Chaos, brak planów zagospodarowania. "Mamy wolnoamerykankę"

Warszawa

tvnwarszawa.plTylko 36 proc. powierzchni Warszawy ma plan zagospodarowania

Polska przestrzeń jest źle zarządzana - stwierdziła Najwyższa Izba Kontroli, której kontrolerzy wzięli pod lupę planowanie przestrzenne w gminach w całym kraju. Krytykują między innymi chaos i brak planów zagospodarowania. Nieprawidłowości stwierdzono też w Warszawie.

Prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski przyznał na konferencji, że z kontroli NIK wyłonił się pesymistyczny obraz. - Mamy trochę wolnoamerykankę ubraną w normy prawne - powiedział wprost.

Stanowczy wniosek jest wynikiem kontroli prowadzonych przez ostatnich sześć lat. Izba zbadała 250 gmin, w tym dużą grupę powiatów i większych aglomeracji. "Polska przestrzeń jest źle zarządzana, a chaos i brak ładu przestrzennego negatywnie wpływają na szeroko rozumianą jakość życia mieszkańców" - oznajmili urzędnicy NIK w komunikacie pokontrolnym.

Chaos ten przynosi wiele niekorzystnych skutków, jak chociażby niekontrolowaną urbanizację, brak pełnej ochrony zabytków przyrody, dewastację ładu przestrzennego i niską atrakcyjność miast dla inwestorów.

Brak planów zagospodarowania

Jako jedną z głównych bolączek, NIK wskazuje brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. To dokumenty, które stanowią podstawę chociażby do wydawania pozwoleń na budowę. Tymczasem - jak podkreślają kontrolerzy - pokryte jest nimi jedynie około 30 proc. powierzchni kraju. Ponadto, tempo w jakim planów przybywa utrzymuje się na niskim poziomie.

Podobne tendencje obserwujemy w Warszawie. Zgodnie z najnowszymi danymi (z 28 lutego tego roku) - stolica ma plany dla zaledwie 36 proc. swojego obszaru. Ich uchwalanie trwa w ratuszu latami.

NIK wskazuje również, że brak planów czy też brak ich aktualizacji jest szczególnie niebezpieczne dla obszarów objętą ochroną konserwatorską, o szczególnych walorach krajobrazowych i przyrodniczych. Bowiem to właśnie tam inwestorzy chcą inwestować najczęściej, licząc na jak najwyższe zyski.

Kłopotliwe "wuzetki"

Dyrektor departamentu infrastruktury NIK Tomasz Emilian powiedział, że kluczowym dokumentem kształtowania przestrzeni w gminach stały się decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowania przestrzennego. To nie jest pozytywne zjawisko, bo tzw. "wuzetki" nie muszą być zgodne ze studium zagospodarowania.

"W efekcie decyzje o warunkach zabudowy i zagospodarowaniu terenu mogą być wydawane w celu zaspokojenia konkretnych potrzeb inwestycyjnych, a nie w związku z prowadzoną przez gminę polityka przestrzenną" - tłumaczą kontrolerzy Izby.

Prezes Kwiatkowski wskazał też, że decyzje o zabudowie wydawane są na terenach zagrożonych powodzią lub tam, gdzie będą przekroczone normy hałasu. Zabudowywane są też kliny napowietrzające miast, co powoduje większe natężenie smogu w aglomeracjach.

Pozwolenia na budowę

Duży problem jest również z wydawaniem pozwoleń na budowę. NIK zwraca uwagę, że urzędy nadzorują to w sposób marginalny. I tu swoje "zasługi" ma również stołeczny ratusz.

"W badanym okresie sześciu lat, w czterech z sześciu skontrolowanych urzędów miast (w Gdańsku, Krakowie, Olsztynie i Poznaniu) komórki kontrolne nie przeprowadziły żadnej kontroli organu, związanej z wydawaniem decyzji o pozwoleniu na budowę. Kontrole, które przeprowadzono w Urzędzie m.st. Warszawy (…) wykazały natomiast nieprawidłowości polegające na niezapewnieniu stronom czynnego udziału w postępowaniu administracyjnym oraz nierzetelnej weryfikacji wniosków o pozwolenie na budowę" - stwierdzają kontrolerzy w swoim raporcie.

NIK punktuje też stołecznych urzędników za to, że niektóre wnioski o udzielenie pozwolenia na budowę nie zawierały daty i podpisu pracownika organu stwierdzającego ich kompletność.

Rekomendacje NIK

Po kontroli przeprowadzonej w gminach NIK wystosowało kilka rekomendacji mających na celu zmianę obecnego chaosu przestrzennego. Przedstawiciele Izby apelują przede wszystkim, by studium uwarunkowań i zagospodarowania przestrzennego było wiążące przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (obecnie nie jest).

Dzięki temu miasta mogłyby rozwijać się, tak jak wynika to z kierunków rozwoju ich infrastruktury. - Będą ładniejsze, wygodniejsze, bardziej funkcjonalne, bo gminy dostają realne, skuteczne narzędzie planowania rozwoju - mówił szef NIK Krzysztof Kwiatkowski.

Według NIK, bezzwłocznie należy podjąć działania prowadzące do zmiany systemu planowania i zagospodarowania, w ramach którego możliwe byłoby wypracowanie kompromisu pomiędzy interesem społeczności lokalnej a interesami inwestorów.

Takie porozumienie - zdaniem kontrolerów - powinno gwarantować gminie rozwój, dochody podatkowe oraz potencjalne miejsca pracy.

NIK stwierdziła też, że miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego powinny odgrywać główną rolę w procesie kształtowania ładu przestrzennego, a ich opracowanie powinno być obligatoryjne. Zwłaszcza dla terenów objętych ochroną przyrody, krajobrazu i zabytków oraz przeznaczonych na realizację zadań gmin, w tym przeznaczonych pod inwestycje celu publicznego dla obszarów przestrzeni publicznej oraz dla obszarów zagrożonych klęskami żywiołowymi.

Według miejskich aktywistów część drzew wyciętych na mocy tzw. Lex Szyszko można by uchronić, gdyby w tych miejscach obowiązywały plany zagospodarowania.

Wycinka przed urzędem dzielnicy ŚródmieścieArtur Węgrzynowicz, tvnwarszawa.pl
wideo 2/3

kw/PAP/pm