"Czterech śpiących" uśpi metro?

Warszawa

fot. TVN Warszawa

Pomnik miał być przesunięty, ale wszystko wskazuje na to, że jeszcze przez jakiś czas będzie stał na środku placu budowy II linii metra - alarmuje "Życie Warszawy".

Prace przy budowie stacji metra Dworzec Wileński mają się zacząć 15 października. Pomnik miał zostać rozebrany, a po zakończeniu inwestycji odtworzony po drugiej stronie ulicy Cyryla i Metodego. Okazuje się jednak, że wciąż nie ma ostatecznej decyzji w tej sprawie.

Zgoda na stację, bez pomnika

Pozwolenie na budowę całej stacji wydał w maju wojewoda Jacek Kozłowski. Nie dotyczyła ona jednak pomnika. Urząd wojewódzki uznał, że do jej wydania potrzebna jest zgoda Rady Warszawy. Ta przegłosowała sprawę w czerwcu, a w sierpniu ratusz ponownie zwrócił się do wojewody o wydanie zgody na przesunięcie pomnika i związane z tym zmiany w pozwoleniu na budowę. Tej decyzji nie ma do dziś. Dlaczego?

- Pomnik nie jest elementem infrastruktury związanej z budową metra, zatem decyzje w jego sprawie leżą w kompetencji starosty, czyli prezydent Warszawy - twierdzi w rozmowie z "Życiem Warszawy" rzecznik wojewody Ivetta Biały. Według niej, Metro Warszawskie wiedziało o tym od dwóch miesięcy.

Urzędnicy nie wiedzą nawet, czy to ratusz powinien złożyć wniosek w tej sprawie, i do kogo, czy też może ktoś powinien wnioskować do ratusza. A może Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna wnioskować do samej siebie?

Posypią się kary?

Cała sprawa mogłaby się wydawać zabawna, gdyby nie narażała miasta na starty. Brak zgody na przesunięcie pomnika może oznaczać, że wykonawca inwestycji - turecko-włosko-polskie konsorcjum AGP - stwierdzi, że miasto nie przekazało mu w terminie placu budowy. To z kolei może zostać wykorzystane jako argument, gdyby termin zakończenia budowy był zagrożony.

W skrajnym przypadku AGP może nawet wystąpić o kary umowy, a te idą w miliony - alarmuje "Życie Warszawy".

roody