Jedni mają roszczenia. Inni nie wiedzą, czy ma je rodzina. Oświadczenia w BGN

Warszawa

tvnwarszawa.plRoszczenia pracowników ratusza

Ośmiu pracowników stołecznego Biura Gospodarki Nieruchomościami ma roszczenia reprywatyzacyjne. Pięćdziesięciu "nie jest w stanie ustalić", czy roszczenia mają ich bliscy. Takie dane publikuje "Gazeta Stołeczna".

Po aferze reprywatyzacyjnej, która wybuchła w Warszawie, prezydent stolicy zapowiedziała zmiany w rozliczaniu pracowników zajmujących się reprywatyzacją. Rozwiązała Biuro Gospodarki Nieruchomościami, zwolniła jego kierownictwo. Zdecydowała też, że urzędnicy muszą zgłaszać, czy mają roszczenia, a także czy występują w roli pełnomocnika w takich sprawach. Mają też poinformować, czy chcą je kupić.Pracownicy urzędu miasta te dane podali. Co z nich wynika?

"Nie może ustalić tej kwestii"

- Na 400 pracowników byłego BGN ośmiu przyznało, że ich bliscy albo oni sami są w posiadaniu roszczeń – mówi "Stołecznej" Agnieszka Kłąb, zastępca rzecznika ratusza. - A 50 pracowników napisało, że nie może ustalić tej kwestii. Są przecież takie sytuacje, że ktoś nie ma kontaktu z ojcem lub matką, nie mieszka z małżonkiem – dodaje.

Wcześniej takie oświadczenia badał były dyrektor BGN Marcin Bajko (został zwolniony dyscyplinarnie, ale zapowiedział, że poda prezydent miasta do sądu).

- Jako przełożony znał sytuację, dzielił więc odpowiednio zadania - mówi gazecie Marcin Wojdat, sekretarz miasta i pełnomocnik prezydenta ds. etyki. - Z kolei ode mnie urzędnicy otrzymali pisma prewencyjne, w których przypominałem, że mają obowiązek zgłosić konflikt interesów, jeśli do niego dojdzie. Naprawdę zrobiliśmy więcej, niż wymaga od nas kodeks postępowania administracyjnego – przekonuje w rozmowie z dziennikarzami "Stołecznej".

I twierdzi, że na inne kroki nie pozwala prawo, bo tylko służby specjalne mogą pytać przy zatrudnianiu o sprawy prywatne. Jak zaznacza, w Polsce kwestie związane z etyką są słabo rozwinięte.

Powiązania w ratuszu?

O przypuszczalnym konflikcie interesów w BGN pisaliśmy pod koniec sierpnia. Jak ustalił reporter TVN24 Łukasz Frątczak, żona Grzegorza Majewskiego, prawnika, który wraz z dwoma innymi osobami, przejął działkę na placu Defilad, pracowała w ratuszu. Katarzyna Majewska była urzędniczką właśnie Biura Gospodarki Nieruchomościami.

Kobieta została przyjęta do BGN w 2011 roku, przez ówczesnego dyrektora Marcina Bajkę. Początkowo na zastępstwo. Potem wygrała konkurs i została zatrudniona na stałe - dowiedział się Frątczak.

Ratuszu twierdzi, że nie miał świadomości, że to żona Grzegorza Majewskiego, dla którego Robert Nowaczyk w 2012 odzyskał działkę wartą 160 mln złotych.

AFERA REPRYWATYZACYJNA W RATUSZU:

Komentarze po zarządzie POKrzysztof Skórzyński, Fakty TVN
wideo 2/35

ran/mś