Deweloperzy wybudują, a mieszkańcy zapłacą

Warszawa

| Maciej Świerczyński, Rafał Malko/Agencja Gazetafot

Ratusz ma dość bloków bez dróg dojazdowych i chce zmusić deweloperów do inwestowania w infrastrukturę. Dzielnice są za, ale analitycy rynku mieszkaniowego ostrzegają: koszty budowy spadną na nabywców mieszkań. Cena 50-metrowego lokum może wzrosnąć nawet o kilkanaście tysiecy złotych.

Miasto chce wypracować jednolity wzór umowy, która zobowiąże dewelopera do budowy infrastruktury.

- Wzorów umowy jest teraz co najmniej cztery. W zależności od tego czy budowa odbywa się na gruncie miejskim, inwestora czy korzystamy ze specustawy drogowej czy nie – wyjaśnia Piotr Smoczyński, wiceburmistrz Białołęki.

Dodaje, że na przestrzeni lat sytuacja się polepszyła – budowanie dróg osiedlowych przez deweloperów jest już standardem. Choć kręcą nosem na budowę głównych ulic, nie to jest największym problemem. - Dla deweloperów istotne jest to, żeby wszyscy byli traktowani równo – zauważa Smoczyński.

Problem z ceną i własnością gruntów

A jak sytuacja wygląda na Bemowie? - Mamy doświadczenie ze współpracy z różnymi deweloperami. Najtrudniejsza sytuacja jest tam, gdzie przed 2006 rokiem deweloper dostał pozwolenie bez żadnych warunków narzuconych ze strony miasta. W domach zamieszkali ludzie, więc trudno w cokolwiek wyegzekwować – tłumaczy Krzysztof Zygrzak, wiceburmistrz dzielnicy i dodaje, że największym problemem są ceny gruntów. Wykupienie terenu może być pięciokrotnie droższe od kosztu budowy ulicy.

- Na Bemowie gruntów miejskich już dawno nie ma, dawno temu w latach 90. zostały sprzedane. Miasto nie ma pola manewru – informuje wiceburmistrz Bemowa.

Na Białołęce problemem jest tempo w jakim powstają nowe osiedla. Infrastruktura tego tempa nie dotrzymuje. - Próbujemy remontować stare drogi, ale żeby to robić musimy mieć środki. Gdybyśmy chcieli budować nowe drogi wszędzie, do każdego nowego osiedla nie starczyłoby pieniędzy na nowe, a i stare by się posypały – tłumaczy burmistrz Smoczyński.

Ideałem byłby stan, kiedy deweloper buduje za swoje i oddaje drogę miastu. - To tylko jeden z modeli. Nie mówimy o wymuszaniu, ale o negocjacjach. Sztuką jest taie przeprowadzenie rozmów, żeby każda ze stron czuła, że coś wygrywa – opisuje wiceburmistrz Białołęki.

Koszty poniosą kupujący

Wady takiego rozwiązania dostrzegają analitycy rynku nieruchomości. - Za drogi bez wątpienia zapłacą mieszkańcy. Na pewno deweloper nie wybuduje drogi za darmo – twierdzi Bartosz Turek z Home Broker.

Według analityka za wybudowanie drogi miasto powinno zaoferować deweloperom jakiś ekwiwalent np. obniżenie opłat z tytułu użytkowania wieczystego gruntu.

- Zrobiliśmy symulację. Jeśli deweloper miałby wybudować blok 3-piętrowy na ok. 100 mieszkań, a do tego 200-metrową drogą z chodnikami i oświetleniem, to cena 50-metrowwego mieszkaniu wartego 450 tys. zł wzrośnie o kilkanaście tysięcy złotych – wylicza Bartosz Turek.

Zauważa także, marże deweloperów są większe niż marże firm budujących drogi. U tych pierwszych wynosi ok. 20-30 procent, te drugie zadowolą się zyskiem na poziomie 5 procent.

bako/ec

fot
| Polska, Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita