Czołgistów pod wodą, ale kanalizacja "niepotrzebna"

Warszawa

fot. Dawid Krysztofiński/tvnwarszawa.pl

Zalane piwnice, jeziora na podwórkach, brak dojazdu - tak kilka dni po opadach wygląda ulica Czołgistów w Wawrze. Co robią władze miasta? Szykują plan zagospodarowania przestrzennego, w którym nie ma kanalizacji deszczowej.

Zbójna Góra to rejon Wawra składający się głównie z lasów, poprzetykanych pojedynczymi domami. Od wielu lat dzielnica wydaje kolejne pozwolenia na budowę właścicielom leśnych działek. Często skutkuje to zaburzeniem podziemnych cieków, a czasem nawet zasypywaniem przez właścicieli rowów melioracyjnych.

Efekty tych działań widać po każdym większym deszczu, m.in. przy ulicy Czołgistów, która przecina rejon Zbójnej Góry. Można się po niej poruszać wyłącznie kajakiem. Tak też było po ostatnich opadach deszczu.

Powinno wsiąkać

Systemowym rozwiązaniem tej sytuacji miało być przyjęcie planu zagospodarowania przestrzennego, który ostatecznie określiłby gdzie, co i jak można budować. Teoretycznie plan powinien też zakładać rozwiązanie problemu zalewanych posesji.

A w praktyce? - Niestety, projektanci uznali, że woda opadowa będzie wsiąkać w grunt sama i że nie trzeba projektować odwodnienia - denerwuje się jedna z mieszkanek Wawra.

"Woda spłynie do Aleksandrowa"

Projekt planu był już pokazywany mieszkańcom i jest dobrze znany radnym z komisji ładu przestrzennego. - Zbójna Góra to zawsze były lasy, gdzie woda wsiąkała w ziemię. Projektanci założyli, że nie ma potrzeby dodatkowej melioracji tego rejonu - potwierdza Ewa Masny, przewodnicząca komisji. - Co innego położony obok Aleksandrów, który przed wojną był wsią. Tam projektanci (projekt planu zagospodarowania Aleksandrowa powstaje równolegle z planem dla Zbójnej Góry - red.) założyli rozbudowę systemu odprowadzającego wody opadowe i w razie dużych deszczów, to Aleksandrów będzie przejmował wodę ze Zbójnej Góry - przekonuje Masny.

Problem w tym, że system kanalizacji Aleksandrowa już teraz jest niewydolny, a projekt planu dla tego rejonu został zakwestionowany przez mieszkańców. Nie wiadomo, kiedy zostanie uchwalony.

Kto zapłaci za rowy?

Na tym nie koniec problemów mieszkańców Wawra. Zdaniem Stanisława Trzeciaka, szefa Spółki Wodnej Obwodu Wawerskiego, problemem jest również brak pieniędzy na prawidłowe utrzymywanie już istniejących cieków wodnych.

- Konserwacja rowu melioracyjnego kosztuje np. kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pieniądze powinni wyłożyć właściciele działek, przez które rów przechodzi. Ale z takich opłat dostajemy raptem kilka tysięcy. A dzielnica do tego nie dopłaca - mówi Trzeciak.

Podaje też przykład Kanału Wawerskiego, który miał być konserwowany już rok temu, ale wciąż nie ma na to pieniędzy. Tymczasem, jak donoszą internauci na forum tvnwarszawa.pl, już teraz na wysokości ul. Lucerny Kanał Wawerski często wylewa.

Maciej Czerski//roody