Elba obroniona. Na tydzień

Warszawa

Dawid Krysztofiński, tvnwarszawa.plElba

Jeśli mieszkańcy opuszczą Elbę w ciągu tygodnia, nie poniosą konsekwencji za zniszczenie mienia - zapowiedział właściciel terenu, na którym funkcjonował squat. Takie stanowisko firmy Stora Enso Poland rozesłano do mediów wieczorem, po całodziennych przepychankach skłotersów z policją i ochroną, które próbowały ich stamtąd usunąć.

- W wyniku rozmów z osobami, które bezprawnie zajęły naszą nieruchomość na ul. Elbląskiej i w dniu dzisiejszym uniemożliwiały przejęcie jej przez najemcę uzgodniliśmy, że dajemy grupie tydzień czasu na zabranie swoich rzeczy i ostateczne opuszczenie bezprawnie zajmowanego terenu. W przypadku opuszczenia terenu odstąpimy też od roszczeń z tytułu zniszczonego w dniu dzisiejszym mienia (ogrodzenie) - poinformował wieczorem właściciel w komunikacie.

- Po upływie tygodnia najemca, zgodnie z zawartą umową, zechce ponownie zająć wynajęte obiekty i teren. Jeżeli grupa w ciągu uzgodnionego tygodnia nadal nie opuści terenu będziemy zmuszeni wezwać służby porządkowe celem przywrócenia stanu zgodnego z prawem - napisał.

"Liczymy na pomoc służb"

To już drugie oświadczenie firmy. W pierwszym zarząd spółki Stora Enso Poland w oświadczeniu wyjaśnił przyczynę interwencji ochrony i policji na terenie przy ulicy Elbląskiej 9/11:

"W dniu 20 stycznia 2012 r. z firmą Euro-Top-Kol z Warszawy zawarliśmy umowę najmu budynków i placu przy ul. Elbląskiej 9/11. Zgodnie z warunkami umowy w dniu dzisiejszym najemca miał wejść w posiadanie nieruchomości. W trakcie tych czynności ujawniono, że na terenie nieruchomości nielegalnie przebywa grupa osób. Osoby te podjęły bezprawne działania zmierzające do uniemożliwienia przejęcia nieruchomości przez najemcę. Dodatkowo w trakcie podjętych czynności ujawniono fakt nielegalnego poboru prądu poprzez prowizoryczne przyłącze. Wobec powyższego wezwano służby porządkowe celem przywrócenia stanu zgodnego z prawem." - podał zarząd.

Zaapelował także do służb o pomoc. Czytaj więcej na ten temat.

Koniec walki?

Z kolei na Twitterze mieszkańcy Elby przez cały dzień relacjonowali przebieg wydarzeń. Pisali tam też, że zostaną przy Elbląskiej.

Wieczorem na spornym terenie zostało tylko kilka osób. Policja wycofała się, a ochroniarze i właściciele pertraktowali ze skłotersami.

Walczą o squat
Tomasz Zieliński /tvnwarszawa.pl

Zabarykadowali się w Elbie

Likwidacja squatu zaczęła się w piątek przed godziną 11.00. W obecności dzierżawcy terenu pojawili się pracownicy ochrony Skrzecz. Ich zadaniem było usunięcie osób nielegalnie zamieszkujących poprzemysłowe zabudowania.

Nalot ochrony na squat Elba
Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

- Zostaliśmy poproszeni o opuszczenie terenu. Kilkadziesiąt osób czeka przed bramą. Ochroniarze teraz wynoszą nasze rzeczy. Nie wiemy co będzie dalej - opisywała przed południem Maja Chmielewska, jedna z działaczek Elby.

Mieszkańcy squatu szybko przeszli do obrony swojego dobytku. Zabarykadowali się w środku, weszli na dachy. Swoją obronę relacjonują na żywo w internecie. - Policja zaatakowała ludzi zgromadzonych w obronie Elby. Spałowała kilkanaście osób - pisali.

Czytaj więcej na temat konfliktu.

Sprawę skomentowała również prezydent Warszawy. - Takie miejsca są niebezpieczne - powiedziała, odnosząc się do squatu na Elbląskiej.

roody//mz