Fotoradary wyłączone, kierowcy łamią przepisy

Warszawa

TVN 24Drogowcy zbadali natężenie ruchu

"Bez fotoradarów jest niebezpiecznie" - alarmują drogowcy i publikują wyniki pomiarów, które przeprowadzili w ostatnich dniach na stołecznych ulicach. Kierowcy masowo przekraczają prędkość, ale brak twardych dowodów na to, że po wyłączeniu fotoradarów zrobiło się niebezpiecznie. Sprawie przyjrzał się Łukasz Wieczorek, reporter programu "Polska i Świat".

Od stycznia 27 warszawskich fotoradarów nie może robić zdjęć. Zarząd Dróg Miejskich postanowił sprawdzić, jak zmieniła się sytuacja na drogach od czasu, gdy urządzenia zostały zasłonięte czarną folią. W pobliżu fotoradarów drogowcy zainstalowali urządzenia, które mierzyły prędkość. - Badanie było anonimowe - zastrzega Łukasz Puchalski, dyrektor ZDM. - Kierowcy nie mieli świadomości, że takie badanie jest prowadzone.

Kierowcy - rekordziści

Prędkość była mierzona w trzech punktach, od 28 lutego do 16 marca. Wyniki nie napawają optymizmem. Przy ulicy Modlińskiej 287, gdzie jest przejście bez sygnalizacji, "rekordzista" miał na liczniku 158 km/h. Obowiązującą 60-tkę przekraczało 75 procent kierowców. To około 39 tysięcy aut na dobę! Dla porównania, w całym zeszłym roku fotoradar zrobił tam ponad dwa tysiące zdjęć.

Kolejne miejsce to ulica Puławska - tutaj rekordzista jechał o 83 kilometry na godzinę więcej, niż można. Za szybko jechał zaś prawie co drugi kierowca - to znów około 38 tysięcy łamiących przepisy na dobę. W całym zeszłym roku fotoradar w tym miejscu zrobił ponad 7 tysięcy zdjęć. Ostatnie miejsce, które drogowcy wzięli pod lupę, to skrzyżowanie ul. Sobieskiego z al. Witosa i Sikorskiego. Rekordzista przekroczył dozwoloną prędkość o 140 kilometrów na godzinę, a co trzeci kierowca jechał za szybko. To około 15 tysięcy aut na dobę. Gdy działały tutaj fotoradary, przez cały zeszły rok na zbyt szybkiej jeździe, przyłapały ponad tysiąc kierowców.

Granica błędu

Analizując te statystyki trzeba jednak pamiętać, że drogowcy liczyli kierowców, którzy jechali nawet o jeden kilometr za szybko, a fotoradary robiły zdjęcia tylko tym, którzy przekraczali prędkość przynajmniej o 11 a często dopiero 20 - 30 kilometrów na godzinę. Drogowcy nie mają jednak wątpliwości, że na drogach jest bardziej niebezpiecznie. - Średnia prędkość jest o 20 kilometrów wyższa od dopuszczalnej i należy się spodziewać, że te wskaźniki się pogorszą – przekonuje Puchalski.Jednak statystyki nie mówią wprost o bezpieczeństwie. Na swojej stronie internetowej ZDM pisze, że po uruchomieniu kontroli fotoradarów liczba wypadków w każdym z miejsc spadła kilkukrotnie. Nie podaje jednak, jak zmieniły się te wskaźniki po zasłonięciu urządzeń czarnymi foliami.

Statystyka od policji

My sięgnęliśmy do policyjnych statystyk za pierwsze dwa miesiące tego roku. I porównaliśmy z analogicznym okresem w 2015 roku, gdy fotoradary działały. Co z nich wynika?Na skrzyżowaniu Sobieskiego, Sikorskiego i Witosa w styczniu i lutym 2016 roku doszło do 5 kolizji (policja nie odnotowała żadnego wypadku). Rok wcześniej tych kolizji było 14 (również nie było wypadków).

Zupełnie inaczej wyglądała sytuacja na ulicy Puławskiej, przy Kuropatwy. Zarówno na początku 2015 i 2016 roku funkcjonariusze nie odnotowali tam ani jednego wypadku czy kolizji.Ale u zbiegu al. Niepodległości i Batorego w styczniu i lutym 2015 roku odnotowano 7 kolizji, a w 2016 roku 6 kolizji, 1 wypadek, rannych zostało 5 osób.

Nie można więc jednoznacznie powiedzieć, że sytuacja gwałtownie się pogorszyła. Możliwe, że część kierowców wyrobiła w sobie odruch i wciąż zwalnia w tych miejscach. Nie wiadomo, jak długo utrzyma się ten efekt. Nie wiadomo też, czy i kiedy fotoradary znów będą robić zdjęcia. Straż miejska chciała przekazać urządzenia inspekcji transportu drogowego. Służby nie mogą się jednak dogadać.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT.

Łukasz Wieczorek/ran/r