Czujna fryzjerka uratowała swoją klientkę

Warszawa

fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska
fot. straż miejska

Do patrolu straży miejskiej na Starym Mieście podbiegła fryzjerka i poprosiła o sprawdzenie, czy coś się stało w mieszkaniu jej klientki. - Kobieta zadzwoniła do zakładu fryzjerskiego i powiedziała, że nie może przyjść, bo się przewróciła - opowiada Monika Niżniak, rzeczniczka strażników.

- Fryzjerka znała dobrze swoją stałą klientkę, znała też jej adres i numer telefonu. Kiedy w trakcie rozmowy usłyszała, że doszło do wypadku, a później nie mogła się już do niej dodzwonić, poprosiła o pomoc strażników – opowiada Niżniak. Jak dodaje rzeczniczka, pracownica zakładu fryzjerskiego wiedziała też, że starsza pani mieszka sama.

Strażnicy, straż pożarna i pogotowie

Funkcjonariusze wezwali na miejsce pogotowie i straż pożarną. – Słyszeli, że w mieszkaniu gra muzyka, ale nikt nie otwierał. Kiedy do środka weszli strażacy, okazało się, że fryzjerka miała rację – wyjaśnia rzeczniczka straży miejskiej.

- Starsza pani tak niefortunnie upadła, że uderzyła się głową w lodówkę, przy okazji złamał sobie kość udową. Nie mogła się podnieść - tłumaczy Niżniak. Do wypadku doszło około godz. 8.00. - Dopiero po kilku godzinach udało jej się doczołgać do telefonu i zadzwonić do fryzjerki – dodaje.

par/roody