Dyskryminacja, której… nie było. Szukają pełnomocnika do spraw kobiet

Warszawa

Raport Banku Światowego o równości płciPaula Praszkiewicz / Fakty o Świecie TVN24 BiS
wideo 2/2

Ogłoszenie o poszukiwaniu pracownika na stanowisko Pełnomocnika Prezydenta Warszawy do spraw kobiet wywołało na Twitterze dyskusję o dyskryminacji. W niektórych komentarzach pojawiły się sugestie, jakoby poszukiwano na to stanowisko kobiety, a dyskryminowano męskich kandydatów. To nieprawda, ogłoszenie nie sugeruje zatrudnienia osoby o określonej płci.

Blogerka Kataryna zamieściła na Twitterze zrzut ekranu z facebookowym wpisem warszawskiej radnej Agaty Diduszko-Zyglewskiej. Chodzi o wpis, w którym Diduszko-Zyglewska informuje o rozpoczętej rekrutacji na stanowisko Pełnomocnika Prezydenta Warszawy do spraw kobiet.

"UWAGA Ważna - i dobra - wiadomość :) konkurs na Pełnomocniczkę ds. Kobiet w warszawskim ratuszu ogłoszony!" – napisała Diduszko-Zyglewska. "Dlatego drogie ekspertki, organizatorki, działaczki, podawajcie dalej - i zgłaszajcie się", napisała.

"Czy w ogłoszeniu o pracę można wskazać płeć gdy nie ma to merytorycznego uzasadnienia"? – zapytała Kataryna w reakcji na wpis Diduszko-Zyglewskiej.

Oryginalne ogłoszenie o naborze "kandydatów na wolne stanowisko urzędnicze", zamieszczone na stronach warszawskiego ratusza, nie zawiera jednak wskazania płci poszukiwanej osoby. W treści komunikatu użyte są rzeczowniki męskoosobowe - "Główny specjalista ds. polityki społecznej (Pełnomocnik Prezydenta m.st. Warszawy do spraw kobiet)", ale w samej treści ogłoszenia trudno dopatrzyć się preferencji dla jednej z płci.

"Dyskryminacja ze względu na płeć"

Na pytanie Kataryny o możliwość wskazania płci w ogłoszeniu o pracę odpowiedzieli inni użytkownicy Twittera:

"Nie można. To dyskryminacja ze względu na płeć. A przy okazji przykład pięknego samozaorania poglądów, które się głosi". "Można, o ile to płeć żeńska. A najlepiej niech niech będzie jeszcze L albo B albo T albo +". "A co ta "pełnomocniczka" będzie robić oprócz brania kasy?" – pisali internauci.

Wpis skomentowała także rzeczniczka SLD Anna Maria Żukowska: "Nie powinno tak być. Nasz kandydat na prezydenta Warszawy Andrzej Rozenek przedstawił wizję tego stanowiska w którym funkcja ta była prezentowana genderowo obojętnie: Pełnomocnik_czka ds. Równości i Przeciwdziałaniu Dyskryminacji", napisała.

Część odpowiedzi pod wpisem Kataryny bez wątpienia dotyczyła zatem nie wpisu Diduszko-Zyglewskiej, a ogłoszenia opublikowanego przez Urząd Miasta. Zarzuty o zamiar zatrudnienia wyłącznie kobiety były jednak nietrafione.

"Mój post jest moim postem"

– Mój post jest moim postem, a nie ogłoszeniem konkursowym – mówi Konkret24 Agata Diduszko-Zyglewska. - Ja uważam, że fajnie, by do tego konkursu zgłosiło się jak najwięcej kobiet i napisałam, że miasto szuka pełnomocniczki – wyjaśnia i dodaje, że to jej "osobisty wpis, ja chcę namówić do startowania kobiety".

- Państwo (komentujący wpis Kataryny – red.) nie zajrzeli do ogłoszenia ponieważ pani Kataryna wprowadziła ich w błąd, sugerując, że mój osobisty wpis jest miejskim ogłoszeniem, a to nieprawda – podsumowuje Diduszko-Zyglewska. - Ja uważam, że mam prawo na moim profilu facebookowym używać takich końcówek jakie chcę, a nie jestem w tym wypadku ogłoszeniodawczynią – kwituje.

Podobnie sformułowane zarzuty pod adresem Kataryny znalazły się na profilu Agaty Diduszko-Zyglewskiej na Twitterze.

Blogerka odniosła się do nich pytaniem: "To jest konkurs na pełnomocniczkę? Płeć jest kryterium dostępu? Bo tak wynika z Pani wpisu". Odpowiedź Kataryny sugeruje zatem, że sama mogła poczuć się wprowadzona w błąd przez warszawską radną. Jednak swojego - jak wynika z komentarzy - także wprowadzającego w błąd wpisu nie usunęła.

Pani czy pan?

Internauci krytykujący Urząd Miasta za preferowanie w rekrutacji kobiet używają chybionego argumentu. W treści ogłoszenia nie ma treści sugerujących wolę zatrudnienia na stanowisko pełnomocnika mężczyzny, albo kobiety. Mają jednak rację twierdząc, że sugerowanie płci w ogłoszeniach o pracę może być podstawą do podejrzeń o dyskryminację.

Zakaz dyskryminacji pracowników reguluje art. 183aKodeksu pracy:

Pracownicy powinni być równo traktowani w zakresie nawiązania i rozwiązania stosunku pracy, warunków zatrudnienia, awansowania oraz dostępu do szkolenia w celu podnoszenia kwalifikacji zawodowych, w szczególności bez względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, przynależność związkową, pochodzenie etniczne, wyznanie, orientację seksualną, a także bez względu na zatrudnienie na czas określony lub nieokreślony albo w pełnym lub w niepełnym wymiarze czasu pracy.

Płeć jest jednym z kryteriów dyskryminacyjnych, nie można napisać ogłoszenia, z którego wynika, że poszukiwana jest "Pani" lub "Pan" – mówi Piotr Wojciechowski, adwokat, ekspert prawa pracy. - Mogłoby to oznaczać nierówne traktowanie – wyjaśnia.

Potwierdza to także specjalizująca się w prawie pracy adwokat Magda Słomska. - Ogłoszenie o pracę nie powinno być tak sformułowane, by jakaś grupa społeczna była w nim preferowana. Pracodawca czy firma rekrutująca, która taką treść opublikuje, może narazić się na zarzut dyskryminowania – mówi.

Zawarta w ogłoszeniu o pracę informacja o preferowaniu przedstawicieli jednej z płci nie oznacza jednak automatycznie dyskryminacji.

- To, że prima facie (łac. na pierwszy rzut oka - red.) może z jakiegoś działania wynikać dyskryminacja, nie powinno skłaniać do pochopnego osądzania – podkreśla Bartłomiej Raczkowski, specjalista z zakresu prawa pracy. - Tego rodzaju teksty (ogłoszeń - red.) uzasadniają żeby sprawdzić, czy dyskryminacji nie ma, ale nie przesądzają, że ona jest - mówi.

"Przyjmę młodą do baru"

- Pamiętam ogłoszenia z lat dziewięćdziesiątych, typu "przyjmę panią" – mówi Piotr Wojciechowski. – Nie zapomnę krótkiego zdania, w którym były dwa kryteria dyskryminacyjne: "przyjmę młodą do baru". Było to podkreślenie zarówno wieku, jak i płci, było to zdanie z podwójnym ciężarem patologii dyskryminacyjnej - wspomina.

W niektórych ogłoszeniach wskazanie płci jest jednak oczywistym zabiegiem. - Typowym przykładem jest poszukiwanie kobiety - aktorki do roli kobiety - mówi Bartłomiej Raczkowski. - O możliwej dyskryminacji możemy mówić w sytuacji, gdzie płeć nie jest niezbędnym wymogiem do wykonywania danej pracy – wyjaśnia.

Akcje pozytywne

Eksperci, z którymi rozmawiał Konkret 24 zwracają uwagę na tak zwane akcje pozytywne. Pracodawcy mogą dążyć do zatrudnienia przedstawicieli jednej z płci, aby wyrównać nierówności istniejące w danym zakładzie pracy.

- Jeżeli miałoby się okazać, że w jakimś środowisku zawodowym jest za dużo kobiet albo za dużo mężczyzn, to w tym momencie jest to jak najbardziej dopuszczalne – mówi Piotr Wojciechowski.

Takie akcje pozytywne mogą mieć różne formy. - Przykładowo, mężczyźni zarabiają na jakimś stanowisku więcej niż kobiety, więc daję podwyżki tylko kobietom, właśnie po to, żeby zlikwidować skutki dyskryminacji w przeszłości – wyjaśnia Bartłomiej Raczkowski.

CZYTAJ TEŻ NA KONKRET 24

Krzysztof Jabłonowski, Konkret 24