Jedni krzyczeli "Bolek", drudzy "Lech Wałęsa". Policja ukarała jedną grupę

Warszawa

TVN24Materiał programu "Polska i Świat"

Na pewno Władysław Frasyniuk nie zamierza odpuszczać i już zapowiada, że zobaczmy go 10 sierpnia na Krakowskim Przedmieściu. Jednak Ci, którzy z nim w lipcu poszli, teraz muszą się tłumaczyć. Materiał magazynu "Polska i Świat".

Po poniedziałkowej miesięcznicy policja skierowała wnioski o ukaranie 44 osób, między innymi za zakłócanie zgromadzenia. Osiem z nich dotyczy zakłócanie aktu religijnego, choć nie do końca wiadomo, o jaką religię tu chodzi. Archidiecezja Warszawska umywa od niej ręce.Wiadomo, że podczas marszu uczestników miesięcznicy, z kościoła pod Pałac Prezydencki, odmawiany był różaniec i śpiewane pieśni religijne. Ale były też okrzyki "Bolek", będące odpowiedzią na słowa uczestników kontrmanifestacji: "Lech Wałęsa". Policja zainteresowała się wyłącznie tymi drugimi okrzykami.

Policja uparta

W sytuacji, kiedy żaden kościół nie ocenił religijności tego zdarzenia, pozostaje skonstatować, że chodzi po prostu o słowa "Lech Wałęsa", które w Warszawie wypowiadane są ostatnio często. Do byłego prezydenta podczas swojego wystąpienia na placu Krasińskich zwrócił się Donald Trump. Żaden policjant jednak amerykańskiego prezydenta nie spisał i chyba wyłącznie dlatego, że nikt nie zdołał subiektywnie opisać tego zgromadzenia jako religijne, bo policja w swoim tłumaczeniu jest uparta.- O zakłóceniu aktu religijnego mówimy w momencie, kiedy odbywa się modlitwa, i w tym przypadku te osiem osób wobec których wykonywane były czynności, to właśnie w związku z zakłócaniem konkretnej modlitwy - tłumaczy Sylwester Marczak, rzecznik stołecznej policji.

Kontrmanifestanci zdenerwowani

- Oczywiście nikt nie przyczepił się do "Bolka", ponieważ ludzie krzyczący "Bolek! Bolek!" szli wewnątrz kordonu. Krzyczenie "Bolek" oraz "spieprza**** stąd ubeckie ku***", jest - jak rozumiem - rzeczą mieszczącą się w kanonie zachowań osób, które tamtędy idą - mówi Iwona Wyszogrodzka ze stowarzyszenia Obywatele RP.Policja, co wynika z zarejestrowanych sytuacji, nie podejmowała interwencji wobec osób krzyczących "Bolek! Bolek!". - Podejmowanie interwencji przez policję wiąże się z zakłócaniem konkretnego momentu, w tym przypadku mówimy o akcie religijnym, nie chodzi o formę okrzyku - odpiera rzecznik policji.Uczestnicy kontrmanifestacji przytaczają również, że policjanci nie reagowali nawet, gdy tłum uczestników miesięcznicy smoleńskiej wyzywał protestujące kobiety i nawoływał do stosowania przemocy wobec nich: "dobrze, dobić ją" - krzyczeli. Funkcjonariusze zajęci byli usuwaniem protestujących spod barierek.- Policjanci za każdym razem będą prowadzili czynności, jeżeli istnieje ku temu podstawa i konieczność, i tu zachęcam, jeżeli panie czują, że zostało złamane prawo i dotyczy to bezpośrednio tych osób, zachęcam do tego, żeby złożyć zawiadomienie - mówi Sylwester Marczak.Bo podczas lipcowej miesięcznicy policjanci koncentrowali się na kontrmanifestantach.Marek Osiecimski, TVN24

kz/pm