Grad pięknych goli. Klątwa nad Legią, Superpuchar znowu jedzie do Gdyni

Warszawa

To był mecz godny Superpucharu Polski. W Warszawie było mnóstwo emocji i aż pięć goli w pierwszej połowie. Po trofeum drugi raz z rzędu sięgnęła Arka Gdynia, pokonując Legię 3:2.

W ostatnich ośmiu sezonach legioniści zdobyli łącznie jedenaście pucharów, ale żadne z nich nie było Superpucharem kraju. Mało tego, pięć ostatnich spotkań o trofeum to pięć porażek Legii, kolejno ze Śląskiem, Zawiszą, dwukrotnie Lechem i Arką. Sobotnie starcie było więc dla mistrzów Polski szansą zrewanżowania się żółto-niebieskim za ubiegłoroczną porażkę.

Cios za cios

I zaczęło się po ich myśli. Już pierwsza akcja przyniosła im gola. Marko Vesović dogrywał wzdłuż bramki, a niefortunnie we własnym polu karnym interweniował obrońca Andrij Bogdanow. Gol ten zapoczątkował istną wymianę ciosów.

Gdynianie odpowiedzieli niedługo potem. W 19. minucie centrę Adama Marciniaka wykorzystał Luka Zarandia, który ładnym strzałem z woleja pokonał bramkarza.

Co na to gospodarze? Nie minął drugi kwadrans, a Legia ponownie wyszła na prowadzenie. Tym razem niezwykle precyzyjnym uderzeniem popisał się Chris Philipps. Podawał z rzutu rożnego Krzysztof Mączyński.

Arkowcy pod wodzą debiutującego w oficjalnym meczu na ławce trenerskiej Zbigniewa Smółki nie pozwolili jednak jej uciec. Mało tego, w osiem minut zadali Legii dwa ciosy i w efekcie to oni schodzili na przerwę prowadząc. Najpierw za gola samobójczego zrehabilitował się Bogdanow. Gol palce lizać - z rzutu wolnego, piłka zanim wpadła do bramki, odbiła się jeszcze od poprzeczki. Na 3:2 dla gości strzelił Michał Janota.

Pięć bramek do przerwy! Kto by się tego spodziewał?

Wyczekiwany debiut

To tylko zwiastowało wielkie emocje po przerwie. I owszem, przy Łazienkowskiej ich nie zabrakło, zabrakło za to goli. Jeden był, w 66. minucie, ale nie uznany. Po strzale Cafu i interwencji Pavelsa Steinborsa piłkę skierował do siatki debiutujący w Legii Carlitos. Król strzelców minionych rozgrywek pojawił się na murawie w 57. minucie. Chwilę po wejściu Hiszpan od razu mógł przywitać się z kibicami golem. Jego strzał głową obronił jednak łotewski bramkarz.

Legia dążyła do wyrównania, ale była bardzo schematyczna. Szanse były. Najlepszą zmarnował Kasper Hamalainen. Więcej bramek kibice nie zobaczyli już do końca spotkania. Superpuchar znowu zabiera do Gdyni Arka.

Legia Warszawa – Arka Gdynia 2:3 (2:3) Andrij Bohdanow (2-samobójcza), Chris Philipps (30) - Luka Zarandia (19), Andrij Bohdanow (38), Michał Janota (45).

Żółte kartki: Legia – Jose Kante, Krzysztof Mączyński, Marko Vesovic, Sebastian Szymański, Michał Kucharczyk; Arka – Luka Maric, Michał Nalepa.

Sędzia: Mariusz Złotek (Stalowa Wola).

Widzów: 20 331.

CZYTAJ TEŻ NA SPORT.TVN24.PL

luki/pm