Finał Pucharu Polski pod lupą prokuratury. "Obszerny materiał"

Warszawa

Narodowy ze zniszczeniamiTVN24
wideo 2/3

Prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie zachowania kibiców podczas finału Pucharu Polski na Stadionie Narodowym. Postępowanie dotyczące wniesienia i użycia pirotechniki zostało wszczęte z urzędu. Nie ruszyło natomiast postępowanie dotyczące spowodowania zniszczeń na obiekcie, bo - jak podaje prokuratura - osoba, która się z nią skontaktowała, nie miała odpowiednich pełnomocnictw.

Wystrzelone w trakcie finału Pucharu Polski race spowodowały uszkodzenia obiektu, na pewien czas przerwano też spotkanie. Jedna z rac odbiła się od telebimu zawieszonego nad płytą boiska. Inna spowodowała pożar elementu iglicy dachu, umiejscowionego 30 metrów nad ziemią. Oprócz tego zniszczeniu uległy krzesełka na trybunach.

Sprawą materiałów pirotechnicznych użytych podczas meczu Legii z Arką Gdynia zajęła się Prokuratura Rejonowa Praga-Południe. Dochodzenie jest prowadzone "w kierunku czynów określonych w ustawie o bezpieczeństwie imprez masowych".

- Chodzi o posiadanie materiałów pirotechnicznych w trakcie trwania imprezy masowej. Czyn taki jest zagrożony karą pozbawienia wolności do lat pięciu. Postępowanie jest również prowadzone w kierunku czynu polegającego na rzucaniu przedmiotów, które mogą stanowić zagrożenie dla życia i zdrowia osób uczestniczących w imprezie masowej, za co może grozić do dwóch lat więzienia - wyjaśnia prokurator Marcin Saduś, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Trwa analiza materiałów dowodowych zabezpieczonych przez policję po zakończeniu finałowego spotkania. - Część materiału dostarczył PZPN, są to głównie zapisy z monitoringu, a także lista wyjazdowa z nazwiskami kibiców jednej z drużyn, która uczestniczyła w finale Pucharu Polski - mówi Saduś.

- Jeżeli analiza pozwoli na wytypowanie konkretnych osób, które posiadały bądź rzucały materiały pirotechniczne, wówczas będzie możliwe przedstawienie zarzutów. Jednak ten materiał jest na tyle obszerny, że na pewno będzie to czasochłonne i pracochłonne - zaznacza rzecznik.

Artykuł o zniszczeniu mienia

Do prokuratury wpłynęło też zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które złożył PZPN. Dotyczy ono również wniesienia rac na teren stadionu i użycia ich w czasie meczu. - Oprócz wymienionych wcześniej przestępstw PZPN wskazywał też możliwość popełnienia czynu z artykułu 288 kodeksu karnego, czyli przestępstwa zniszczenia mienia - dodaje Saduś.

Zastrzegł jednak, że na razie nie było możliwe wszczęcie postępowania w związku z tym artykułem. Dlaczego?

- Prokuratura wykonywała czynności z osobą, która była przedstawicielem spółki PL.2012+ zarządzającej Stadionem Narodowym. Niestety ta osoba nie posiadała ciągu pełnomocnictw uprawniających do skutecznego złożenia wniosku o ściganie. A przypomnę, że przestępstwo z artykułu 288 jest ścigane na wniosek pokrzywdzonego. W tym przypadku pokrzywdzonym nie jest PZPN, a właściciel obiektu - tłumaczy Saduś.

Rzeczniczka PGE Narodowego Monika Borzdyńska zapewniła, że w piątek 18 maja takie zawiadomienie zostało złożone już przez właściwą osobę. - Dołączyliśmy również kosztorys strat, które wyceniono na prawie 300 tysięcy złotych - precyzuje.

W poniedziałek po południu Marcin Saduś poinformował nas, że oficjalnie prokuratura wciąż nie przyjęła zgłoszenia.

Przerwany mecz, kibice opuszczali trybuny

Przypomnijmy, już po rozpoczęciu meczu kibice Arki i Legii odpalili środki pirotechniczne w swoich sektorach. Sytuacja powtórzyła się na początku drugiej połowy, w sektorze zajmowanym przez sympatyków stołecznego klubu, a sędzia był zmuszony do przerwania spotkania. Część z kibiców zdecydowała się opuścić stadion z powodu kłębów dymu.

Mecz wznowiono po kilku minutach, ale w jego końcówce znów poleciały race, tym razem z sektora Arki w kierunku fanów Legii. Żadna z rac do nich nie doleciała, za to jedna wylądowała na murawie, a inna odbiła się od stadionowego telebimu. Zapalił się nawet element iglicy dachu, umiejscowiony 30 metrów nad płytą boiska.

kk/b