Przygotuj się na:

WEEKENDOWE UTRUDNIENIA

Nachodzący weekend będzie pracowity dla drogowców i wodociągowców. Ci pierwsi dokończą naprawę nawierzchni buspasa w alei Stanów Zjednoczonych, drudzy będą działać na Płockiej. Zmiany w organizacji ruchu spowoduje też białołęcki Bieg Wolności i Warszawskie Spotkanie Wigilijne na Pradze Północ.

"Człowiek, którego uratował jego własny cień"

Warszawa

O kampanii "zombie"Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl
wideo 2/7

Swoją pracę w tramwajach rozpoczął od zatrzymania przez policję. Później musiał poradzić sobie z nożownikiem na pokładzie. Ale zdarzały się też miłe momenty: siatka pomarańczy od spóźnionego pasażera czy propozycja kanapki od troskliwej pasażerki. Z okazji dnia motorniczego autor popularnej na Facebooku strony Twój Motorniczy opowiedział nam o kulisach swojej pracy.

Do Warszawy przyjechał z Górnego Śląska, gdzie już w wieku 21 lat zrobił uprawnienia na kierowanie tramwajem. Kilka lat temu założył na Facebooku stronę Twój Motorniczy. Postanowił opisywać anegdoty, które przytrafiają mu się w pracy. W jednym z ostatnich wpisów stwierdził, że historii jest tak wiele, że można by napisać z nich książkę. Postanowiliśmy sprawdzić, czy nie przesadza.

Klaudia Ziółkowska: Dziś święto motorniczych, czego życzy pan sobie i kolegom?

Rafał Wójcik: Przede wszystkim spokojnych służb.

A bywają niespokojne?

Tak. Pamiętam, kiedy w tramwaju miałem do czynienia z nożownikiem. Prowadząc tramwaj linii osiem, ruszając spod Stadionu Narodowego w kierunku mostu Poniatowskiego poczułem pewien niepokój. Po zatrzymaniu na przystanku spojrzałem w stronę pasażerów. Ewidentnie byli przestraszeni. Obróciłem się na fotelu i zobaczyłem mężczyznę, który smaga nożem kuchennym po futrze starszej pani, po plecach.

I co pan zrobił?

Powiadomiłem Centralę Ruchu, zgodnie z procedurami, gdzie dostałem jasne wytyczne, że miałem jechać na tyle powoli, żeby odwlec moment wyjścia człowieka z pojazdu, jednocześnie na tyle szybko, żeby nie zorientował się, że coś jest nie tak. Po dwóch przystankach policjanci wpadli do wagonu i obezwładnili nożownika. Nikomu na szczęście nic się nie stało.

Był strach?

Nie bałem się. Byłem bardzo zadaniowy. Zrobiłem to, co należało do moich obowiązków, czyli powiadomiłem służby i wykonywałem ich polecenia.

A pasażerowie?

Bezpośrednio po powiadomieniu Centrali Ruchu obróciłem się do pasażerów i pokazałem im palcem zbliżonym do ust z prośbą o ciszę oraz, że dałem znać służbom i proszę o spokój, żeby nie płoszyć napastnika.

Historia o nożowniku
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

Ma pan w głowie inne historie?

Skrzyżowanie alei Solidarności i ulicy Żelaznej, ruszam z przystanku. Widzę kobietę, która próbuje samochodem skręcić w lewo. Stoi na torowisku.

Po ruszeniu z przystanku, delikatnie podjeżdżam, żeby nie stresować prowadzącej. Nie używałem dzwonków, nie oślepiałem światłami drogowymi. Kiedy pani zorientowała się, że blisko jej samochodu jest tramwaj, wyskoczyła z auta i uciekła na drugą stronę skrzyżowania. W samochodzie zostawiła dziecko w foteliku.

Co pan zrobił?

Sytuacja skończyła się tak, że musiałem wyjść z tramwaju, pójść po panią i ją uspokoić. Powiedziałem, żeby na spokojnie wzięła dziesięć oddechów i jeżeli jest taka możliwość wsiadła do samochodu i odjechała.

O pieszych i kierowcach
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

Ale praca motorniczego to nie tylko dramatyczne historie.

Jasne.

Proszę o przykłady

Sytuacja miała miejsce dzień przed wigilią, kilka lat temu. Jeden z ostatnich odjazdów mojego tramwaju z pętli. Patrząc w lusterku widzę, że na przejściu dla pieszych na zielone światło oczekuje pewien mężczyzna. Oczywiście zaczekałem na chłopaka.

Wchodząc do wagonu machnął dłonią w podziękowaniu. Na następnym przystanku przyszedł z drugiego wagonu do pierwszego i przez otwór do wydawania biletów wręczył mi siatkę pomarańczy i podziękował, ponieważ zdąży na ostatni pociąg, którym jedzie do domu na święta.

Ponadto w mojej pamięci jest starsza pani, która jechała pod szpital na Banacha. A w pamięci zapadła dlatego, że chciała zrobić mi kanapkę, ponieważ miałem dosyć stresującą sytuację na skrzyżowaniu. Sytuację, w której musiałem nagle zahamować, ponieważ zza wagonu jadącego z przeciwka wyszedł niespodziewanie człowiek, którego uratował jego własny cień.

Cień? Jak to?

Zobaczyłem za wagonem cień, który zasugerował mi, że człowiek będzie chciał wejść pod tramwaj. Udało się zahamować, ale pani tak się przejęła, że postanowiła zrobić mi kanapkę. Podziękowałem mówiąc, że jeżeli przy każdej stresującej sytuacji miałbym jeść, łatwiej byłoby mnie przeskoczyć niż obejść.

Bardzo wdzięcznymi pasażerami są dzieci, które stoją za kabiną i patrzą, co się tutaj dzieje z ewidentnym zaciekawieniem. Niektóre wychodząc z tramwaju machają. Oczywiście odmachujemy im, uśmiechamy się.

Historia o pomarańczach i policji
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

A niektórym mogłoby się wydawać, że praca motorniczego jest monotonna…

Wielokrotnie spotykamy sytuacje w których piesi, ale i kierowcy samochodów i innych pojazdów zachowują się w sposób nieodpowiedni, powiedziałbym nieodpowiedzialny. Piesi wchodzą przed tramwaje, pod tramwaje. Samochody zagradzają nam torowisko, uniemożliwiając przejazd, niejednokrotnie zmuszając nas do hamowania.

Jakieś przykłady?

Na myśl przychodzi mi ulica Stalowa na Pradze Północ, gdzie jadąc tramwajem numer 23, zza samochodu wyskakuje młoda kobieta, która staje między szynami, patrzy prosto w moje oczy i czeka na uderzenie. Na szczęście do uderzenia nie dochodzi, bo bezpośrednio nad dziewczyną nie świeciła latarnia, a latarnia za nią rzucała jej cień na torowisko. Dzięki temu zauważyłem właśnie ten cień i uniknąłem zderzenia.

O pieszych i kierowcach
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

Ostatnio Tramwaje Warszawskie prowadzą kampanię, w której zwracają uwagę na pieszych, którzy skupiają się na smartfonach, a przez to wchodzą na torowiska. Pana zdaniem edukowanie pieszych jest potrzebne?

Ludzi trzeba uwrażliwiać na to, jak się zachowują i jakie mogą być tego skutki. Bo to, że człowiek zapatrzony w smartfon nie trafi w otwarte drzwi i się od nich odbije to pół biedy. Gorzej, gdy przejdzie przez przejście na czerwonym świetle, a ja nie będę miał szans zatrzymać tramwaju na czas.

Poza tym jest jeszcze jedna różnica polegająca na przyczepności. O ile samochód tę przyczepność ma świetną i jadąc prawidłowo, jest w stanie szybko wyhamować, to tramwaj tak szybko nie wyhamuje.

Tramwaj może ważyć nawet 50 ton. Przy prędkości 50 km/h, w bardzo dobrych warunkach potrzebujemy grubo ponad 40 metrów, żeby się zatrzymać. Motorniczowie są wyczuleni na pewne zachowania. Musimy je przewidywać.

O kampanii "zombie"
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

Wróćmy na chwilę do sytuacji, kiedy poczekał pan na pasażera. Nie wszyscy mają takie szczęście. Nie zawsze motorniczy czeka.

Wynika to z ruchu tramwajowego, po prostu. Tramwaj posiada rozkład jazdy, który jest realizowany. Motorniczy nie odjeżdża z przystanku przed czasem. Kiedy jest kilka sekund przed czasem, czekamy na dobiegających, na czas odjazdu z przystanku.

Ponadto, kiedy motorniczy nie ma światła zezwalającego na przejazd przez skrzyżowanie i na nie czeka, zabieramy pasażerów dobiegających. Jest to po prostu bycie fair wobec pasażerów będących w tramwaju, jak i tych, którzy czekają na tramwaj na kolejnych przystankach.

Skąd w ogóle pomysł, żeby zostać motorniczym?

Chciałem nim zostać, odkąd pamiętam. Moi dziadkowie wspominają czasy, gdzie nie sięga jeszcze moja pamięć. Twierdzą, że od zawsze interesowałem się tramwajami. To narastało z biegiem lat, aż w końcu postanowiłem, że spróbuję swoich sił i spróbuję dostać się na kurs na motorniczego. Nigdy nie chodziły mi po głowie inne zawody. Na kurs dostałem się w wieku niecałych 21 lat, tramwajami jeżdżę już od 11 lat.

Pamięta pan pierwszy dzień swojej pracy?

Pochodzę z Górnego Śląska i tam też zaczynałem jeździć tramwajami. Swój pierwszy dzień w pracy pamiętam doskonale. To było w Bytomiu, na linii 9. Zaczynałem o godzinie 3.58 nad ranem. To był 18. dzień października 2007 roku.

Niedługo później przytrafiła mi się zabawna historia. Widzę policjantów jadących na sygnale w moim kierunku. Wezwali ich zaniepokojeni pasażerowie, którzy myśleli, że tramwaj prowadzi dziecko. Policjanci zatrzymali się przed moim tramwajem, podeszli pod kabinę i zapytali, czy pozwalam prowadzić tramwaj dziecku.

Na co trochę się zdziwiłem, pokazałem swoje uprawnienia. Policjanci odjechali tłumacząc: rzeczywiście wygląda pan młodo. Można się pomylić.

W Warszawie jeżdżę od 13 marca 2008 roku. Swój pierwszy dzień zapamiętam na długo. Miałem linię 24 w kierunku Nowego Bemowa, obok mnie stała starsza motornicza, która uczyła mnie współpracy z pasażerami oraz przebiegu tras i linii.

Teraz też zaczyna pan prace tak wcześnie, przed 4?

Zazwyczaj motorniczowie zaczynają pracę najwcześniej w okolicach 3:20. Jednak najwcześniej zaczynam pracę w okolicy godziny 3.15. Wtedy muszę być 15 minut przed pierwszym motorniczym, gdyby inny się spóźnił, zaspał. Ktoś musi za niego wyjechać tramwajem w miasto.

O początku pracy
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

Jak to było z Facebookiem?

Ze stroną Twój Motorniczy na Facebooku było jak z przyjazdem do Warszawy. Obudziłem się rano i pomyślałem: "dlaczego nie? Przyjadę do Warszawy". Tak samo było z profilem. Staram się na nim działać na rzecz wrażliwości społecznej, żebyśmy byli dla siebie bardziej wrażliwi, zwracać uwagę na bezpieczeństwo podczas podróżowania, na komfort oraz na zachowania w sytuacjach niecodziennych.

W takim razie, jakie są cechy dobrego motorniczego?

Cierpliwość, opanowanie emocji. Musimy odżegnać się od emocji, nie możemy reagować emocjonalnie, musimy być cierpliwi i skoncentrowani.

Są jakieś branżowe słówka motorniczych?

A wie pani co to jest wekslowanie?

Nie.

Jest to zawracanie tramwajem na trzy. Na przykład na placu Zbawiciela. Wykonuje się manewr przejazdu za zwrotnicę, wycofania przez plac Zbawiciela chociażby i powrót na trasę.

Ponadto nasze tramwaje mają zwyczajowe nazwy, zazwyczaj nadają je mieszkańcy, ale też pracownicy tramwajów. Zaczynając od słynnych "berlinek", przez "parówki", czyli tramwaje serii 13N, tak bardzo charakterystyczne dla Warszawy, przez 105-tki tak zwane akwaria, "u-boty", czyli tramwaje z częścią niskiej podłogi, po chociażby "delfiny", "hipolity", które niektórzy nazywają "piraniami" z uwagi na czerwony spód burt wagonu.

Z kolei tramwaje typu 128 N, mieszkańcy nazywają "kioskami" z uwagi na przednią szybę, która jest pochylona pod kątem, a nasze najnowsze nabytki, czyli wagony typu 134 N, motorniczowie nazywają szczeniakami, bo nie dość, że są nowe, to są najmniejsze.

"Pirania", "kiosk" czy "hipolit", który wagon jest pana ulubionym?

Moim ulubionym typem wagonu jest wagon typu 123 N "hipolit", ponieważ drzwi się szybko zamykają, a wagon jest dynamiczny. Poza tym mam do nich sentyment, ponieważ zaczynałem pracę w Warszawie razem z przyjściem tych wagonów z fabryki.

O branżowych słówkach
Mateusz Szmelter, tvnwarszawa.pl

A gdyby pan mógł podać najbardziej malowniczą trasę w Warszawie?

Gdybym miał komuś polecić podczas zwiedzania Warszawy przejażdżkę tramwajem, myślę, że byłaby to linia 4 – spod toru wyścigów konnych na Służewcu, Mokotów, MDM, centrum, ulicą Marszałkowską, Park Saski, plac Bankowy, przejazd tunelem pod Starym Miastem, przejazd mostem Śląsko-Dąbrowskim, aż do przystanku Park Praski, gdzie można zobaczyć nasze miśki.

Obecnie moją ulubioną linią tramwajową jest linia 24, a także 10 i 11. Dlaczego? Bo są długie, na nich najszybciej mija w pracy czas. Chociaż w naszej pracy, niezależnie od linii, nie można się nudzić.

rozmawiała Klaudia Ziółkowska