Już nie ma hotelu za płotem. Bo płot zniknął

Warszawa

Lech Marcinczak / tvnwarszawa.plTeraz można swobodnie dojść do budynku

Sprzed hotelu w centrum Warszawy znika kontrowersyjne ogrodzenie. Zaskoczenia nie kryją pracownicy Metropolu. Zastanawiają się, czy to koniec sporu z reprywatyzacją i dekretem Bieruta w tle.

Znikające ogrodzenie sprzed Metropolu zaobserwowała dziennikarka tvnwarszawa.pl Klaudia Ziółkowska. – Całe jest demontowane – relacjonuje z okolic ronda Dmowskiego. - Z hotelu wybiegł nawet pracownik recepcji. Cieszył się, że płot znika, ale sam nie wiedział, dlaczego - dodaje.

"Ciągle nic nie wiemy"

Nieco więcej powiedział nam Krzysztof Sadurski, który jest przedstawicielem Metropolu. – To my zdjęliśmy płot. Zrobiliśmy to po postanowieniu sądu z 17 listopada, który zabronił właścicielom działki stawiania tego ogrodzenia – zaznaczył Sadurski.

Jak już informowaliśmy, teren ten należy do rodziny Grabińskich. O zwrot kawałka parkingu przy budynku Aleksander Grabiński walczył od... 1993 roku. W końcu wygrał - działkę odzyskał 27 kwietnia 2010 roku. To jego spadkobiercy postawili płot – pojawiła się na nim nawet tabliczka "Teren prywatny. Wstęp wzbroniony".

Zapytaliśmy w piątek Krzysztofa Sadurskiego o to, na jakim etapie są rozmowy z przedstawicielami rodziny. Powiedział, że tej sprawy nie komentuje.

Grabiński to postać od lat związana z reprywatyzacją. Od prawników i handlarzy roszczeń odróżniało go jednak to, że walczył o odzyskanie czegoś, co naprawdę kiedyś należało do jego przodków. Był też prezesem zrzeszającego spadkobierców stowarzyszenia "Dekretowiec". Był, bo niedawno zmarł.

Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza zastrzega, że miasto próbowało zapobiec sytuacji, która skończyła się płotem przed wejściem. - W decyzji był zapis o służebności drogi, ale Samorządowe Kolegium Odwoławcze go uchyliło - informuje.

CZYTAJ WIĘCEJ O HISTORII ZWROTU

kz/ran/mś