Fatalna Legia, słaby sędzia. Jagiellonia zdobyła Łazienkowską

Warszawa

Świetne widowisko przy Łazienkowskiej. Jagiellonia przyjechała do Warszawy w 20. kolejce T-Mobile Ekstraklasy jak po swoje i ani przez chwilę nie mogło być wątpliwości, że jest zespołem lepszym od mistrza Polski. Drużyna Michała Probierza w pełni zasłużenie wygrała 3:1.

Henning Berg standardowo już kompletnie wymienił zespół na ligę. W porównaniu ze składem, który wystawił w Pucharze Polski ze Śląskiem, desygnował do gry dziewięciu nowych zawodników.

Szturm na bramkę gospodarzy

Jeśli chodziło mu o efekt świeżości, to plan nie wypalił. Mistrzowie Polski od pierwszego gwizdka sędziego byli gorszym zespołem i nic dziwnego, że już po kilkunastu minutach przegrywali. Z dystansu fantastycznie strzelił Maciej Gajos i piłka wpadła pod samą poprzeczką bramki Arkadiusza Malarza.

Debiutujący w Legii bramkarz chwilę później zaskarbił sobie sympatię warszawskich kibiców, broniąc wykonywany przez Gajosa rzut karny. Inna sprawa, że jego zespół miał w tej sytuacji sporo szczęścia, bo faulujący Patryka Tuszyńskiego Inaki Astiz spokojnie mógł wylecieć z boiska, a zobaczył tylko żółtą kartkę.

Gospodarze mogli wyrównać tuż przed przerwą po jednej z nielicznych składnych akcji. Jakub Kosecki ładnie minął Marka Wasiluka, zagrał do Orlando Sa, ten z trudnej pozycji uderzył sytuacyjnie, ale trafił tylko w poprzeczkę.

Niemoc legionistów trwała i po przerwie. Szybko wykorzystali to goście, którzy wyprowadzili podręcznikową kontrę. Gajos wypuścił prawą stroną Nikę Dżalamidze, ten wyłożył piłkę Tuszyńskiemu, który podwyższył na 2:0. W tej samej kombinacji panowie rozegrali akcję chwilę później, ale trzeciego gola nie było, bo były napastnik Lechii nie zrozumiał się z Gruzinem.

Legia próbowała, dwie świetne okazje miał Sa, ale najpierw zatrzymał go Bartłomiej Drągowski, a później Portugalczyk przestrzelił. W odpowiedzi goście znów skontrowali, ale Tuszyński trafił tylko w słupek.

Sędzia mocno się pogubił

Chwilę później mieliśmy kuriozalną sytuację. Helio Pinto zdobył kontaktowego gola, sędzia go uznał i zarazem pokazał Igorowi Lewczukowi zaległą drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Zachowanie Jarosława Przybyła, który puścił grę, było dziwne, bo przecież Lewczuk mógł nadal wziąć udział w akcji czy zatrzymać później ewentualną kontrę.

Arbiter jeszcze bardziej wygłupił się chwilę później, gdy po raz drugi ulitował się nad Astizem. Hiszpan sfaulował wychodzącego sam na sam z Malarzem rywala, tymczasem sędzia kazał grać dalej. Nic to nie dało, bo i tak ostatecznie Jagiellonia zadała nokautujący cios, a swoje drugie trafienie w meczu zaliczył Gajos.

Niezwykle cenne zwycięstwo daje białostoczanom awans na trzecie miejsce w tabeli z tylko trzema punktami straty do prowadzącej Legii. W Warszawie porażki nikt specjalnie długo rozpatrywał nie będzie, bo teraz dla mistrzów Polski najważniejszy jest czwartek i mecz z Ajaksem w 1/16 finału Ligi Europy.

Więcej na sport.tvn24.pl

iwan/sport.tvn24.pl