Dzieci miały 6, 9 i 11 lat. Zginęły. Wyrok w sprawie makabrycznego wypadku

Warszawa

TVN24Tragiczny wypadek pod Mszczonowem

To był jeden z najbardziej dramatycznych wypadków na Mazowszu w ostatnich latach. W zderzeniu dwóch samochodów zginęło troje dzieci. Siła uderzenia była tak duża, że auta niemal znalazły się w powietrzu. Wypadek, co potwierdził sąd, spowodowała kobieta kierująca fordem. Wyrok w tej sprawie jest już prawomocny.

1 października 2016 roku, około godziny 21, na krajowej "50" zderzyły się dwa auta. Jechały w przeciwnych kierunkach. Z jednej strony ford poruszający się w kierunku Mszczonowa, z drugiej volvo jadące do Grójca. Około kilometra od węzła, który jest skrzyżowaniem z drogą numer osiem, kierująca fordem zaczęła wyprzedzać ciężarówkę.

Zdaniem śledczych, kobieta rozpoczęła ten manewr, choć z naprzeciwka było widoczne nadjeżdżające volvo. Siła uderzenia była tak duża, że auta niemal znalazły się w powietrzu.

Autami jechali rodzice z dziećmi, łącznie 10 osób. Troje dzieci z volvo zginęło.

To był jeden z najbardziej dramatycznych wypadków na Mazowszu w ostatnich latach.

Oskarżona zaproponowała karę

Sprawa trafiła do Sądu Rejonowego w Żyrardowie. Zakończyła się już po pierwszej rozprawie. Oskarżona o spowodowanie wypadku Magdalena A.-K. chciała dobrowolnie poddać się karze. - Prokurator nie sprzeciwił się temu wnioskowi - mówi Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, która w marcu wysłała do sądu akt oskarżenia.

Sędzia Łukasz Klatka też nie miał zastrzeżeń do kary zaproponowanej przez oskarżoną.

Wyrok to rok więzienia (bez zawieszenia) oraz dziesięcioletni zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych. Dodatkowo Magdalena A.-K. będzie musiała zapłacić rodzicom dzieci, które zginęły w wypadku, łącznie 200 tys. zł nawiązki.

To orzeczenie, jak poinformował nas w piątek Sąd Okręgowy w Płocku (pod który podlega żyrardowski sąd), jest już prawomocne. Wyrok został zaakceptowany również przez pokrzywdzonych. Apelacji w tej sprawie nie będzie.

Foteliki były bezpieczne

Dzieci, które jechały w volvo, miały 6, 9 i 11 lat. Zginęły na miejscu. Pozostali poszkodowani byli ciężko ranni.

Dzieci z volvo, w przeciwieństwie do tych z forda, podróżowały w specjalnie przystosowanych fabrycznych siedziskach (wysuwanych z kanapy auta).

Zbadanie, czy te foteliki były bezpieczne, stanowiło jeden z ważnych elementów śledztwa. Prokuratura, po wykonaniu szeregu testów i ekspertyz, ustaliła, że spełniały one wszystkie standardy bezpieczeństwa i miały homologację. Samochody, którymi podróżowały obie rodziny, były stosunkowo nowe.

Czy dzieci mogły przeżyć?

Prokuratura powołała też w śledztwie biegłych z Przemysłowego Instytutu Motoryzacji w Warszawie. Ich zadaniem było udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy gdyby dzieci w volvo znajdowałyby się w fotelikach dodatkowych, miałyby szanse na przeżycie.

- Z opinii wynika, że gdyby dzieci siedziały w dodatkowych fotelikach, prawdopodobnie doznałyby innych obrażeń. Jednak nie można określić, czy byłyby one śmiertelne, gdyż żaden fotelik ani inne urządzenie mające na celu zwiększenie bezpieczeństwa przewożonych pasażerów, nie gwarantuje go przy prędkościach przekraczających 50 kilometrów na godzinę - mówił nam po zakończeniu śledztwa prokurator Łapczyński.

Biegli mieli też ocenić, czy dzieci jadące volvo miały prawidłowo zapięte pasy. Ekspertyza wykazała, że dwoje z nich (siedzące w środku i po prawej stronie) miało w chwili zdarzenia niewłaściwie zapięte pasy bezpieczeństwa.

- Nie ustalono jednak, czy zostały źle zapięte, czy też dzieci przełożyły pasy w trakcie jazdy. Z relacji rodziców wynika, że pasy zostały zapięte prawidłowo. Według nich nie pojawiały się w trakcie jazdy żadne komunikaty z komputera auta w tym zakresie - mówił nam rzecznik prokuratury. - Dodali, że było ciemno i nie mogli obserwować ruchów dzieci w trakcie jazdy, również z tego powodu, że dzieci znajdowały się z tyłu - wyjaśniał.

W przypadku trzeciego dziecka, jak wynika z opinii biegłych, pasy najprawdopodobniej były zapięte prawidłowo. Prokurator zwracał jednak uwagę, że to dziecko, mimo dobrze zapiętych pasów, również zginęło.

Niebezpieczna droga

Od momentu tragedii wielokrotnie odwiedzaliśmy odcinek krajowej "50", gdzie doszło do wypadku. Rozmawialiśmy też z okolicznymi mieszkańcami, którzy podkreślali, że droga ta jest szczególnie niebezpieczna. Panuje tutaj spory ruch, w tym samochodów ciężarowych. Trasa nazywana jest zresztą "obwodnicą Warszawy dla tirów".

Po tragicznym wypadku zarządca drogi - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - przeprowadził audyt. Służby stwierdziły, że przejazd jest bezpieczny. Mimo to zdecydowały, że w miejscu wypadku pojawi się zakaz wyprzedzania i ograniczenie prędkości.

Do tragicznego wypadku doszło w październiku 2016 roku:

Wypadek pod MszczonowemTVN 24
wideo 2/4

pm//ec