"Dzieci w śpiączce znów stały się potrzebne". Premier w klinice "Budzik"

Warszawa

TVN24Premier odwiedził klinikę "Budzik"

Premier Donald Tusk odwiedził działającą przy Centrum Zdrowia Dziecka klinikę "Budzik". - Klinika nie tylko daje nadzieję, ale i realną szansę na wyzdrowienie – powiedział. W poniedziałek Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał aneks, dzięki któremu klinika zyskała fundusze na dalsza działalność. Kilka dni temu na tvnwarszawa.pl poinformowaliśmy o problemach finansowych placówki.

- Znaleźli się ludzie, którzy uwierzyli, że nauka i determinacja może doprowadzić do wybudzenia. Dzieci w śpiączce znowu stały się potrzebne – powiedział w klinice premier Donald Tusk.

Jego zdaniem determinacja, nowoczesność i środki finansowe mogą przynieść cudowne efekty. - Dla rodziców wybudzonych dzieci to jest cud, ale dzieje się on dzięki wysiłkowi i zaangażowaniu pracujących tu ludzi – dodał premier.

- Takie miejsca trzeba chronić, żeby dzieci miały realną szanse na wyleczenie, a nie tylko na dożywanie – powiedział Tusk.

Klinika w opałach

O poważnych problemach finansowych kliniki pisaliśmy kilka dni temu na tvnwarszawa.pl

Już w listopadzie na posiedzeniu sejmowej komisji zdrowia dyrektor kliniki, która zajmuje się wybudzaniem dzieci ze śpiączki, Andrzej Lach apelował do NFZ o podwyższenie wyceny, ponieważ - jak mówił - poziom finansowania z NFZ nie wystarcza na utrzymanie kliniki.Podkreślał, że warto utrzymać jej funkcjonowanie, ponieważ w ciągu czterech pierwszych miesięcy udało się doprowadzić do wybudzenia czwórki pacjentów.

Wyjaśniał wówczas, że wycena na poziomie 1 zł za punkt oznacza wycenę osobodnia na poziomie 300 zł i jest za niska. Dodał, że po pierwszych miesiącach działania kliniki z wyliczeń wynika, że powinna wynosić minimum 450 zł.

Także prezes Fundacji "Akogo?", inicjatorka powstania kliniki, Ewa Błaszczyk mówiła, że jeżeli wycena nie wzrośnie, to może się okazać, ze klinika w grudniu nie będzie mogła funkcjonować.

"Luksusu nie będzie"

W poniedziałek został podpisany aneks przedłużający kontrakt zawarty w lipcu na kwotę 1,2 mln zł - poinformowała Agnieszka Gołąbek, rzeczniczka prasowa NFZ. - Została zmieniona wycena za punkt z 1 zł na 1,6 zł - wyjaśniła.

Dodała, że w aneksie "zweryfikowano też liczbę punktów za świadczenia do poziomu realnego wykonania na podstawie dotychczas wykonanego kontraktu".

Dyrektor kliniki powiedział PAP po podpisaniu aneksu, że z wyliczeń wynika, iż przyjęte rozwiązanie pozwoli na dalsze funkcjonowanie.

- Jesteśmy zadowoleni. Zaczynamy patrzeć w przyszłość z optymizmem. Klinika będzie funkcjonować, choć luksusu nie będzie - zaznaczył.

Z kolei Ewa Błaszczyk przyznała, że negocjacje z NFZ nie były łatwe. - Rozmawialiśmy z NFZ i to trwało. Składaliśmy raport z pierwszych trzech miesięcy działalności kliniki. Później były spotkania, jednak w minioną sobotę nie doszło do poru zmienia. Wszyscy mieliśmy sobie to na spokojnie przemyśleć i spotkaliśmy się ponownie w poniedziałek i też nie było łatwo. Jednak w końcu udało się dojść do porozumienia – opisywała Ewa Błaszczyk, pomysłodawczyni kliniki.

Jak dodała: - klinika nie runie, tak jak rzeczywiście się tego baliśmy.

O dalszych losach "Budzika" mówi Ewa Błaszczyk i dyrektor kliniki
Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.pl

Tworzona 10 lat

Budzik działa w warszawskim Międzylesiu przy Klinice Neurorehabilitacji Centrum Zdrowia Dziecka. Ewa Błaszczyk rozpoczęła starania o jej budowę po dramatycznym zdarzeniu w jej życiu w maju 2000 r., gdy córka aktorki (i znanego satyryka Jacka Janczarskiego) zapadła w śpiączkę po tym, jak niefortunnie połknęła tabletkę i zaczęła się dusić. Błaszczyk powołała fundację "Akogo?", działającą na rzecz dzieci w śpiączce; w efekcie jej działań powstała klinika.

Klinikę otwarto w grudniu ubiegłego roku, a od lipca 2013 otrzymała ona kontrakt z NFZ.

Fundacja "Akogo?" stworzyła także program zdrowotny poświęcony wybudzaniu dzieci ze śpiączki typu B, co zaakceptował minister zdrowia i wprowadził do koszyka świadczeń gwarantowanych.

Budzik dysponuje specjalistycznym sprzętem, kupionym m.in. za pieniądze ze zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz wielu sponsorów prywatnych i instytucjonalnych. Budynek, z wyglądu przypominający wielki biały budzik, powstawał 10 lat. Ma dwa piętra i jest cały przeszklony - aby przepuszczać jak najwięcej światła, co ma znaczenie w próbach budzenia dzieci. Przewidziano 15 łóżek szpitalnych dla dzieci oraz tyle samo sąsiadujących z nimi łóżek dla opiekunów, których zadaniem jest utrzymywanie stałego kontaktu (w tym dotyku) z rehabilitowanym dzieckiem w śpiączce.

Trudną sytuację kliniki skomentował również ksiądz Wojciech Drozdowicz, przyjaciel Ewy Błaszczyk, który pomagał w założeniu kliniki:

O klinice "Budzik" mówi ks. Wojciech Drozdowicz - przyjaciel Ewy Błaszczyk
Dawid Krysztofiński/ tvnwarszawa.pl

Nadzieja na wybudzenie

Z danych fundacji "Akogo?" wynika, że w śpiączkę zapada nawet do 100 tys. polskich dzieci rocznie. Przyczyny to najczęściej wypadki komunikacyjne lub losowe. Najczęściej śpiączki trwają od kilku minut do kilkunastu dni. Kilkaset dzieci trwa w śpiączce nawet wiele lat. Niekiedy udaje się je wybudzić.

Lekarze podkreślają, że w próbach przebudzenia ze śpiączki najważniejsze są pierwsze dni i miesiące - szczególnie wtedy potrzebna jest intensywna rehabilitacja, polegająca m.in. na pobudzaniu bodźców dźwiękowych, dotyku. Liczy się podtrzymywanie czynności fizjologicznych, stosuje się też masaże, gimnastykę i pionizację. Fachowcy oceniają, że najwięcej szans na wybudzenie zachowuje się do 18 miesięcy po wypadku i tak zaplanowano maksymalny termin pobytu w klinice Budzik.

PAP, wp//ec