Ewa Czeszejko-Sochacka podała się do dymisji

Warszawa

fot. fakt.pl
fot. tvnwarszawa.pl
fot. fakt.pl
fot. tvnwarszawa.pl
fot. fakt.pl
fot. tvnwarszawa.pl

Ewa Czeszejko-Sochacka, urzędniczka stołecznego ratusza i była kandydatka do Sejmu z list Platformy Obywatelskiej, odchodzi z pracy w Ratuszu. We wtorek złożyła dymisję.

Informacje o dymisji Ewy Czeszejko-Sochackiej podał jako pierwszy warszawski magazyn kulturalny WAW.

- Potwierdzam, że pani Ewa Czeszejko-Sochacka podała się do dymisji. Będzie pracować do końca miesiąca. Nie podała powodów swojej decyzji – mówi w rozmowie z tvnwarszawa.pl Agnieszka Kłąb, rzeczniczka Ratusza. Wiadomo jednak, że we wtorek urzędniczka została wezwana na rozmowę przez prezydent miasta i to właśnie po niej złożyła dymisję.

Fiasko ESK

Czeszejko-Sochacka była pełnomocnikiem prezydent miasta ds. Europejskiej Stolicy Kultury 2016. Jeszcze w trakcie starań o tytuł Czeszejko-Sochacka skłóciła się ze środowiskiem stołecznych społeczników, z którymi próbowała współpracować. Animatorzy kultury ostro krytykowali podejmowane przez nią działania, oskarżali o trwonienie publicznych pieniędzy, ale również wyszydzali sposób ubierania i styl bycia. Wątpliwości dotyczące wydatków Biura Kultury zgłaszali też stołeczni dziennikarze.

16 milionów do rozliczenia

Po porażce Warszawy w ubieganiu się o tytuł ESK (wygrał Wrocław) Czeszejko-Sochacka trafiła do Centrum Komunikacji Społecznej. Społecznicy zaczęli się domagać rozliczenia porażki. Wyjątkowo konsekwentnie działała w tej sprawie dziennikarka "Gazety Wyborczej" Agnieszka Kowalska, która zwróciła się do stołecznego Biura Kultury o wykaz wszystkich wydatków związanych z ESK. Dokument który otrzymała i opublikowała we wrześniu na swoim blogu trudno uznać za wyczerpujący. Komentujący mają zastrzeżnie do wielu zawartych w nim pozycji. Część wydatków została opisana w niejasny sposób, sporo znajduje się tuż pod kreską przetargową, a według komentatorów w wielu przypadkach stolica po prostu znacznie przepłaciła.

Warszawa w ciągu czterech lat przeznaczyła na ESK blisko 16 milionów złotych.

Nerwowa końcówka

Co najmniej od momentu porażki w staraniach o tytuł Ewa Czeszejko-Sochacka unikała dziennikarzy. Coraz ostrzej traktowali ją za to stołeczni społecznicy, którzy w internetowych dysusjach sięgali już po wulgaryzmy.

Tuż przed wyborami, w których startowała pod hasłem "Więcej kultury w polityce", Czeszejko-Sochacka została przyłapana na tym, że porysowała sąsiadowi auto. O incydencie napisał "Fakt", publikując również zdjęcia, które dostał od poszkodowanego.

Kandydatka do Sejmu się nie dostała, choć zdobyła dużo ponad 2 tysiące głosów (do mandatu starczyło niewiele ponad 3 tysiące).

"Mam dość nagonki"

Portal tvnwarszawa.pl o rozmowę z Czeszejko-Sochacką starał się od kilku tygodni, ale była pełnomocnik przekładała kolejne terminy. Ostatni raz zrobiła to we wtorek, wymawiając się spotkaniem z Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tuż po nim zapewniała nas jeszcze, że rozmowa była miła, ale mało znacząca.

- Wszystko przemyślałem i wieczorem złożyłam prośbę o rowiązanie umowy o pracę. Pani prezydent przyjęła moją decyzję - tłumaczy teraz była pełnomocnik.

- Mam dość nagonki na mnie, którą rozpętano po konkursie na Europejską Stolicę Kultury. Mam inne propozycje pracy - dodaje i przekonuje: - Zrobiłam dużo dobrego dla Warszawy - sprowadziłam prace Magdaleny Abakanowicz, wymyśliłam festiwale Orange i Warszawa W Budowie.

mjc,bako/mz