Fatum Legii nazywa się GKS. Lider stoi w miejscu

Warszawa

Legia, przynajmniej na papierze, wzmocniła się i miała w cuglach sięgnąć po mistrzostwo Polski. W sobotę podejmowała ostatnią drużynę T-Mobile Ekstraklasy - bełchatowski GKS. Po bardzo słabej grze zremisowała jednak 0:0 i już w następnej kolejce może pożegnać się z fotelem lidera.

Legia nie wygrała przy Łazienkowskiej z GKS-em Bełchatów od 2008 roku. Teraz podjęła ostatnią drużynę ligi, jako jej lider.

Drużyna Jana Urbana rundę rozpoczęła od niespodziewanej porażki z Koroną (2:3), ale potem rozbiła w Pucharze Polski grudziądzką Olimpię 4:1 i wydawało się, że wygrana nad bełchatowianami to po prostu obowiązek.

Błędy w ustawieniu?

Gospodarze niby mieli przewagę, ale nic z niej nie wynikało. Na lewym skrzydle bezproduktywny był kupiony z Polonii Wladmier Dwaliszwili, klasyczny napastnik. Nieskuteczny był Ljuboja, a nieobsługiwany podaniami Marek Saganowski.

Legia wciąż prowadzi, ale jej przewaga nad Polonią i Lechem wynosi tylko dwa punkty. W następnej kolejce legionistów czeka wyjazd na trudny teren do Bielska-Białej. Jeśli w niedzielę Górnik Zabrze wygra w Białymstoku, zrówna się z Legią punktami.

Legia Warszawa - PGE GKS Bełchatów 0:0 Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Artur Jędrzejczyk, Michał Żewłakow, Inaki Astiz, Tomasz Brzyski - Wladimer Dwaliszwili, Dominik Furman, Ivica Vrdoljak (46. Janusz Gol), Marek Saganowski, Jakub Kosecki (70. Bartosz Bereszyński) - Danijel Ljuboja (86. Michał Kucharczyk). PGE GKS Bełchatów: Emilijus Zubas - Adrian Basta, Seweryn Michalski, Maciej Wilusz, Rafał Kosznik - Mateusz Mak, Patryk Rachwał, Piotr Witasik (35. Szymon Sawala), Kamil Wacławczyk (85. Łukasz Grzeszczyk), Łukasz Madej - Bartłomiej Bartosiak (52. Mouhamadou Traore)

Zdjęcie główne Mateusz Kostrzewa /legia.com

kcz