Jeden korek, cztery perspektywy

Warszawa

fot. ZTM

Ta sama historia – ale widziana z czterech perspektyw: oczami kierowcy autobusu, motorniczego, pasażera i kierowcy samochodu. ZTM wspólnie z policją i Polskim Związkiem Motorowym przekonuje: bycie życzliwym sprawi, że podróżowanie po Warszawie będzie szybsze, bezpieczniejsze i mniej stresujące. Dla wszystkich.

To nie był zwykły komunikat prasowy – tym razem od ZTM dostaliśmy tekst stylizowany na zapiski z dziennika: pasażera, motorniczego, kierowcy autobusu i kierowcy samochodu. Wszyscy opisują tę samą sytuację. Tyle że w oczach każdego z uczestników ruchu wygląda ona zupełnie inaczej.

Kierowca autobusu

Autobus wypełniony po brzegi. Poranny korek, więc opóźnienie rośnie, a tu jeszcze kolejka na pasie do skrętu w lewo. Decyzja. Omijam samochody i liczę na wyrozumiałość. Może ktoś wpuści. Wiem, że wszyscy się spieszą. Wiem, że to może wygląda jak "cwaniactwo", ale wiozę prawie 200 osób, a mój czas na przejazd jest ściśle określony. Jeśli za późno dojadę do pętli, rozsypie się cały rozkład jazdy. Puszczą? Mowy nie ma. Przecież nie pojadę prosto. Skręcam ze środkowego.

Jadę z przepisową prędkością. Lewym pasem, przeznaczonym tylko do skrętu w lewo, wyprzedza nas szary sedan. Jego kierowca w ostatniej chwili, przed wysepką, wjeżdża mi przed maskę. Gwałtownie hamuję. Muszę, aby uniknąć kolizji. Kilku pasażerów, w tym kobieta w ciąży, omal się nie przewraca. Krzyki, przekleństwa. Na ulicy korek, więc zatrzymujemy się za tym samochodem. Jakiś pasażer podchodzi do kabiny i mówi, żeby otworzyć mu drzwi, bo chce „rozmówić się" z piratem drogowym. Potem stajemy z samochodem „bok w bok" na światłach. Krzyczę do kierowcy: „kto ci dał prawo jazdy?" i takie tam... Odpowiedzią są wulgarne słowa i charakterystyczny gest.

Wyjeżdżam z zatoki przystankowej. Czekam z włączonym kierunkowskazem. Obojętnie mija mnie sznur samochodów. Nie mam wyjścia, powoli ruszam. W lusterku widzę kolejnego, który jest pewien, że jeszcze zdąży. Oczywiście nawet nie zwalnia. Omija mnie wjeżdżając na przeciwny pas.

Podobno jestem złośliwym chamem. Podobno zamknąłem komuś drzwi przed nosem. Podobno mogłem jeszcze się zatrzymać i otworzyć drzwi. A przecież ja „dobiegacza" nie widziałem. Moimi oczami są lusterka. Gdy ruszam, muszę patrzeć w to po lewej stronie, żeby wiedzieć, czy mogę bezpiecznie włączyć się do ruchu. W prawym, często nie widać, jak ktoś dobiega z tyłu, „pod ostrym" kątem do autobusu. Jak widzę i mogę, to poczekam, ale muszę też jechać zgodnie z rozkładem. Tym, którzy nie zdążyli wydaje się, że kilkadziesiąt sekund to nic. Przemnożone przez kilka przystanków, to już kilkuminutowe opóźnienie. A potem oczekujący na trasie są wściekli, że nie przyjechałem na czas. I też piszą skargi.

Motorniczy

Ruszam przez „patelnię", czyli rondo Dmowskiego, z przystanku w kierunku Centralnego. Daleko nie zajechałem. Torowisko przecina sznur samochodów. Mogę postraszyć, podjechać pod same drzwi i dzwonić. Ale czy to coś pomoże? Większość i tak traktuje tramwaj jak powietrze. Czasem bezradnie rozkładają ręce. Kiedyś jeden spanikował, zaczął cofać i zatrzymał się na zderzaku poprzednika. Moje „zielone" zgasło, więc teraz jadą samochody na rondzie. Zmiana świateł. Tym razem chyba się przecisnę, ale... w ostatniej chwili taksówka „przeskakuje" przez torowisko. Zabrakło jej centymetrów. Nie będę ryzykował, bo niedawno jednemu sedanowi „oszlifowałem kufer". I tak kolejne światła „w plecy". Już pięć minut spóźnienia na jednym skrzyżowaniu.

Kierowca samochodu

Dojeżdżam do przystanku, autobus zaraz ruszy, już włączył kierunkowskaz. Puścić go? A potem będę musiał się za nim „wlec". Pewnie jeszcze bym zdążył przejechać, tak jak ten sedan z wgniecionym bagażnikiem przede mną, ale przecież to nie wyścig. Fajnie, że podziękował światłami. Są jednak normalni kierowcy, a nie ważniacy, jak ten, co rano zamiast czekać w kolejce, ominął wszystkich i skręcił w lewo ze środkowego pasa.

Pasażer

Widziałem, że dla pieszych było czerwone, ale czasem nogi są szybsze niż głowa. Na przystanek podjechał mój autobus, a ja miałem tak blisko. Wiem, że musieli gwałtownie zahamować. Co z tego, że trąbili. Zdążyłbym, ale ten złośliwy cham zamknął mi drzwi przed nosem. Napiszę na niego skargę. Dobrze, że na następny autobus nie czekałem długo, chociaż i tak spóźnił się kilka minut. Po co im te rozkłady, skoro nie potrafią się ich trzymać? Dobrze, że ja się trzymałem poręczy. Gdy autobus gwałtownie hamuje, człowiek leci, jak worek kartofli. Jakiś baran w szarym sedanie zajechał nam drogę. Jakbym go dostał w swoje ręce... dobrze, że kierowca autobusu nagadał mu do słuchu.

W ramach kampanii o bezpieczeństwie w ruchu miejskim odbył się kilka dni temu crash test samochodu z tramwajem - zobacz, jak wyglądał.

bf/mz