Przygotuj się na:

WEEKENDOWE UTRUDNIENIA

Nachodzący weekend będzie pracowity dla drogowców i wodociągowców. Ci pierwsi dokończą naprawę nawierzchni buspasa w alei Stanów Zjednoczonych, drudzy będą działać na Płockiej. Zmiany w organizacji ruchu spowoduje też białołęcki Bieg Wolności i Warszawskie Spotkanie Wigilijne na Pradze Północ.

"Jakieś pliki pornograficzne? To nie było w jego naturze"

Warszawa


- To w ogóle nie wchodzi w rachubę. Ja podejrzewam, że to jego wrogowie podrzucali mu te materiały. Chcieli go skompromitować - mówił przed sądem ojciec Piotra T., znanego doradcy do spraw wizerunku oskarżonego o posiadanie pornografii dziecięcej.

Piotr T. nie przyznaje się do zarzutów, które stawia mu prokuratura. Twierdzi, że pliki zawierające zakazane prawem materiały zostały mu podrzucone.

Jego obrońcy zaczęli wtorkową rozprawę od prośby do sądu, by ojciec oskarżonego, człowiek schorowany i w podeszłym wieku, ze względu na stan zdrowia mógł zeznawać jako pierwszy. Sąd nie miał zastrzeżeń.

- Jestem kombatantem, byłem więźniem politycznym okresu stalinowskiego, doktorem nauk chemicznych - świadek zaczął od przedstawienia siebie. - Mój syn jest niewinny. Postaram się to udowodnić - stwierdził.

"Zawsze miał pełne ręce roboty"

Później przytoczył w skrócie przebieg kariery syna.

- Już w szkole podstawowej opanował dwa języki obce, angielski i niemiecki. W szkole średniej napisał najlepszą pracę końcową w skali Polski. Otrzymał za to dyplom i nagrodę pieniężną. Zorganizował w Warszawie największą szkołę języków obcych. Po kilku latach intensywnych studiów zaczął pracować jako szkoleniowiec. Szkolił biznesmenów i polityków. Wydał książkę, ale zapomniałem tytułu. Był współuczestnikiem filmu "Jak to się robi ". Zawsze miał pełne ręce roboty - relacjonował świadek. - Jako osoba publiczna miał wielu przyjaciół, ale i wielu wrogów. Dobrze zarabiał, to wzbudzało zazdrość. Ja podejrzewam, że to jego wrogowie podrzucali mu te materiały. Chcieli go po prostu skompromitować. Na jakiej podstawie prasa go tak skompromitowała? Jakieś pliki pornograficzne? To w ogóle nie wchodzi w rachubę. On się tym nie fascynował. Żona, dzieci? Do czego to potrzebne? To nie było w jego naturze - podkreślał.

Ojciec oskarżonego zwracał uwagę, że w domu jego syna zawsze "było dużo ludzi". - Piotr udostępniał swoją aparaturę, każdy mógł jej używać. Niektórzy mogli zostawać na noc - mówił świadek. Pytany, co ma na myśli, mówiąc "aparaturę", odparł, że chodzi o komputery.

Towarzysko i na szkolenia

Zeznania ojca pokazują, jaką linię obrony przyjął Piotr T., którego prokuratura oskarża o posiadanie tysięcy plików z pornografią z udziałem dzieci, ale też i zwierząt oraz "posiadanie w celu rozpowszechniania".

Dowody, które zebrała przeciwko Piotrowi T. prokuratura, to pliki ściągnięte w noc poprzedzającą przeszukanie policji oraz ślady po usuniętych plikach, które na różnych nośnikach odkrył biegły informatyk.

Adwokaci oskarżonego chcą wykazać, że T. prowadził otwarty dom, w którym zawsze przewijało się mnóstwo ludzi. Przychodzili tam w celach towarzyskich, ale też na szkolenia. I mieli swobodny dostęp do komputerów.

Potwierdzali to też inni świadkowie, których we wtorek przesłuchał sąd. To ludzie, którzy prowadzili z T. wspólne interesy albo brali udział w organizowanych przez niego szkoleniach.

Przyznali, że u T. było dużo ludzi, niektórzy zostawali na noc. Ale żadna z tych osób nie widziała, żeby ktoś inny korzystał z komputera Piotra T.

Obrońcy pytali też świadków, czy kiedykolwiek zdarzyło się, by Piotr T. przejawiał zainteresowanie materiałami pedofilnymi, zoofilnymi lub zawierającymi przemoc. Wszyscy zaprzeczyli.

Teściowa po stronie zięcia

Podczas wtorkowej rozprawy przed sądem zeznawała też teściowa Piotra T. Choć jej córka rozstała się z oskarżonym cztery lata temu, ona wciąż mieszkała w jego domu, opiekując się ich córkami. Wyprowadziła się dopiero w 2017 roku, czyli w roku, w którym policja zatrzymała T., a prokuratura postawiła mu zarzuty i T. trafił do aresztu.

Ona również podkreślała, że choć mieszkała w domu Piotra T. przez dziesięć lat, nigdy nie zetknęła się z żadną sytuacją, z której wynikałoby, że interesuje się zabronionymi treściami.

- Stwierdzam to z całą odpowiedzialnością - podkreśliła. - Nigdy nie zetknęłam się z takimi treściami w domu. Często wchodziłam do jego pokoju, na przykład, żeby powiedzieć mu, że jest obiad. Myślę, że gdyby oglądał w tym czasie coś takiego, to przestraszyłby się, i gwałtownie zamknął komputer - wyjaśniła.

Zapewniła, że bez żadnych obaw zostawiała wnuczki z Piotrem T. i że gdyby miała jakiekolwiek podejrzenia wobec zięcia, to zareagowałaby.

Kryptonim "RINA"

Prokuratura już raz prowadziła śledztwo w sprawie posiadania przez Piotra T. dziecięcej pornografii. Zostało jednak umorzone w 2008 roku, bez postawienia zarzutów.

Po raz drugi policja zainteresowała się T. zimą 2014 roku. Dostała wówczas od niemieckiej policji w ramach operacji o kryptonimie "RINA" wykaz adresów IP, które łączą się ze stronami pedofilskimi. Wśród tych adresów był ten należący do Piotra T.

Policjanci weszli na przesłuchanie do jego domu pół roku później, rankiem 25 czerwcu 2015 roku. Zabezpieczyli m.in. komputer i pendrive’y. Jak ujawniliśmy na tvnwarszawa.pl, siedem minut przed wejściem policji zakończyło się ściąganie na dysk kilkudziesięciu gigabajtów zawierających dziecięcą pornografię.

Prokuratura zdecydowała się przedstawić Piotrowi T. zarzuty ponad dwa lata później. Znany doradca został zatrzymany w październiku 2017 roku i aresztowany. Za kratami pozostaje do dziś.

Ciąg dalszy procesu w lipcu.

Piotra T. do sądu doprowadziła policjatvnwarszawa.pl
wideo 2/3

Piotr Machajski