Dym, przerwy w grze i zwycięstwo. Legia jest liderem

Warszawa

Legia męczyła się niemiłosiernie, Górnik walczył w obronie, ale przed końcem nie dał rady. Kasper Hamalainen wbił gola nie tylko na wagę zwycięstwa, ale też na wagę pozycji lidera Ekstraklasy. Mecz z powodu rozpalonych rac był dwukrotnie przerywany.

W 84. minucie piłkę przejął Thibault Moulin. Francuz podał do Hamalainena. Pierwszy strzał Fina wybił Tomasz Loska, ale przy dobitce bramkarz Górnika był już bezradny. To był decydujący moment klasyku, który pierwszy raz od wielu lat miał taką rangę.

Bo mało kto spodziewał się, że na półmetku sezonu zasadniczego Legia będzie oglądała plecy beniaminka ligi. Chyba nikt, że Górnik będzie liderem i szturmem weźmie ligę. Do Zabrza selekcjoner Adam Nawałka wysyła powołania, choć kilka miesięcy wcześniej drużyna Marcina Brosza drżała o powrót do elity.

Za to Legia na długi czas ugrzęzła w środku tabeli, ale wydaje się, że za sprawą nowego trenera Romeo Jozaka wróciła na odpowiednie tory. Warszawianie konsekwentnie, choć bez polotu w grze, gromadzili punkty. Przed meczem deptali po piętach Górnikowi. Po są już liderem, co zaskoczyło chorwackiego szkoleniowca, którzy przyznał, że jego zespół będzie w końcu prowadził, ale nie spodziewał się, że stanie się to tak szybko.

VAR decydował

Zabrzanie nie zamierzali oddać pozycji lidera. W 16. minucie Igor Angulo strzelił mocno, piłkę wybił bramkarz Arkadiusz Malarz, ale wprost pod nogi Łukasza Wolsztyńskiego. Napastnik Górnika akcję zakończył golem, choć długo nie cieszył się z trzeciego trafienia w sezonie. Arbiter uznał bramkę, ale zmienił decyzję po obejrzeniu powtórki, która pokazała, że Wolsztyński był na minimalnym spalonym.

Górnik w pierwszej fazie spotkania grał z pomysłem. Sprawiał lepsze wrażenie od Legii, choć mistrzowie Polski też mieli swoje szanse. Najlepsze w pierwszej połowie zmarnowali Hamalainen i Michał Kucharczyk. W drugim przypadku legioniści wyszli z kontrą, mieli przewagę 5 na 2, ale to było za mało. Kucharczyk strzelił prosto w Loskę.

21-letni bramkarz ratował swój zespół raz po raz. Po przerwie próbował jeszcze i Hamalainen, i Guilherme. Na początku w pole karne wbiegł Jarosław Niezgoda, który padł po starciu z Loską. Sędzia podyktował rzut karny, ale zdecydował się przyjrzeć całej sytuacji w monitorze. I zmienił decyzję, bo dostrzegł, że bramkarz gości najpierw dotknął piłkę. Loska był bohaterem Górnika do feralnej 84. minuty. Punkt gościom mógł uratować Rafał Kurzawa, ale z rzutu wolnego strzelił nad bramką.

Dym na boisku, piłkarze w szatni

Dwukrotnie doszło do skandalu - mecz był przerywany. Pierwszy raz po dwóch kwadransach, bo dym z odpalonych rac spowił całe boisko. Sędzia nie miał wyjścia i z piłkarzami na kilka minut schował się w szatni. Identyczne sceny rozegrały się w 70. minucie. Znów nie dało się grać.

kz/sport.tvn24.pl