Czerwona kartka Malarza i porażka Legii w Poznaniu

Warszawa

Ponad czterdzieści tysięcy kibiców oglądających na stadionie mecz Lecha z Legią przez godzinę nudziło się niemiłosiernie. Kolejne trzydzieści minut z nawiązką wynagrodziło im jednak wcześniejsze niedostatki. W hicie T-Mobile Ekstraklasy gospodarze pokonali mistrzów Polski 2:1.

Już po dziesięciu sekundach mogło być 0:1. Z powietrza zza pola karnego pięknie uderzył Michał Żyro, ale Jasmin Burić nie spóźnił się z interwencją, parując piłkę na słupek. I… to by było właściwie na tyle jeśli chodzi o pierwszą połowę. Na boisku przez pozostały czas działo się naprawdę niewiele, co raczej nie przeszkadzało Legii.

- My możemy, oni muszą - mówił w przerwie Michał Kucharczyk.

Może Lech i musiał, ale przez pierwsze 45 minut zdecydowanie nie mógł. Oprócz niezłego strzału Gergo Lovrencsicsa nie pokazał absolutnie nic, co najlepiej przedstawia statystyka fauli. Do przerwy warszawianie na swojej połowie nie popełnili ani jednego!

Czerwona kartka odmieniła mecz

Pierwszy kwadrans po zmianie stron był równie słaby i nagle doszło do przełomu. Arkadiusz Malarz w sytuacji sam na sam z Kasparem Hamalainenem bezsensownie zagrał piłkę rękami za polem karnym i wyleciał z boiska.

Bezsensownie, bo chyba jednak lepiej było przegrywać 0:1 i mieć trzydzieści minut jedenastu na jedenastu na odrobienie strat. Szczególnie, że już po chwili… było 0:1. Do wolnego podszedł Barry Douglas i cudownie uderzył nad murem przy samym słupku.

Szybki drugi cios

Dusan Kuciak nawet rozgrzany nie miałby szans na obronienie tego uderzenia. Podobnie bez szans był chwilę później, gdy po fantastycznym rozegraniu i prostopadłym podaniu Karola Linetty’ego sam na sam ze Słowakiem znalazł się Kasper Hamalainen.

Nadzieje mistrzów Polski odżyły w 84. minucie. Tomasz Kędziora źle obliczył tor lotu długiej piłki, ta przeleciała nad nim i trafiła do Michała Kucharczyka, który z okolic linii pola karnego posłał potężną bombę.

Legia do wyrównania doprowadzić jednak nie dała rady, co więcej, to gospodarze byli bliżej trzeciego gola. Więcej bramek jednak nie padło i to Lech zszedł z boiska zwycięski. Dzięki temu ma już tylko trzy punkty straty dla warszawian, więc, cytując klasyczną już wypowiedź Macieja Skorży, „liga będzie ciekawsza”.