Fascynowali ją Cichociemni, pokochała Polskę. Sue Ryder ma swoje muzeum

Warszawa

Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.plPowstało muzeum Sue Ryder

Fragmenty umundurowania wojennego Sue Ryder, jej walizkę, ulubione rękawiczki, nóż do listów i oryginalne biurko, przy którym pracowała można będzie oglądać w Muzeum Sue Ryder, które otwarto właśnie w rogatce przy placu Unii Lubelskiej.

- Mam nadzieję, że otwarcie tego muzeum stanie się początkiem czegoś nowego - przywracania pamięci o wyjątkowej osobie. Muzeum przybliży jej działalność - mówiła Małgorzata Brykczyńska z fundacji The Lady Ryder of Warsaw Memorial Trust.

O problemach z powstaniem muzeum pisaliśmy jako pierwsi już pięć lat temu.

Pomagała Cichociemnym

Czym zasłużyła się Sue Ryder, że doczekała się w stolicy swojego muzeum?

- Sprawiła dużo dobra. Była prekursorką idei sklepów charytatywnych. Każdy kto, przynosi coś do tego sklepu, a co zostaje potem sprzedawane, również pomaga. To nie jest po prostu przekazanie datków, to jest własne zaangażowanie - wyjaśniała Małgorzata Skorzewska-Amberg, prezes zarządu Fundacji Sue Ryder.

- Była osobą drobną, niewielkiego wzrostu. Potrafiła robić rzeczy wielkie i wspaniałe - wtórowała jej Jolanta Pol, kurator wystawy.

Lady Ryder miała też związki z Polakami podczas II wojny światowej, podczas pracy w SOE, czyli Zarządzie Operacji Specjalnych, zajmującym się dywersją w okupowanej Europie. Była wówczas opiekunką Cichociemnych podczas szkoleń w Wielkiej Brytanii, jedną z ostatnich osób z jakimi polscy komandosi mieli kontakt przed zrzutem do Polski. Ponadto w 1944 roku brała udział w przygotowaniu zrzutów broni dla walczącej Warszawy. Przypomniano o tym podczas środowego otwarcia placówki.

- To była ta osoba, którą Cichociemni widzieli jako ostatnią, wylatując z Anglii. Oni byli tymi ludźmi, którzy zasiali w niej ziarno ciekawości. Była ciekawa, co kieruje ludźmi, którzy wiedzieli, że najprawdopodobniej zginą, którzy skaczą w nieznane. skąd biorą siłę i emocje. Była Brytyjką z krwi i kości, sercem, rozumem i wiarą Polką - dodała Skorzewska.

Pomagała już jako 16-latka

Kontakt z Cichociemnymi zrobił na Ryder takie wrażenie, ze kiedy angielska królowa nadała jej tytuł szlachecki, nie miała wątpliwości, że jej szlachecką siedzibą będzie Warszawa.

Margaret Susan Ryder już jako 16-latka zaciągnęła się w 1939 roku do formacji pielęgniarek wojskowych.

Po zakończeniu II wojny światowej kontynuowała działalność charytatywną i nie zerwała kontaktów z Polską. Pomagała byłym więźniom niemieckich obozów. Odwiedzała alianckie więzienia, ratując życie wielu skazanym na śmierć.

W 1953 roku powołała do życia fundację swojego imienia. W kilkunastu krajach świata wybudowała ponad 80 domów opieki, szpitali i hospicjów. Część z nich do dziś służy chorym i cierpiącym. Organizowała też wyjazdy rekreacyjne do Wielkiej Brytanii dla byłych więźniów obozów koncentracyjnych.

md/b