Finansowa zapaść w dwóch dziecięcych szpitalach. Połączą się?

Warszawa

TVN24O planach połączenia szpitali dziecięcych mówi rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego

Władze Mazowsza, aby ratować zrujnowane finansowo szpitale dziecięce, chcą je połączyć. Chodzi o warszawską placówkę przy ul. Niekłańskiej i szpital w Dziekanowie Leśnym. - Połączenie ma na celu wzmocnienie pozycji szpitali. Trwają analizy, które miałyby pokazać, jak podzielą się zadaniami - przyznaje rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.

Szpital przy Niekłańskiej ma ponad 30 mln złotych długu, szpital w Dziekanowie prawie 50. Dług narasta od wielu lat. Potęgują go koszty egzekucji komorniczych.

Obie placówki ratują się jak mogą. Najgorzej jest w Dziekanowie Leśnym, gdzie w miniony piątek dyrekcja szykowała kolejny wniosek o pożyczkę od Urzędu Marszałkowskiego (jest organem założycielskim szpitali). Jednak marne są szanse na jego pozytywne rozpatrzenie. Urząd udzielił już szpitalowi pięciu pożyczek na 25 mln złotych. Do dziś pieniądze nie zostały zwrócone.

Dyrektorzy obu szpitali stanęli pod ścianą. Muszą znaleźć sposób, który raz a porządnie rozwiąże finansowe kłopoty placówek.

Duży może więcej?

Powstał plan, by Dziekanów połączyć z placówką przy ulicy Niekłańskiej. - Rozważamy bardzo poważnie pomysł połączenia – przyznaje Marta Milewska, rzeczniczka prasowa Urzędu Marszałkowskiego.

Na razie urzędnicy przedstawili jego zarys. Szpital w Warszawie mógłby służyć dzieciom w nagłych przypadkach, a do Dziekanowa Leśnego dzieci trafiałyby na dłuższe leczenie.

Rozważana jest także koncepcja rozwinięcia rehabilitacji w Dziekanowie. Z czasem placówka medyczna mogłaby się także starać o kontrakt na prowadzenie na przykład zakładu opiekuńczo-leczniczego czy hospicjum.

– Szpital przy Niekłańskiej rozbudowywał się w ostatnich latach i dziś dysponuje 255 łóżkami. Jest dobrze wyposażony. To wśród warszawiaków i mazowszan rozpoznawalna marka. Atutem mniejszego, dysponującego 129 łóżkami, Dziekanowa jest spokojna, malownicza okolica, sprzyjająca długotrwałej rekonwalescencji czy rehabilitacji. To może być szansą dla placówki - tłumaczy Elżbieta Lanc, członek zarządu województwa Mazowieckiego.

Ile uda się zaoszczędzić na połączeniu?

Urzędnicy konkretnych kwot nie podają. Na razie wiedzą jedynie, gdzie te oszczędności mogą się pojawić:

- redukcja administracji;

- wspólne przetargi na zakup sprzętu medycznego, mediów czy leków.

Ostateczne szczegóły połączenia mają być znane we wrześniu. Wtedy też projekt uchwały zostanie przedstawiony radnym wojewódzkiego sejmiku. Jeśli zgodzą się na połączenie, to obie placówki pod jednym szyldem będą mogły zacząć działalność od stycznia przyszłego roku.

"Szkoda, że dopiero teraz"

- Przykre jest to co się dzieje w Dziekanowie i przy Niekłańskiej. Szkoda, że dopiero teraz kiedy nie ma na pensje, powstał plan połączenia dwóch szpitali, co być może jest sensownym rozwiązaniem. Dlaczego wcześniej ktoś z urzędu nie pomyślał o tym? – zastanawia się Grzegorz Pietruczuk, radny sejmiku (SLD).

Radny od dokładnej oceny samego pomysłu na razie się powstrzymuje.

- Najpierw musimy poznać wszystkie korzyści, jakie przyniesie połączenie oraz ewentualne negatywne skutki. Musimy dowiedzieć się, czy nie ucierpią na tym mali pacjenci, jakie będą oszczędności – tłumaczy Pietruczuk.

Rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego o problemach finansowych szpitala w Dziekanowie
TVN24

Zwalniają personel, łączą oddziały

Niezależnie od planów połączenia, w Dziekanowie od wielu miesięcy trwa restrukturyzacja. To właśnie tam jest najtrudniejsza sytuacja finansowa. - Zwolniliśmy jedną czwartą całego zespołu. W sumie 107 osób. Połączyliśmy również oddziały chirurgii i laryngologii. W planach są kolejne łączenia. Chcemy, aby koszty nie przekraczały przychodów – tłumaczy Robert Lasota, wicedyrektor szpitala w Dziekanowie Leśnym.

Mimo restrukturyzacji, pieniędzy wciąż nie wystarcza na bieżące funkcjonowanie. Na czas swoje pensje dostają jedynie pracownicy mający etat. Reszta, na przykład lekarze na kontraktach, nie mogą doprosić się wynagrodzenia z kilku ostatnich miesięcy.

W ubiegłym roku pisaliśmy o zaległościach wobec anestozjologów, którzy grozili strajkiem.

Placówka z trudem każdego miesiąca przeznacza pieniądze na lekarstwa, materiały medyczne oraz środki czystości. Konto szpitala zajął komornik. Szpital nie płaci również firmom wykonującym różne usługi. Dochodzi do bardzo niebezpiecznych sytuacji.

W miniony czwartek nie pojawił się pracownik sprzątający blok operacyjny. Nie można było rozpocząć żadnych zabiegów. Na szybko szukano innego wyszkolonego pracownika, który sprzątnie salę. Tego dnia każda operacja rozpoczynała się z godzinnym opóźnieniem.

Jak poinformował wicedyrektor Lasota, szpital firmie sprzątającej nie zapłacił dwóch faktur na kwotę prawie 200 tysięcy złotych.

NFZ da więcej?

Urzędnicy przekonują, że połączenie wzmocni także pozycję obu szpitali, co pozwoli w Narodowym Funduszu Zdrowia wynegocjować więcej pieniędzy na leczenie. Pytanie tylko czy faktycznie uda się osiągnąć zamierzony cel. Z roku na rok mazowiecki oddział NFZ dostaje coraz mniej pieniędzy na kontrakty.

W ubiegłym roku centrala NFZ, dzieląc pieniądze na ten rok, Mazowszu przekazała prawie 8,8 mld złotych. To o ponad 200 mln złotych mniej niż w 2013 r. Jeśli doliczymy do tego rzeczywiste potrzeby, to wychodzi kwota dwukrotnie wyższa.

"Janosikowe bis"

- To prawda, pieniędzy jest w systemie po prostu za mało. Problem w tym, że w takiej rzeczywistości funkcjonujemy, a dyrektorzy szpitali muszą mimo zbyt niskich środków z NFZ starać się spinać finanse placówek. To tym bardziej bolesne, że na poziomie naszej składki zdrowotnej mamy do czynienia z janosikowym bis. Mieszkańcy Mazowsza odprowadzają więcej składek na ubezpieczenie zdrowotne niż zostaje przekazane do Mazowieckiego Oddziału NFZ. W negocjacjach z NFZ brana pod uwagę jest skala szpitala, jego zaplecze medyczne, kompleksowość oferty. Dlatego połączenie jest korzystne - przekonuje rzeczniczka Urzędu Marszałkowskiego.

Rozmowa z wicedyrektorem szpitala w Dziekanowie, Robertem Lasotą
TVN24

Bartłomiej Frymus, tvnwarszawa.pl (b.frymus@tvn.pl), Ewa Paluszkiewicz, TVN24 //ec, mz