Jóźwiak o zarzutach MJN: nie wiem, co znowu wymyślili

Warszawa

Hanna Gronkiewicz-Waltz o kontroli CBATVN24
wideo 2/4

- Dymisja Jarosława Jóźwiaka nie wchodzi w grę - ucina warszawski ratusz. Sam zainteresowany nie znalazł czasu, by odnieść się do dokumentów z Ministerstwa Finansów i zarzutów stowarzyszenia Miasto Jest Nasze. - Nie wiem nawet, co tam znowu wymyślili - powiedział tylko.

Przypomnijmy: w środę ministerstwo finansów opublikowało dokumenty, z których wynika, że warszawski ratusz - wbrew wcześniejszym zapewnieniem wiceprezydenta Jarosława Jóźwiaka - od 2011 roku wiedział, że działka pod przedwojennym adresem Chmielna 70 nie powinna zostać zwrócona spadkobiercom dawnego właściciela.

W czwartek stowarzyszenie Miasto Jest Nasze zwołało konferencję prasową, na której oskarżyło Jóźwiaka o kłamstwo i wezwało Hannę Gronkiewicz-Waltz do zdymisjonowania zastępcy.

Chcieliśmy porozmawiać z Jarosławem Jóźwiakiem o tych zarzutach. Nie udało nam się. Wiceprezydent odmówił komentarza, bo... jechał na rowerze. - Nie wiem, co oni tam znowu wymyślili - rzucił tylko do słuchawki i odesłał do biura prasowego.

"Dymisja nie wchodzi w grę"

Dobre samopoczucie wiceprezydenta nie jest bezpodstawne. Ze strony przełożonej nic mu bowiem nie grozi: - Dymisja wiceprezydenta oczywiście nie wchodzi w grę - ucięła temat Agnieszka Kłąb z biura prasowego ratusza. I przypomniała: - Czekamy na wyjaśnienie sprawy przez Centralne Biuro Antykorupcyjne i prokuraturę, do której złożyliśmy zawiadomienie o niedopełnieniu czynności przez Ministerstwo Finansów.

Z ujawnionych w środę dokumentów wynika jednak, że ministerstwo już w 2011 roku przekazano miastu listę beneficjentów wybranych układów indemnizacyjnych, w tym układu z Danią. Na tej liście miał znajdować się także Holger Martin, czyli przedwojenny właściciel Chmielnej 70.

"W takim przypadku Urząd m.st. Warszawy powinien wstrzymać się z rozstrzyganiem sprawy do momentu rozwiania tych istotnych wątpliwości" – przekonują urzędnicy resortu w swoim komunikacie. I dodają:

"Urząd m.st. Warszawy wiedział o posiadaniu przez Holgera Martina obywatelstwa duńskiego. Wiedział, że sprawa ta była rozpatrywana w kontekście układu indemnizacyjnego z Danią. Wiedział także, że Ministerstwo Finansów prowadzi działania w celu uzyskania dowodów rozstrzygających sprawę odszkodowania. A jednak przez zakończeniem swojego postępowania nawet nie zapytał, jakie są efekty poszukiwań dokumentacji wykonania układu indemnizacyjnego z Danią".

Nie kłamał, tylko cytował

Agnieszka Kłąb odpowiada: - Nie zawiesiliśmy postępowania zwrotowego z dwóch powodów. Po pierwsze, Ministerstwo Finansów miało te informacje już na początku 2011 roku, a nie wszczęło postępowania ws. przejścia nieruchomości na rzecz skarbu państwa, co dałoby nam przesłankę do zawieszenia naszego postępowania. Nie wiemy dlaczego tego nie zrobili. Tak naprawdę zajęli się tym dopiero po publikacji prasowej, kilka tygodni temu.

- Po drugie, przedwojenny właściciel działki odmówił przyjęcia odszkodowania i jednocześnie nie zrzekł się prawa do nieruchomości. To, że jego spadkobiercy przyjęli odszkodowanie, nie zmienia sytuacji, bo oni także nie zrzekli się prawa własności do działki - tłumaczy rzeczniczka (zdaniem ministerstwa nie ma to żadnego znaczenia - red.).

Dlaczego ratusz zbagatelizował sygnał ostrzegawczy, który otrzymał od Ministerstwa Finansów w 2011 roku? Na to pytanie rzeczniczka odpowiedziała wymijająco: - Akta sprawy są obecnie w CBA. Ale oczywiście wyjaśniamy to w naszym biurze odpowiedzialnym za postępowanie - powiedziała tylko.

A czemu w maju, na sesji Rady Warszawy Jarosław Jóźwiak przekonywał, że miasto o niczym nie wiedziało? - Cytował tylko pisma Ministerstwa Finansów, będące odpowiedziami na nasze zapytania ws. Chmielnej 70. Z tych odpowiedzi wynikało, że dokumentacji dotyczącej odszkodowania nie ma - przekonuje Kłąb.

Alex Kłoś