Przygotuj się na:

WOLA: ZMIANY TRAS AUTOBUSÓW

Wraz z planowanym na kwiecień 2020 roku otwarciem nowych stacji metra na Woli zmienić się muszą trasy wielu linii autobusowych. Zarząd Transportu Miejskiego pokazał plany, które będą podstawą konsultacji społecznych. Początek 10 grudnia.

Czemu policja przerwała biwak? "Cyrk, paranoja, policyjny kraj"

Warszawa

Artur Węgrzynowicz/ tvnwarszawa.plPolicja tłumaczy swoją interwencję

Ojciec oderwał dziecko od telewizora i zrobił biwak z prawdziwego zdarzenia, a policja wszystko popsuła - taki obraz wyłania się z internetowych komentarzy do interwencji mundurowych z Bemowa. Policja tłumaczy, że za wszystkim stała troska o dobro dziecka. Zarówno funkcjonariusze, jak i specjalista od survivalu zaznaczają, że do takich wypadów trzeba być przygotowanym.

Interwencję w bemowskim parku opisała na swojej stronie stołeczna policja. We wtorek na numer alarmowy zadzwonił zaniepokojony mężczyzna, według którego w pobliżu rezerwatu Fosa Groty od kilku dni mieszkał chłopiec. Dziecko miało spać w szałasie zrobionym przez ojca z gałęzi i liści, i kąpać się w pobliskim jeziorze. Miało też żywić się złowionymi przez ojca rybami.

Policja pojechała na miejsce. Wezwano również pogotowie, bo - według mundurowych - chłopczyk był przestraszony, a na ciele miał liczne ślady po ukąszeniach owadów. Ostatecznie trafił w ręce matki, a ojciec biwak zakończył na komisariacie policji. Został przesłuchany i zwolniony, a sprawa trafiła do prokuratury. Ta będzie sprawdzać, czy nie doprowadził do "narażenia życia lub zdrowia dziecka".

"Podać rękę i zapytać, jak biorą ryby"

Po tym, jak opublikowaliśmy tę informację na tvnwarszawa.pl, na naszym forum zaczęła się dyskusja, czy interwencja rzeczywiście była niezbędna. Zdecydowana większość czytelników uważa, że mundurowi przesadzili:

- To, że policja zainteresowała się sprawą, jest jak najbardziej zrozumiałe i prawidłowe. Nie rozumiem tylko, czemu przerwali biwak i ojca wezwali na komisariat - zastanawiał się gizmo.

- Podać rękę tacie po męsku, małego zapytać jak ryby biorą i już! - dodała Asia.

- Niedługo więzienia będą przepełnione rodzicami dzieci, które przewróciły się w ferworze zabawy i starły kolano. To śmieszne. Nie dziwię się, że dziecko było przestraszone. Nagłe wtargnięcie policji (obcych), rozdzielenie z rodzicami, przewiezienie w obce miejsce... Dorosły nie byłby zachwycony, co dopiero dziecko - skomentowała Marlena.

"Bo kąpało się w jeziorze"

Chcieliśmy zapytać policjantów, co właściwie skłoniło ich do tak zdecydowanej interwencji. Z tymi, którzy byli na miejscu, nie udało nam się porozmawiać. Wypowiedziała się dla nas rzeczniczka bemowskiej policji, Joanna Banaszewska:

- Jesteśmy jak najbardziej za tym, żeby każdy aktywnie spędzał czas ze swoim dzieckiem. Ale przede wszystkim bezpiecznie. To miejsce na pewno nie było przygotowane do biwakowania, a szałas znajdował się dwa metry od jeziora i dziecko kąpało się w tym jeziorze! - tłumaczyła.

Według niej, mężczyzna przyznał też, że jedną noc spędził z dzieckiem pod gołym niebem, a drugą w prowizorycznym szałasie. - Nie było żadnych rzeczy, które służyłyby do bezpiecznego biwakowania. Dziecko nie miało żadnych rzeczy do higieny osobistej - powiedziała rzeczniczka.

Później okazało się też, że matka nie wiedziała o tym, jak spędza czas jej dziecko. - Była kompletnie zaskoczona. Miało przebywać u dziadków - zaznaczyła Banaszewska.

Od ugryzienia komara, kąpieli w jeziorze i braku szczoteczki do zębów do "narażenia zdrowia lub życia" droga jest jednak daleka. Czy cała sytuacja rzeczywiście musiała się skończyć na komisariacie? Co właściwie zmusiło policję do przerwania biwaku?- pytamy w imieniu internautów.

- Najnormalniej w świecie byliśmy zaniepokojeni warunkami, w jakich przebywał chłopiec. W obozowisku nie było nawet butelki z wodą pitną, dziecko było mocno pogryzione przez owady i wystraszone, dlatego policjant interweniujący na miejscu podjął taką decyzję - przekazał rzecznik stołecznej policji Mariusz Mrozek.

I dodał: - Nie przesłuchuje się człowieka w krzakach. Nie mamy takich zwyczajów. A internautom trzeba zadać pytanie, co by powiedzieli, gdyby to dziecko za tydzień wylądowało w szpitalu, np. z zapaleniem płuc? Wtedy winna byłaby policja, bo się nie zainteresowała.

"Trzeba to robić z głową"

O "obóz przetrwania" w miejskim parku zapytaliśmy też prawdziwego eksperta od survivalu, byłego operatora GROM-u, Navala. On też zwraca uwagę na przygotowanie.

- Nawet w naszym klimacie, w Europie, noce bywają zimne. Trzeba mieć ciepłą kurtkę, coś przeciwdeszczowego - ocenił.

I dodał, że nocleg z dzieckiem pod gołym niebem bez żadnego wyposażenia uznaje za bezmyślność i niepotrzebne narażanie się: - Nie będzie się to wiązało z przeżywaniem czegoś fajnego, a tak powinien być traktowany survival. Trzeba to robić z głową. Żeby to dobrze zrobić, trzeba się przygotować - podsumował.

Były operator GROM-u: bezmyśle zachowanie
Artur Węgrzynowicz/ tvnwrszawa.pl

jsy/bf/r