Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

Dom opieki, w którym można stracić dorobek życia

Warszawa

Uwaga TVNFunkcjonowaniem domu opieki zajmuje się Adam D.

Małżeństwo, poszukiwane listem gończym za kradzież ponad półtora miliona złotych pensjonariuszce, nadal prowadzi dom opieki - ujawniają dziennikarze programu "Uwaga!" TVN. To możliwe, ponieważ do prywatnego domu opieki w podwarszawskim Nieporęcie niektórych pensjonariuszy kieruje pracownica socjalna szpitala w Grodzisku Mazowieckim.

Codziennym funkcjonowaniem prywatnego, nielegalnie działającego domu zajmuje się syn poszukiwanych listem gończym małżonków Małgorzaty i Cezarego Dulińskich.

Oni sami, według relacji ich syna, prowadzą domy dla staruszków za granicą w Niemczech i we Włoszech. Małgorzata i Cezary Dulińscy prawomocnym wyrokiem mają zasądzoną karę 3,5 roku więzienia, ale zignorowali wezwanie do stawienia się w zakładzie karnym. Obecnie poszukiwani są listem gończym.

ZOBACZ CAŁY MATERIAŁ NA STRONIE PROGRAMU "UWAGA!" TVN

Służby odpowiadające za kontrolę ośrodków pomocy społecznej pozwalają na funkcjonowanie nielegalnie działającej placówki. - Kilkakrotnie informowaliśmy Urząd Wojewódzki w Warszawie, że dom w Nieporęcie działa bez wymaganego zezwolenia - powiedział dziennikarzom "UWAGI!" Artur Oniszczuk z Prokuratury Rejonowej Praga Północ w Warszawie. I chociaż od ujawnienia skandalu z kradzieżą gigantycznej kwoty minęły już trzy lata, dom działa bez większych przeszkód.

Odcięta od kontaktów z siostrzeńcem

Dwa miesiące temu do prywatnego domu opieki w Nieporęcie trafiła 86-letnia pani Helena. Stało się to po tym, jak jej siostrzeniec znalazł ją leżącą na podłodze w swoim pokoju.

- Wciągnąłem ją (na łóżko - red.) i ona leżała tak trzy dni, w ogóle się nie ruszała. Nie pozwoliła nic koło siebie zrobić, tylko żeby dać jej święty spokój - relacjonuje Marek Fota, siostrzeniec Heleny W.

Ostatecznie zdecydował się wezwać na miejsce pogotowie. - Jak ją zabierała karetka z domu, ona walczyła, żeby nie jechać - wspomina. I chociaż zdaniem Marka Foty jego ciotka nie była zdolna do tego, by samodzielnie zdecydować, że chce trafić do domu opieki, do placówki w Nieporęcie przewieziona została.

Zaraz po tym pani Helena została odcięta od kontaktów z siostrzeńcem. Kobieta, która ma wart pół miliona złotych dom w Podkowie Leśnej oraz zagraniczną rentę, w międzyczasie podpisała notarialne pełnomocnictwo do swoich kont bankowych synowi skazanej właścicielki ośrodka.

Pełnomocnictwo przygotował ten sam notariusz, który kilka lat wcześniej kupił mieszkanie należące do innej okradzionej pensjonariuszki ośrodka w Nieporęcie. - Jeżeli oni wykorzystają wszystkie środki, które zgromadziła ciotka, mogą powiedzieć, że jej nie chcą. Że ją okradną i ją po prostu wystawią na bruk - przewiduje Marek Fota.

"Myślała, że jest w domu"

Każda próba dostania się do środka domu i rozmowy z bliską kończy się dla pana Marka stwierdzeniem, że pracownicy muszą skontaktować się z szefem, a następnie że brak jest zgody na odwiedziny.

- Gdyby w tym domu wszystko było zgodnie z przepisami, to nie stanowiłoby problemu, żeby rodzina odwiedziła swoją kuzynkę, bądź urzędnik państwowy sprawdzić warunki - mówi Ewa Zalewska, kierownik Ośrodka Pomocy Społecznej w Podkowie Leśnej, która także próbowała - początkowo bezskutecznie - wejść do domu opieki.

- Mam zadanie tutaj wejść i z podopieczną porozmawiać - mówiła podczas wizyty w Nieporęcie, ale w odpowiedzi, podobnie jak pan Marek, usłyszała, że wizyta musi być poprzedzona zgodą szefa placówki.

- Były tam Ukrainki, które powiedziały, że zadzwonią do pana Adriana, który przyjedzie i nas wpuści - relacjonuje Ewa Zalewska. Na miejsce wezwana została policja i dopiero w jej asyście kierowniczce OPS-u udało się wejść do pani Heleny.

- Pani Helena nie była do końca świadoma tego, co się dzieje. Była przekonana, że jest w Podkowie Leśnej u siebie w domu - opowiada Ewa Zalewska.

Pracownicy socjalni wraz z krewnym uznali, że niezbędne jest przeniesienie do innego ośrodka. Pani Helena trafiła już do państwowej placówki opiekuńczej. O całej sytuacji powiadomiono również prokuraturę.

CZYTAJ TEŻ NA TVN24.PL

UWAGA! TVN/ts/sk