Przygotuj się na:

ZIMA NA DROGACH

To właśnie teraz, gdy temperatura rano spada poniżej 7 stopni Celsjusza, a kolejki do warsztatów są krótkie, powinniśmy umówić się na sezonową zmianę opon.

Jak Pstrąg przegrał z procedurami. "Po 17 latach spadliśmy na dno"

Warszawa

Tomasz Zieliński, tvnwarszawa.plMówi Arkadiusz Dąbrowski

- Chcę coś wynegocjować, nie przyszedłem tu na wojnę - mówił w środę Arkadiusz Dąbrowski, który przez 17 lat prowadził Pub Pod Pstrągiem w Parku Skaryszewskim. Urzędnicy nie przedłużyli z nim umowy, mimo że o to zabiegał. Proponują mu start w nowym konkursie. Zamieszanie tłumaczą... porządkowaniem kwestii formalnych.

Sprawa likwidacji Pubu Pod Pstrągiem oburzyła mieszkańców Pragi Południe. Dotychczasowy najemca, który od 17 lat prowadzi lokal, poprosił ich o wsparcie. W środę przed południem pojawił się w urzędzie dzielnicy, aby w biurze burmistrza złożyć pismo z apelem o porozumienie. Wraz z nim pojawiło się kilku bywalców lokalu.

"Nie jesteśmy roszczeniowcami"

- W listopadzie odmówiono nam dzierżawy zarówno 3-letniej, jak 10-letniej. Urzędnicy kuriozalnie leniwie reagowali na nasze pisma. Do kwietnia cierpliwie czekaliśmy na przetarg, bez skutku – mówił Arkadiusz Dąbrowski. - Nie jesteśmy roszczeniowcami. Po 17 latach spadliśmy na dno, nikt nie chce z nami rozmawiać – żalił się dotychczasowy gospodarz pubu.

Mieszkańcom i internautom podziękował za wsparcie. Podkreślił, że przychodzi negocjować, a nie walczyć z urzędnikami. – Jest kilku, których trzeba postawić do pionu, żeby zaczęli pracować na rzecz naszej wspólnoty – stwierdził.

Mówi wiceburmistrz dzielnicy Piotr Żbikowski
Tomasz Zieliński, tvnwarszawa.pl

Zmieniły się zasady

Wiceburmistrz dzielnicy Piotr Żbikowski zapewnił, że dzielnicy zależy, aby w budynku nadal działał pub i wypożyczalnia sprzętu, prowadzone przez dotychczasowego gospodarza albo kogoś innego. Dlaczego po kilkunastu latach zmieniają się warunki? Jak wyjaśnił, trzy lata temu budynek został włączony do zasobu dzielnicowych lokali użytkowych i nie może być - tak jak dotychczas - wynajmowany na zasadzie dzierżawy gruntu.

- Wcześniej pan miał umowę dzierżawy z Biurem Gospodarki Nieruchomościami, nie dzielnicą, ale w 2012 przekazano budynek wraz z gruntem, ale bez okalającego go terenu. Trafił w zarządzanie i administrowanie dzielnicy, która przekazała go (dzielnicowemu - red.) Zarządowi Gospodarowania Nieruchomościami. Zgodnie z uchwałą rady miasta, budynek, w którym znajduje się lokal użytkowy powinien podlegać procedurze konkursu na najem, a nie na dzierżawę gruntu zabudowanego, jak to było wcześniej. Dostosowujemy się do przepisów obowiązujących w mieście – tłumaczył Żbikowski.

Mówiąc prościej – dzielnica będzie teraz wynajmować budynek, a osobną umowę na teren wokół lokalu będzie trzeba podpisać z miejskim BGN.

Nie mogą wynająć na 10 lat

Dlaczego lokal zostanie wynajęty na trzy lata, a nie na 10, jak chciał Dąbrowski? Bo nie spełnił warunku, zgodnie z którym na 10 lat teren można wynająć podmiotowi, który zainwestował, w nieruchomość więcej niż ona sama jest warta. Dąbrowski twierdzi, że udokumentował nakłady na poziomie 270 tysięcy złotych, z których urzędnicy potwierdzili jedynie ok. 110 tysięcy. Zatem BGN może mu wynająć teren maksymalnie na trzy lata.

Jak przekonywał burmistrz, logiczną konsekwencją 3-letniej umowy z BGN, jest 3-letnia umowa z dzielnicowym ZGN. – Bo bez terenu okalającego budynek, trudno obie wyobrazić tego typu działalność wyobrazić - wyjaśniał. - Nie jest zadaniem samorządu wskazywanie palcem, jaki podmiot ma to prowadzić. To się musi odbywać w warunkach konkurencji – zastrzegł.

Otworzą latem?

Pojawia się jednak pytanie, dlaczego dzielnica od pół roku zwleka z ogłoszeniem konkursu. – Bo pan trzykrotnie (w październiku, styczniu i marcu) poinformował pisemnie BGN, że jego interesuje wyłącznie dzierżawa 10-letnia. Czekaliśmy na rozstrzygnięcie dyskusji między BGN, a panem Dąbrowskim. A do konkursu byliśmy gotowi już w styczniu – argumentował wiceburmistrz Żbikowski. - Jeśli wszyscy się sprężą, od czerwca to będzie funkcjonować – zapewnił.

Założyciel Pub Pod Pstrągiem wyraził wątpliwości, czy w tak krótkim czasie uda się znaleźć gospodarza i rozpocząć działalność. Zapowiedział, że sam prawdopodobnie w nim wystartuje, bo nie ma innego wyjścia.

– Nie mam innej roboty. Mam ponad 50 lat, do urzędu pracy nie pójdę – podsumował gorzko.

Lokal z historią

Pub Pod Pstrągiem działał od 1997 roku przy Jeziorku Kamionkowskim w Parku Skaryszewskim. Klienci mogli tam zjeść dobrą rybę, napić się zimnego piwa, a także wypożyczyć sprzęt wodny. Na miejsce ściągały tłumy okolicznych mieszkańców.

Bywalczynie Pstrąga opowiadają o lokalu
Tomasz Zieliński, tvnwarszawa.pl

Piotr Bakalarski