Głosowali po zakończeniu ciszy wyborczej

Warszawa

Głosowanie po 21 w WarszawieTVN24, montaż Marcin Chłopaś
wideo 2/2

W siedmiu lokalach wyborczych w Warszawie wyborcy oddali głosy po godzinie 21. Jak to możliwe? Pozwoliła na to Państwowa Komisja Wyborcza tłumacząc, że gdy nadszedł moment głosowania, mieszkańcy wciąż stali w kolejkach, by oddać głos.

Ze wstępnych informacji przekazywanych przez PKW wynika, że frekwencja w tegorocznych wyborach samorządowych była rekordowa i wyniosła ponad 50 procent. Przewodniczący Komisji Wojciech Hermeliński powiedział na konferencji prasowej, że osoby, które do godziny 21 ustawiły się w kolejkach do lokali wyborczych, mogą w nich głosować mimo zakończenia ciszy wyborczej. Taka sytuacja - jak dodał - miała miejsce w siedmiu lokalach wyborczych w Warszawie.

"Kolejka nie ustępuje"

Jednym z nich był lokal przy ulicy Andersa, w którym zlokalizowana była komisja obwodowa numer 5 dla Śródmieścia. - Byliśmy tu w ciągu dnia, ale kolejka nie ustępuje. Pierwszy raz widzę taką sytuację, a głosuję od 10 lat. To skandal - mówił w niedzielę wieczorem jeden z głosujących tam mężczyzn.

Zdaniem niektórych, przyczyną tej sytuacji jest zły podział okręgów wyborczych. - Wydaje mi się, że to za duży okręg. Jest za dużo ludzi w tym obwodzie, a za mała komisja - ocenił inny głosujący. - Większość sąsiadów, jak i ja zostaliśmy wprowadzeni w błąd, ponieważ zostały zmienione okręgi wyborcze - stwierdził kolejny mieszkaniec Śródmieścia.

Lokal wyborczy został stworzony w tym miejscu po raz pierwszy. Obecnie w budynku działa śródmiejskie Centrum Pomocy Społecznej, a budynek jest przystosowany dla osób niepełnosprawnych. Wcześniej wyborcy przypisani do tego okręgu głosowali w szkole po drugiej stronie ulicy Andersa. - Podobno zamieszanie jest spowodowane tym, że przenieśli nam miejsce do głosowania i dlatego jest tu ta kolejka - mówiła mieszkanka Muranowa.

Do czterech razy sztuka

Podobna sytuacja miała miejsce na Mokotowie w lokalu wyborczym przy ulicy Przy Bernardyńskiej Wodzie 13. - Czekaliśmy co najmniej pół godziny. To było moje drugie podejście - mówiła Anna. I dodała, że spotkała też kobietę, która przychodziła do lokalu wyborczego czterokrotnie. - Powiedziała, że mieszka tu od 50 lat i nigdy nie widziała takich kolejek - zaznaczyła.

Osoby głosujące po 21, które rozmawiały z reporterami TVN24 zgodnie przyznawały, że w momencie wrzucania kart głosowania do wyborczej urny, nie znały jeszcze wyników sondaży. - Nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek czekali tak długo przy wyborach. Głosowałam w niewiedzy, nie widziałam wyników - zapewniała Agnieszka.

kk/b