie "satysfakcjonujących odpowiedzi" od Gronkiewicz-Waltz, to złoży powiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.

"Mamy kilkakrotnie większy system"

Rzecznik prasowy stołecznego ratusza Bartosz Milczarczyk powiedział PAP, że gdy firma NextBike wygrała przetarg, jej właścicielem była spółka NextBike GmbH z Niemiec. - A jak potem wyglądały zmiany właścicielskie, nie nam w to wnikać, nie będziemy sprawdzać, kto jest właścicielem spółki, z którą mamy już od dawna podpisaną umowę - podkreślił. Dodał, że NextBike wygrała przetarg na system rowerowy w Warszawie, bo przedstawiła najtańszą ofertę, kolejna oferta była kilkakrotnie wyższa.

Milczarczyk określił argumenty Wiplera jako "czysty populizm". - Poznań i Wrocław mają zupełnie inne umowy, oni kupili ten system, oni go posiadają, natomiast my dzierżawimy usługę, więc nie jesteśmy właścicielami. To jest zupełnie inna filozofia - dowodził.

Rzecznik ratusza przypomniał, że od 40 do 50 proc. kwoty, którą miasto płaci operatorowi, zwraca się w postaci wpływów z wypożyczeń. - Mamy kilkakrotnie większy system rowerowy niż każde inne miasto w Polsce. Jeżeli zależy nam na tym, by ta sieć była gęsta i sprawnie działała, to musi być tych stacji dużo - ocenił.

Naruszenie zasad kampanii?

Państwowa Komisja Wyborcza pytana przez PAP o rowery podarowane przez Wiplera mieszkańcom Warszawy odpowiedziała, że nie komentuje indywidualnych przypadków.

- PKW wyjaśniała już, że jeśli w kampanii wyborczej używane są jakieś przedmioty reklamowe, to ich wartość użytkowa powinna być znikoma w porównaniu z ich wartością jako nośników informacji reklamy wyborczej - powiedział PAP Krzysztof Lorentz z Krajowego Biura Wyborczego. - Takie powinny być proporcje, ale żadnych szczegółów Komisja nie określa. To są sprawy indywidualne podlegające ocenie w innym trybie - dodał.

- Ewentualne naruszenie zasad prowadzenia kampanii może być przedmiotem postępowań karnych czy wykroczeniowych. Stanowisko w tych sprawach zajmują wyłącznie organy ścigania i sądy - zaznaczył.

PAP, kś