Dlaczego zderzyły się pociągi? Trzy scenariusze

Warszawa

Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl
Zderzenie pociągów w Wesołej | Lech Marcinczak / tvnwarszawa.pl

Usterka infrastruktury, awaria taboru, czy błąd ludzki? Po porannym zderzeniu pociągów wciąż nie wiadomo, jakie były jego przyczyny. Kolejarze czekają na raport z prac specjalnej komisji, a eksperci przedstawiają trzy scenariusze, które mogły doprowadzić do wypadku.

Zderzenie pociągów Szybkiej Kolei Miejskiej i Kolei Mazowieckich nastąpiło w poniedziałek ok. godz. 5.35 w pobliżu stacji Warszawa Wesoła. Trzy osoby przewieziono do szpitala. Były duże utrudnienia w ruchu pociągów przez cały dzień.

1. Usterka infrastruktury

- To zdarzenie jest bardzo niepokojące. Ruch pociągów jest precyzyjnie sterowany. Do sytuacji, w której jeden znajduje się tuż za drugim, nie powinno dochodzić. Na odcinku między Rembertowem a Sulejówkiem działa samoczynna blokada liniowa, czyli semafory podają sygnały, czy tor jest zajęty, czy nie. Pytanie, czy urządzenie działało poprawnie czy nie – komentuje w rozmowie z tvnwarszawa.pl Karol Trammer, ekspert w dziedzinie kolei, wydawca pisma "Z biegiem szyn". Spółka PKP PLK, do której należą tory wraz z całą infrastrukturą zapewnia, że linia, na której doszło do wypadku jest bezpieczna. - Była modernizowana po 2000 roku i jest wyposażona w nowoczesne urządzenia sterowania ruchem, mające wszystkie niezbędne certyfikaty – przekonuje Maciej Dutkiewicz z PKP PLK. - Działa tam samoczynna blokada linii. Polega to na tym, że do poszczególnych semaforów przesyłana jest informacja o dostępach przed jadącym pociągiem – wyjaśnia.

Czy samoczynna blokada działała prawidłowo? - dopytujemy. - To wyjaśnią prace komisji badania wypadków kolejowych, która sprawdza przyczyny wypadku - ucina Dutkiewicz.

2. Błąd maszynisty

Według Karola Trammera nawet usterka sygnalizacji nie powinna skończyć się wypadkiem.

- Jeśli nie ostrzegała właściwie o sytuacji na szlaku, zastanawia mnie, dlaczego maszynista SKM nie zauważył w porę pociągu stojącego na torze przed nim. Odcinek jest prosty, inny pociąg można dostrzec z odległości kilkuset metrów, jeśli tylko jest właściwie oświetlony – uważa Trammer. SKM przestrzega przed ferowaniem wyroków. – Mogą być krzywdzące dla człowieka. Nasz maszynista to rzetelny pracownik, ma 30-letni staż w kolei. Nigdy nie mieliśmy do jego pracy zastrzeżeń – mówi Magdalena Lerczak, rzeczniczka SKM.

Jak pisaliśmy już wcześniej, obaj maszyniści byli trzeźwi - podali przewoźnicy.

3. Awaria taboru

Jeśli maszynista nie popełnił błędu, a sygnalizacja działała poprawnie, winna musi być awaria taboru. Pierwsze co się nasuwa, to pytanie o pociąg Kolei Mazowieckich, który zatrzymał się między przystankami.

- Na razie nie mogę powiedzieć, dlaczego nasz pociąg stanął. Przyczyny zdarzenia bada specjalnie powołana komisja. Póki nie zakończy pracy, nie można o niczym przesądzać – informuje Donata Nowakowska, rzeczniczka Kolei Mazowieckich.

Na raport komisji badania wypadków kolejowych czeka też drugi przewoźnik, którego maszyna wjechała w pociąg KM. Czy w pojeździe SKM wszystko działało poprawnie? - Wszystkie okoliczności zostaną zbadane przez komisję. Czekamy na jej opinię i ocenę. Póki komisja nie zakończy prac, nie możemy powiedzieć nic na temat przyczyn wypadku – mówi Magdalena Lerczak.

- Kluczowe będzie ustalenie, czy hamowanie przebiegło właściwie. Mogło być też tak, że na wypadek złożyło się kilka powodów. Nie jestem przekonany do żadnej z wersji, nie będę o niczym przesądzał – podsumowuje Trammer.

Zniszczone pociągi. Jeden dopiero naprawiany

Na razie pewne jest tylko to, że pociągi są poważnie zniszczone.

- To pech, że trafiło akurat na tego elfa, bo wrócił niedawno z naprawy po wykolejeniu na Okęciu. Remont kosztował ok. 5 mln złotych – zauważa Jakub Madrjas z "Rynku Kolejowego".

Pociąg SKM wykoleił się w czerwcu ubiegłego roku na Okęciu, wówczas zniszczeniu uległa jego druga strona. Dwa tygodnie temu wrócił na tory.

- Zniszczenia raczej nie oznaczają całkowitego wyłączenia z ruchu. Nie wiadomo, jak długo pociąg będzie remontowany. Koszty naprawy pokryje ubezpieczyciel - zapewnia rzecznika SKM.

Gorzej wygląda sytuacja drugiego pojazdu, należącego do Kolei Mazowieckich. Gołym okiem widać, że jego zniszczenia były poważniejsze.

- Sytuacja pokazała, że pociągi EN57 są nieodporne na tego typu zdarzenia. Rama była konstruowana dla pociągów wysokoperonowych. Potem obcięto im podłogę, osłabiając konstrukcję. Moim zdaniem ten człon jest nie do uratowania. A to jest dowód na to, że lepiej kupować nowoczesne pociągi, iż modernizować stare. Wiadomo jednak w jakiej kondycji jest województwo – tłumaczy Madrjas. O przyczynach wypadku przesądzi wynik kontroli komisji badania wypadków kolejowych. Jej prace mogą potrwać nawet kilka tygodni.

Piotr Bakalarski//mz

Relacja reportera tvnwarszawa.pl z miejsca zdarzenia
TVN24