"Czas powiedzieć: sprawdzam". Guział planuje drugie referendum

Warszawa

Artur Węgrzynowicz / tvnwarszawa.plRadny Piotr Guział

Piotr Guział rozważa kolejny wniosek o zwołanie referendum w sprawie odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz. – Już raz nam się udało do niego doprowadzić. Skoro pani prezydent nie zamierza się podać do dymisji, pojawił się pomysł, aby zorganizować je po raz drugi – mówi.

Jeden wniosek w sprawie referendum trafił już do ratusza. W ubiegłym tygodniu złożyli go członkowie stowarzyszenia Oburzeni. Obecnie jest weryfikowany przez urzędników. Jeśli spełni wymogi formalne, jego autorzy będą musieli zebrać około 130 tys. podpisów.

- Trzymam kciuki za Oburzonych, ale nie znam tego środowiska. Nie wiem, jakie mają możliwości. Wiem natomiast, że zorganizowanie referendum to gigantyczna operacja logistyczna, organizacyjna i finansowa. Mam duże wątpliwości czy wystarczy tu tylko entuzjazm i dobre chęci – przyznaje radny Guział.

"Już raz się udało"

Dlatego też były burmistrz Ursynowa i inicjator referendum sprzed trzech lat planuje kolejny, własny wniosek w tej sprawie.

- Skoro pani prezydent nie zamierza podać się do dymisji, rada miasta nie chce przyjąć stosownej uchwały o referendum, a do tego wisi nad miastem widmo komisarza, to chyba trzeba powiedzieć "sprawdzam". Zrobić coś, co już raz się udało – mówi.

Podkreśla też, że obecnie znajdujemy się w zupełnie innych okolicznościach niż trzy lata temu. W obliczu wybuchu największej afery reprywatyzacyjnej w stolicy i dymisji w ratuszu, pozycja Hanny Gronkiewicz-Waltz jest znacznie słabsza, niż podczas poprzedniego referendum.

Kiedy wniosek ws. referendum?

Pytany o to, kiedy planuje złożyć wniosek odpowiada, że na razie "trwają wewnętrzne konsultacje" w tej sprawie. W niedzielę Guział spotkał się z członkami Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, którzy – jak dodaje – podzielają jego pomysł.

- To najbardziej uznane stowarzyszenie samorządowe na Mazowszu. Działają tam starostowie, burmistrzowie i wielokadencyjni radni, także z Warszawy. Wśród nich jest m.in. Grzegorz Wysocki czy Jacek Wachowicz. Jeśli oni są na "tak", to warto to rozważyć na poważnie – twierdzi Guział.

Jak dodaje, w poniedziałek późnym wieczorem planowane jest kolejne spotkanie Warszawskiej Wspólnoty Samorządowej. Tym razem w szerszym gronie. – Zakładam, że będą działacze z większości dzielnic. Jeśli zapadnie decyzja potwierdzająca niedzielne ustalenia, aby robić referendum, to pewnie do końca września złożymy stosowny wniosek w tej sprawie - zapowiada.

Zawiodła frekwencja

Aby wynik referendum był wiążący, musi wziąć w nim udział 3/5 liczby wyborców, którzy uczestniczyli w ostatnim wyborze prezydent Warszawy. W głosowaniu zorganizowanym przez Guziała w 2013 roku zawiodła frekwencja. W głosowaniu wzięło udział 343 732 osób. Około 45 tys. za mało.

94,86 procent głosujących opowiedziało się za odwołaniem prezydent Warszawy, przeciwnych było 5,14 procent. Ale podział głosów był w tej sytuacji drugorzędny.

W nowym referendum próg byłby niższy, bo frekwencja w wyborach w 2014 r. była niższa niż w tych w 2010 r. Do urn musiałoby pójść ok. 330 tys. osób.

Według informacji Faktów TVN, po wybuchu afery reprywatyzacyjnej możliwość referendum w Warszawie sugerowali politycy PO. Część kierownictwa partii była przekonana, że w stolicy, gdzie poparcie dla platformy jest duże, Hanna Gronkiewicz-Waltz wygra, co tylko umocniłoby partię.

Na takie rozwiązanie nie zgodziła się sama zainteresowana.

CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT

Komentarze po zarządzie PO
Krzysztof Skórzyński, Fakty TVN

kw//ec