Dziewięciolatka zginęła pod kołami karetki. Mieszkańcy: prosiliśmy o światła

Warszawa

Miejsce tragicznego wypadkuMateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl
wideo 2/6

W miejscu, gdzie kilka dni temu pod kołami karetki zginęła dziewięciolatka, powinny być światła – twierdzą mieszkańcy Pruszkowa i przypominają, że ponad cztery lata temu zanieśli do starostwa petycję w tej sprawie. Bez skutku. Teraz postanowili wrócić do pomysłu.

Do tragicznego wypadku doszło w środę, na jednopasmowej ulicy Promyka, przy Robotniczej. To w bliskiej odległości dwóch szkół, na trasie wielu kierowców jadących do okolicznych firm. Jak podała prokuratura, dziewięciolatka stała przed przejściem dla pieszych. Kierowca auta osobowego ustąpił jej pierwszeństwa. Dziewczynka spokojnie weszła na zebrę. Wtedy uderzyła w nią jadąca z dużą prędkością karetka. WIĘCEJ O TRAGICZNYM WYPADKU

Mieszkańcy prosili o światła

- W pobliżu zlokalizowane są centra logistyczne dużych firm. Dużo osób przemieszcza się ulicą Promyka do pracy, drogą jeździ też wielu dostawców. Wiedzieliśmy, że natężenie ruchu jest w tym miejscu duże, dlatego w 2014 roku przygotowaliśmy w tej sprawie petycję - opisuje w rozmowie z nami jeden z inicjatorów akcji (chce pozostać anonimowy).

Mieszkańcy prosili o budowę dwóch sygnalizacji świetlnych: na skrzyżowaniu ulic Promyka i Robotniczej oraz Promyka i Przejazdowej. Pomysł poparło ponad tysiąc osób, a urzędnicy w okolicy drugiej lokalizacji wybudowali rondo. Ale w pierwszej – gdzie doszło do tragicznego wypadku – światła się nie pojawiły.

- Niestety na skrzyżowaniu ulic Promyka z Robotniczą pruszkowski powiat nie widział potrzeby instalowania sygnalizacji świetlnej, tłumacząc się statystyką wypadków – przypomina nasz rozmówca.

Jak dowiedzieliśmy się w pruszkowskiej policji, od 1 stycznia 2017 roku na skrzyżowaniu Promyka z Robotniczą doszło do sześciu zdarzeń drogowych. Wszystkie zostały zakwalifikowane jako kolizje, w żadnej nie brał udział pieszy.

- Rzeczywiście do 4 kwietnia nie doszło w tym miejscu do żadnego śmiertelnego wypadku, ale było to raczej szczęście od losu. W tym miejscu wielokrotnie dochodziło do zdarzeń bezpośrednio zagrażających pieszym, o czym świadczą uszkodzone ogrodzenia sąsiednich posesji, które wielokrotnie wymagały naprawy - opisuje mieszkaniec.

Po tragedii znów naciskają

Dlatego mieszkańcy po ponad czterech latach postanowili do pomysłu wrócić. Do starostwa skierowali kolejne pismo, w którym proszą o ponowne zbadanie tematu i opracowanie systemu poprawiającego bezpieczeństwo w tym rejonie miasta. Oprócz sygnalizacji świetlnej, proponują wyniesienie skrzyżowania, co zmusi kierowców do ograniczenia prędkości jazdy.

Agnieszka Kuruliszwili, rzeczniczka prasowa Starostwa Powiatowego w Pruszkowie w rozmowie z lokalnym portalem wpr24.pl obiecuje, że starostwo sprawdzi, czy w miejscu tragicznego wypadku możliwe i niezbędne są takie - zmiany.

- 4 kwietnia jeden z pracowników pojechał z policją na komisję, która ma na celu stwierdzenie czy infrastruktura drogowa miała wpływ na przebieg lub skutek wypadku. Po komisji będziemy mogli podjąć odpowiednie kroki. W miejscu tragedii znajduje się prawidłowo oznakowane przejście dla pieszych, ograniczenie prędkości wynikające z obszaru zabudowanego, dodatkowo przejście to znajduje się pomiędzy dwoma innymi przejściami dla pieszych, które są wyposażone w system dyscyplinowania kierowców zintegrowany z sygnalizacją świetlną – powiedziała portalowi Agnieszka Kuruliszwili.

kz/b