Kandydaci na Facebooku: Lubisz ich?

Warszawa

| TRICOLORS 

Gdyby o wyniku wyborczym miała decydować ilość fanów na Facebooku, niekwestionowanym liderem zostałby Janusz Korwin-Mikke, który ma ich prawie 34 tysiące. Choć popularność w sieci nie przekłada się wprost na wynik wyborczy, jej znaczenie nigdy dotąd nie było tak wielkie. - Wygrać wybory może tylko ktoś, kto w porę zrozumiał istotę wirtualnej kampanii - mówią zgodnie eksperci.

Janusz Korwin-Mikke jest w sieci obecny od lat. Jako pierwszy poznał się na internecie, więc nie dziwi, że swoich konkurentów o fotel prezydenta stolicy deklasuje pod względem ilości facebookowych fanów. Następni w kolejce są Hanna Gronkiewicz-Waltz z wynikiem "zaledwie" 3761 fanów oraz Wojciech Olejniczak, który ma ich obecnie 1992. Można powiedzieć, że dziesiątka pozostałych kandydatów to internetowi debiutanci. Każdy z nich ma swoją stronę, lub wyborcze konto na portalu internetowym.

Ulotki do lamusa

Różnicę w obecnej kampanii widać już spacerując po centrum miasta. Plakaty zasłaniające przystanki autobusowe, ogrodzenia, ściany domów, tysiące ulotek walających się po chodnikach - tak do niedawna wyglądały przedwyborcze tygodnie w Warszawie. W tym roku jest inaczej. Plakaty nie zniknęły, ale jest ich mniej. Podobnie ulotek. Za to użytkownicy Facebooka co chwilę dostają propozycję zawarcia znajomości z kandydatami do samorządu. Dlaczego? - Kampania w internecie jest znacznie tańsza, a dzięki portalom społecznościowym - o wiele bardziej efektywna - tłumaczą specjaliści zatrudnieni w sztabach wyborczych kandydatów na prezydentów stolicy.

Precyzyjny przekaz

- Zmieniają się proporcje. Cztery lata temu robiło się kandydatowi stronę internetową i to wystarczyło. Teraz trzeba istnieć na Facebooku, Twitterze, Youtube. Dzięki temu przekaz dociera do konkretnej grupy. Jeśli mówimy o problemach rowerzystów, to piszemy coś na forum rowerzystów, jeśli o problemach z komunikacja miejską, to uderzamy do grupy zainteresowanej tematem itd. - mówi Rafał Trzaskowski, szef sztabu Hanny Gronkiewicz-Waltz.

Ile kosztuje prowadzenie kampanii w sieci? - Ustawowo kandydat nie może wydać więcej niż 500 tysięcy na całą kampanię. W tym roku mniej więcej jedna trzecia idzie na kampanię internetową. Cztery lata temu to było ok. 5 procent - mówi Trzaskowski. - Działania w sieci są dużo tańsze, a ich efektywność jest ogromna. Można powiedzieć, że obecnie kampania w internecie to podstawa - mówi.

Facebook jest za darmo

Ale nie wystarczy profil na Facebooku, żeby wygrać wybory. Obecnie, oprócz Piotra Skulskiego i Cezarego Stachonia, wszyscy kandydaci posiadają konta na tym portalu i jest to raczej oblig, niż klucz do sukcesu. - Staramy się odświeżać profil jak najczęściej. Próbujemy prowadzić otwartą debatę z kontrkandydatami, z którymi ciężko spotkać się w realnym świecie - mówi Filip Puchalski, asystent Wojciecha Olejniczaka. - My naszą pracę z Facebookiem rozpoczęliśmy półtora roku temu. Staramy się prowadzić dialog z wyborcami. Jednak u wielu kandydatów widzę, że zupełnie nie mają pojęcia jak wykorzystywać internet - ocenia.

Youtube dla pracowitych

O ile sztab Olejniczaka faktycznie aktualizuje profil czasem nawet co godzinę, inni kandydaci nie włączają Facebooka czasem przez kilka dni. Romuald Szeremietiew w rubryce życiorys ma np. wpisane: "Jeszcze żyję". Czy jest to dobra strategia na wygraną kampanię? Ocenią wyborcy. W wirtualnej kampanii liczy się permanentna obecność i dostarczanie nowych informacji. O ile stosunkowo łatwo robić kolejne wpisy na portalu społecznościowym, więcej pracy wymaga wrzucenie filmu na Youtube. Może dlatego swoje kanały ma zaledwie trójka, z jedenastu kandydatów. Najbardziej aktywni pod tym względem są właśnie Wojciech Olejniczak, Katarzyna Munio i Czesław Bielecki. - Z Wojciechem Olejniczakiem zawsze jest ktoś ze sztabu, kto telefonem komórkowym nagrywa filmiki i od razu są one umieszczane na naszym kanale Youtube. Szybciej, niż uda się je pokazać dziennikarzom w telewizji - chwali się Puchalski.

www.kandydat.pl

Czasem jednak nawet debiutujący w sieci kandydaci potrafią błysnąć niekonwencjonalnymi pomysłami. Sztab Czesława Bieleckiego wykupił domenę hgw.pl, czyli składająca się z inicjałów głównej kontrkandydatki Bieleckiego - Hanny Gronkiewicz-Waltz. Zarówno on, jak i jego konkurentka, a także Wojciech Olejniczak założyli swoje strony internetowe specjalnie na potrzeby kampanii. Są zintegrowane z portalami społecznościowymi (Facebook, Nasza-klasa), kontami na Twitterze, blogami.

Blog na wybory

Jedną z najbardziej tradycyjnych form ekspresji w sieci są blogi. Większość kandydatów prowadzi je od lat. Z tych, którzy je mają, tylko Hanna Gronkiewicz-Waltz założyła bloga wyłącznie pod kątem wyborów. Inaczej jest z mikroblogami, jak np. Twitter. Tu większość kandydatów jest debiutantami. Może dlatego czasem zdarzają się wpadki. Nie ustrzegł się jej np. kandydat SLD, który pozdrawiał internautów z meczu Hutnika, podczas gdy w rzeczywistości wpis na Twitterze został wygenerowany na komputerze stacjonarnym.

Maciej Czerski