Gronkiewicz-Waltz nie stawi się przed komisją. Co jej grozi?

Najnowsze

Fakty TVNEgzamin komisyjny

Prezydent Warszawy nie zamierza się stawić przed nadzwyczajną komisją do spraw reprywatyzacji w Warszawie. Hanna Gronkiewicz-Waltz mówi twardo: niech będzie sąd i prokurator, ale nie komisja, bo jest niekonstytucyjna. Ale PiS w tej sprawie jest równie twardy. Czy może panią prezydent sprowadzić przed oblicze komisji siłą? Sprawdzał Maciej Knapik z "Faktów" TVN.

We wtorek w "Faktach po Faktach" prezydent Warszawy, powiedziała komisji weryfikacyjnej "nie". - Ona jest niekonstytucyjna. Ja zawsze mówiłam, że jeśli będzie ciało niekonstytucyjne to poproszę, żeby mnie wezwał prokurator - mówił Hanna Gronkiewicz-Waltz. Na pytanie, czy przyjdzie, gdy zostanie wezwana odpowiedziała: - Myślę, że nie.

Sprawę skomentowała w środę premier Beata Szydło. - Nie wyobrażam sobie, że ktoś łamie prawo, bo ma takie widzimisię - powiedziała.

Projekt powołania komisji pojawił się jesienią, w lutym przegłosował go Sejm. Ostatniego dnia marca ustawę podpisał prezydent. Od maja komisja może zacząć działać - twierdzi typowany na szefa tej komisji Patryk Jaki. - Prawo uchwalone przez Sejm i podpisane przez prezydenta jest powszechnie obowiązujące. Prawo wiąże wszystkich obywateli. Nie ma równych i równiejszych - zauważa sekretarz stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości.

"PiS uwielbia taki teatrzyk"

Wiadomo, ze Hanna Gronkiewicz-Waltz, w sprawie reprywatyzacji - procederu przejmowania, często za bezcen - wartych wiele milionów nieruchomości - byłaby jednym z pierwszych wezwanych na przesłuchanie. - Być może PiS będzie chciał siłą doprowadzić panią prezydent. PiS uwielbia taki teatrzyk - spekuluje Borys Budka, poseł PO.

Taki scenariusz raczej odpada. Za niestawienie się przed komisją ustawa przewiduje grzywnę - najpierw trzy a potem 10 tysięcy złotych. W ustawie nie ma mowy o przymusowym doprowadzeniu.

- W tej sytuacji będziemy mieli do czynienia z batalią sądową, która odbędzie się przed sądem administracyjnym - przekonuje adwokat Michał Wawrykiewicz.

Zdecyduje prezes Przyłębska?

W sądzie, strona rządowa może powoływać się na domniemanie konstytucyjności, czyli komisja działa legalnie, dopóki ktoś nie złoży skargi do Trybunału Konstytucyjnego. A prezydent stolicy będzie dowodzić, że komisja ma kompetencje sądu, administracji i prokuratury, zbyt szerokie uprawnienia, wybierana jest przez Sejm, więc składa się z polityków, podsumowując - łamie konstytucję.

Sąd administracyjny mógłby orzec na podstawie samej konstytucji zastępując Trybunał Konstytucyjny. Albo sąd może zwrócić się do trybunału z zapytaniem, wtedy sprawa trafi na biurko prezes Julii Przyłębskiej.

Maciej Knapik, Fakty TVN /b