"Gdyby nie hospicjum, już by mnie nie było". Ursynowska placówka ma kłopoty

Warszawa

TVN24Problemy hospicjum

Warszawskie hospicjum onkologiczne potrzebuje pomocy - finansowej i rzeczowej. Na razie wspierają je instytucje i ludzie dobrej woli, ale to za mało. Sytuacji w placówce przyjrzała się Paulina Chacińska, reporterka programu "Polska i Świat" TVN 24.

- Gdyby nie hospicjum, już by mnie nie było – mówi wprost pan Ryszard.

Do Hospicjum Onkologicznego św. Krzysztofa na Ursynowie trafił miesiąc temu. Po wielu operacjach, dzielnie walczy z chorobą.Choć o tego typu placówce nigdy nie myślał, dziś to jego dom. Podobnie jak pani Marianny. Oboje mówią, że to dom pełen ciepła. - Opieka jest bardzo dobra, lekarzy mamy wspaniałych – mówi pani Marianna.

Brakuje pieniędzy

Ale funkcjonowanie placówki jest coraz trudniejsze. - Te środki, które pozyskujemy, nie pokrywają nawet w 80 proc. kosztów opieki, które ponosimy – zaznacza dr Rafał Krajewski, dyrektor placówki.Niedawno, w mediach społecznościowych poprosili nawet o brakujące... środki higieniczne. Odzew ludzi i instytucji przerósł ich najśmielsze oczekiwania. Ale to pieniędzy wciąż potrzeba najbardziej. - Mniej więcej otrzymujemy 293 zł za jednego pacjenta. Przy kosztach przekraczających 350 złotych – precyzuje Krajewski.Rzecznik mazowieckiego Narodowego Funduszu Zdrowia tłumaczy, że w tym roku średnio jest to 240 zł, a w przyszłym będzie kwota docelowa. - Jeszcze niedawno to było 100 zł. Kwota powoli rośnie - mówi Andrzej Troszyński.

Problemy z nadwykonaniem

Kolejnym problemem hospicjum są tzw. nadwykonania. Tylko w pierwszym półroczu kosztowały ursynowską placówkę dodatkowe 270 tysięcy złotych. - Robimy, co do nas należy. Do tej pory nie musieliśmy stawać przed dylematem: nie mamy pieniędzy, nie przyjmujemy - podkreśla Krajewski.Ale - jak słyszymy - ten problem może wkrótce stać się realny. NFZ zapewnia, że za pacjentów przyjętych ponad limit zapłaci. Po tak zwanym zamknięciu roku. Placówka obawia się, że do tego czasu pacjenci - choćby tacy, jak pan Leszek, który korzysta z hospicjum domowego - będą musieli na pomoc czekać w kolejce. - Dwa razy w miesiącu przychodzi lekarz, dwa razy w tygodniu pielęgniarka, no i pan, który pomaga w zakupach. Ale najważniejsze, że mam z kim porozmawiać. Boję się , co będzie, jak mi to zabiorą – niepokoi się pan Leszek.Paulina Chacińskaran