Dziki podchodzą pod domy. "Nikt nie chce nam pomóc"

Warszawa

Tomek Zieliński / tvnwarszawa.plMieszkańcy Chylic o problemie z dzikami

- Dziki regularnie wchodzą na posesje i niszczą ogrody, boimy się o nasze dzieci i ich bezpieczeństwo - żalą się mieszkańcy położonych niedaleko siebie Chylic i Konstancina. Straż miejska apeluje o ostrożność i twierdzi, że nic więcej nie może zrobić. Podobnie lokalne władze.

Problem dzików w okolicach Chylic pojawił się około trzy miesiące temu. Zwierzęta szybko dały się we znaki mieszkańcom miejscowości. W poszukiwaniu pożywienia wtargnęły na kilka posesji i zniszczyły ogrody. Biegające dziki (kilkanaście sztuk) nagrali mieszkańcy. Ale to nie podeptane kwiaty stanowią największy problem mieszkańców Chylic.

- Tutaj, przed naszymi domami biegnie mało uczęszczana ulica i w związku z tym dzieci jeżdżą na rolkach i na rowerach, i spotykają te dziki, więc obawiamy się o ich i swoje bezpieczeństwo - mówi Tadeusz Pieńkowski, mieszkaniec Chylic.

- My nie chcemy, żeby te zwierzęta zostały zastrzelone. Chcemy, żeby trafiły do swojego naturalnego środowiska - zastrzega kolejny mieszkaniec, Piotr Dejneka.

Dzik własnością skarbu państwa

Mieszkańcy wielokrotnie prosili o pomoc straż miejską, ale bezskutecznie. - Moja żona zdecydowała się podjąć interwencję. Dzwoniła do straży miejskiej w Konstancinie i w Piasecznie, oni mieli się tym zająć, ale się nie zajęli - mówi Pieńkowski.

Sytuacja jest o tyle trudna, że nawet gdyby chcieli, mieszkańcy nie mogą zająć się sprawą na własną rękę. Zabrania im tego prawo. - Podczas jednej z rozmów urzędnik zaczął nam grozić, że jeżeli będziemy chcieli zrobić coś z tymi dzikami, to zostaniemy ukarani, ponieważ dzik jest własnością Skarbu Państwa i wyrządzimy szkodę w mieniu tego naszego ukochanego skarbu państwa - drwi Piotr Grochulski.

Straż miejska o problemie z dzikami
Tomek Zieliński / tvnwarszawa.pl

Przerzucanie dzika

- Nasza jurysdykcja obejmuje tereny Lasów Państwowych. Jeżeli zwierzęta wychodzą na teren miasta, ich odławianiem powinna się zająć straż miejska, która ma specjalne sekcje zajmujące się zwierzętami - wyjaśnia Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych.

A co, jeżeli takiej sekcji nie ma? - Nie wiem. To jest problem straży miejskiej - odpowiada.

Co na to strażnicy miejscy? - Ludzie sami zamieszkali w lesie, na terenie naturalnym dzików - zauważa Grzegorz Szewczyk, zastępca komendanta straży miejskiej w Konstancinie.

I dodaje, że strażnicy też zbyt wiele zrobić nie mogą. - Apelujemy do mieszkańców o zachowanie wielkiej ostrożność oraz nie puszczanie samych dzieci. Jeżeli zobaczą, że dziki w danym miejscu przebywają, to trzeba powiadomić straż miejską czy policję oraz powiedzieć o tym sąsiadom - mówi Szewczyk.

Regulaminem w dzika

Pomóc w takich przypadkach miał... regulamin. - Nadleśnictwo Chojnów wraz ze starostwem powiatu opracowywało taki regulamin w sprawie przemieszczania lub wyłapywania wszystkich dziko żyjących zwierząt. Na dzień dzisiejszy jeszcze nie osiągnięto konsensusu w tej sprawie - wyjaśnia strażnik miejski.

O problemie chcieliśmy porozmawiać z władzami gmin, na terenie których buszują dziki. Nie udało nam się uzyskać komentarza ani w ratuszu Konstancina-Jeziorny, ani Piaseczna. Urzędnicy obiecali odpowiedź i przestali odbierać telefony.

Dziki problem Białołęki

Południowe obrzeża Warszawy to nie jedyne miejsce, gdzie pojawiają się dziki. Odwiedzają też mieszkańców Białołęki. W czerwcu tego roku żerowały m.in. przy skrzyżowaniu ulic Odkrytej i Stefanika nieopodal przedszkola. Wtedy, w trakcie przeganiania, trzy warchlaki odłączyły się od grupy. Dwa złapali strażnicy, jednego mieszkańcy.

Na uciążliwe sąsiedztwo skarżyli się też dwa lata temu mieszkańcy osiedla "Pod Dębami". Czytaj więcej

ij//ec