Jaki: porażka była wkalkulowana w koszty

Warszawa

Jaki: porażka była wkalkulowana w kosztyTVN24
wideo 2/2

- W polityce jest tak, że wszyscy - nawet najważniejsi politycy w Polsce, również historycznie - ponosili w swoim życiu porażki - powiedział wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki, odnosząc się w "Faktach po Faktach" do przegranej w wyborach na prezydenta stolicy.

Jeszcze przed wyborami samorządowymi sondaże wskazywały, że w Warszawie dojdzie do drugiej tury, w której zmierzą się Rafał Trzaskowski i Patryk Jaki. Walkę o fotel prezydenta zwyciężył jednak Trzaskowski, zdobywając w pierwszej turze poparcie 505 187 warszawiaków (56,67 proc.). Na Patryka Jakiego zagłosowało 254 324 (28,53 proc.) osób.

Półtora miesiąca po ogłoszeniu wyników wiceminister sprawiedliwości ocenił, że "porażka była wkalkulowana w koszty". - Kandydaci Prawa i Sprawiedliwości od lat przegrywają w Warszawie - zaznaczył.

"Zdobyłem więcej głosów niż kandydaci PiS"

Podkreślił jednak, że jego wynik nie był gorszy niż zakładano w trakcie kampanii wyborczej. - Nie mówię, że jestem zadowolony, że poniosłem porażkę. Natomiast, gdyby na spokojnie to przeanalizować, drugiej tury nie było, (nie) dlatego, że zdobyłem mniej głosów niż przewidywaliśmy. W pierwszej turze zdobyłem prawie 100 tysięcy głosów więcej niż kandydaci Prawa i Sprawiedliwości w poprzednich wyborach - stwierdził.

Przyczynę porażki Jaki upatruje przede wszystkim w wysokiej frekwencji. Przypomnijmy, że według danych Państwowej Komisji Wyborczej w stolicy głosowało o 200 tysięcy osób więcej niż w poprzednich latach. - Dla porównania, Hanna Gronkiewicz-Waltz w poprzednich wyborach, wygrywając niemal pierwszą turę z wynikiem 48 procent poparcia, miała około 290 tysięcy głosów. Ja w tych wyborach uzyskałem prawie 260 tysięcy głosów. To pokazuje, że przy normalnej frekwencji, byłby to wynik, jaki pokazywały sondaże - wyliczał polityk.

"Reprezentuję ćwierć miliona ludzi"

- Nie mówię, że jestem zadowolony - przyznał polityk. Zaraz jednak dodał, że wynik wyborów wskazał, że ma on jednak pewną funkcję do spełnienia w stolicy. - Mieszkańcy Warszawy podjęli decyzję, że "będzie pan w opozycji". Ale w opozycji z silnym mandatem. Ja reprezentuję ćwierć miliona ludzi, którzy również mają pewny punkt widzenia w Warszawie i oczekują pewnych działań. Ja te działania będę podejmował, bo opozycja i rozliczanie z obietnic są w Warszawie potrzebne - powiedział.

Przy okazji wskazał też, że jego zdaniem diagnozy, które stawiał w czasie kampanii wyborczej były trafne. - Od samego początku mówiłem, że prezydent i ówczesny kandydat Rafał Trzaskowski ma niespójny program, którego nie da się zrealizować - wyjaśnił Jaki. - Wiele tych obietnic było datowanych na początek 2019 roku. A do tej pory nie zostało zrobione nic, co mogłoby sprawić, że te obietnice będą zrealizowane. Powiem więcej, są takie, z których dziś prezydent już się wycofał - zaznaczył.

Dodał też, że przygotowuje listę takich niespełnionych deklaracji. - Miałem rację, chociaż wolałabym jej nie mieć. Wolałbym, żeby Warszawa rozwijała się tak szybko, jak wtedy zapowiadał kandydat Trzaskowski – podsumował.

kk/b