Eksperci surowo o ankiecie PiS: ma cel polityczny, nie badawczy

Warszawa

Ankieta PiS wzbudza wątpliwościTVN24
wideo 2/5

- Gdyby mój student zaproponował zrobienie takiego badania w ramach projektu, dostałby ocenę niedostateczną – tak o ankiecie Prawa i Sprawiedliwości dotyczącej metropolii warszawskiej mówi profesor Dariusz Jemielniak.

Politycy PiS chwalą się tym, że w sprawie utworzenia aglomeracji warszawskiej "wsłuchują się w głos mieszkańców". Służyć temu mają między innymi: specjalna strona internetowa, spotkania z wolontariuszami i ankieta stworzona dla mieszkańców. Wokół tej ostatniej narastają jednak coraz większe kontrowersje.

- Pytania są ocenne, budowane na zasadzie czy chcesz być pięknym i bogatym – punktowali we wtorek politycy opozycji. O "fasadowych konsultacjach" mówił też wiceprezydent Warszawy Michał Olszewski.

Pytania sugerują odpowiedzi

W odpowiedzi na narastające wątpliwości, o ocenę badania postanowiliśmy zapytać eksperta. Dariusz Jemielniak, profesor nauk ekonomicznych i teoretyk zarządzania, również nie pozostawia na niej suchej nitki. – Na pewno nie jest to ankieta, która poprawnie i w sposób neutralny ma stwierdzić preferencje osób badanych – przyznaje.

Najsurowiej ocenia same pytania, które jego zdaniem po prostu sugerują odpowiedzi. - Powinny być bardziej szczegółowe i pozbawione jakichkolwiek zdań ocennych. To jest elementarz każdej ankiety. Nie powinno się wyrażać opinii zmierzających w którąkolwiek ze stron, a te pytania są mocno kierunkujące – punktuje.

Jedno z pytań ankiety
konsultacjemetropolia.pl

- Nie wierzę, że nawet pan poseł Sasin tego nie widzi. Sondaż jest robiony w bardzo konkretnym celu i jest to cel polityczny, a nie badawczy – ocenia surowo.

Wynik nie odzwierciedli rzeczywistości

Drugim zastrzeżeniem, według naszego eksperta, jest metodyka badawcza – zupełnie nieprzemyślana z punktu widzenia doboru próby (czyli osób biorących udział w badaniu).

Zgodnie z założeniami polityków Prawa i Sprawiedliwości, konsultacje mają być przeprowadzane na zebraniach, przez wolontariuszy i w internecie. Zdaniem Jemielniaka, wartość naukowa takiego badania będzie znikoma. Jego rezultaty natomiast – zupełnie niemiarodajne.

Profesor przypuszcza, że ankiety będą wypełniać osoby sympatyzujące z Prawem i Sprawiedliwością albo zagadnięte przypadkowo przez wolontariuszy. Wyniki uzyskane w ten sposób nie oddadzą więc tego, czy mieszkańcy Warszawy i okolicznych gmin chcą należeć do metropolii, czy nie. A jeśli tak, to na jakich zasadach.

Jedno z pytań ankiety
konsultacjemetropolia.pl

"To jest robione chałupniczo"

Jemielniak przypomina twórcom ankiety, że socjologia od lat zajmuje się prowadzeniem tego typu badań i dziwi się, że nie zostało to wykorzystane.

- To zaskakujące, że nie skorzystano z dorobku naukowców, profesjonalnych agencji badawczych czy sondażowni, które są w stanie nie tylko poprawnie zaprojektować ankietę, ale także odpowiednio dobrać niezbędną próbę osób, które powinny być badane. To jest po prostu robione chałupniczo – wyjaśnia profesor.

I na koniec podsumowuje żartobliwie: - Gdyby mój student zaproponował zrobienie takiego badania w ramach projektu, dostałby ocenę niedostateczną.

Jedno z pytań ankiety
konsultacjemetropolia.pl

Atrakcyjne technicznie, ale niemerytorycznie

Podobną opinię o konsultacjach organizowanych przez Prawo i Sprawiedliwość ma dr Adam Gendźwiłł z Wydziału Geografii i Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. - To jest zrobione kompletnie wbrew zasadom sztuki - stwierdza.

- Kiedy chcemy dowiedzieć się co ludzie myślą, nie powinniśmy wpływać na ich opinię, ale starać się tak zadać pytania, by były możliwie jak najbardziej neutralne. Żeby żadna z opcji nie była preferowana, a wynik jaki otrzymamy – faktycznie wynikał z tego, co ludzie myślą. Pytania z ankiety absolutnie nie spełniają tego warunku – ocenia.

Gendźwiłł zauważa też, że większość z nich jest poprzedzona charakterystycznym zdaniem wstępnym, które w samych superlatywach opisuje działanie metropolii. - Potem daje się ludziom do wyboru odpowiedzi: tak, nie lub trudno powiedzieć. Ale bez trudu można wywnioskować, która z nich jest preferowana przez autorów ankiety - dodaje.

Socjolog nie ukrywa, że czuje pewien rozdźwięk między technicznym, a merytorycznym przygotowaniem konsultacji. - Ta strona internetowa jest zrobiona bardzo profesjonalnie. Widać, że to szeroko zakrojona akcja. Wynajęto specjalistów od PR do napisania odpowiednich tekstów i przygotowania wizualizacji, ale jednak konsultacji nie robi się w ten sposób - przestrzega.

Jego zdaniem, największą patologią tego typu badań w Polsce jest to, że są prowadzone nie po to, aby poinformować ludzi i prowadzić z nimi dialog. – Chodzi o to, żeby sam fakt przeprowadzenia konsultacji był przykrywką do decyzji, która już jest podjęta – podsumowuje nasz rozmówca.

Spotkania, których nie ma

Oprócz ankiety, drugim sposobem na zdobywanie opinii mieszkańców mają być spotkania w terenie. – Będzie można spotkać wolontariuszy, którzy będą udzielać wszelkich informacji – zapowiadał na piątkowej konferencji Jacek Sasin.

Na stronie internetowej jest mapa Warszawy i okolic, a na niej kilkadziesiąt punktów sugerujących, że właśnie tam możemy pozyskać informacje. We wtorek usiłowała to zrobić reporterka TVN24 Katarzyna Drozd. - Próbowałam dodzwonić się do kilku takich miejsc i nawet mi się to udało, ale usłyszałam, że nikt o sprawie nie wie i punktów konsultacyjnych nie ma – mówiła na antenie TVN24.

Na Twitterze sprawę wyjaśnili organizatorzy konsultacji, którzy w odpowiedzi na nasze pytanie poinformowali, że ankieterzy-wolontariusze we wskazanych miejscach dopiero będą.

Konsultacje do 14 kwietnia

Strona internetowa do konsultacji projektu PiS została uruchomiona w piątek, na kilka godzin przed referendalną ciszą wyborczą obowiązującym w związku z niedzielnym plebiscytem w Legionowie. Konsultacje mają potrwać do 14 kwietnia. Uwagi zebrane w ich trakcie będą przekazane do ekspertów pracujących przy Narodowym Centrum Samorządu Terytorialnego.

- Tam będą stworzone rekomendacje do założeń zapisów ostatecznego projektu. Będzie on poprawioną wersją projektu, który został złożony przez naszych posłów w parlamencie – mówił w piątek poseł Sasin.

kw/mś