Były problemy i nerwy. Warszawa wraca do życia po szczycie NATO

Warszawa

Dariusz Łapiński, FAKTY TVNWarszawa wraca do życia

Stolica wraca do życia. Ulice są już przejezdne, wracają restauracyjne ogródki, a komunikacja jeździ normalnie. W sobotę prezydenci Barack Obama i Andrzej Duda dziękowali warszawiakom za wyrozumiałość, bo było za co. Materiał Dariusza Łapińskiego z "Faktów" TVN.

- Chciałem podziękować mieszkańcom Warszawy za to, że z taką tolerancją przyjęli wszystkie utrudnienia, które były związane ze szczytem - mówił prezydent Andrzej Duda. - Specjalne podziękowania kieruje do mieszkańców Warszawy, za ich wspaniałą gościnność - dodał Barack Obama.

Straty finansowe

W niedzielę wszystko wróciło do normy, ale przez kilka dni były i problemy, i nerwy.

- Zaparkowałem samochód i niestety, zostawił odholowany - skarży się jeden z mieszkańców. Jak się okazuje, nie był jedyny. W podobnej sytuacji znalazło się ponad 400 warszawiaków, którzy zaparkowali auta na tymczasowym zakazie. Teraz muszą udać się do straży miejskiej i ponieść koszty finansowe całej operacji. A te wynoszą prawie 500 zł.

Jeszcze więcej stracili restauratorzy. Niektórzy byli zmuszeni zamknąć swoje lokale, inni - pozamykać dochodowe ogródki. - W ciągu trzech dni będziemy stratni około 12 tysięcy - oblicza szybko jeden z nich.

Ograniczeń nie wprowadzono jednak bez powodu. Tysiące policjantów , setki agentów, służb specjalnych i wydzielone strefy bezpieczeństwa stanowiły elementy systemu ochrony szczytu NATO, którego centrum mieściło się w podwarszawskim Legionowie. - Teraz analizujemy te informacje i sporządzamy raporty - mówi Arkadiusz Waliszewski z Policyjnego Centrum Dowodzenia.

Patrolowali niebo nad Warszawą

Wielu zabezpieczeń nie było widać. Według nieoficjalnych informacji, tuż przy Stadionie Narodowym wojsko rozlokowało artyleryjską stację radiolokacyjną Liwiec, wykorzystywaną przez Polaków w Afganistanie. Jest ona w stanie wykryć pociski moździerzowe i rakietowe. Namierzyć miejsce, skąd padł strzał i na kilkanaście sekund przed uderzeniem ostrzec oficjalne ofiary.

Niebo nad Warszawą non stop patrolowała para myśliwców wspierana przez amerykański samolot wczesnego ostrzegania AWACS oraz izraelski dron rozpoznawczy HERMES 900, który z wysokości 5 tys. metrów śledził wszystko, co działo się na ulicach miasta.

Na jednym z wysypisk znajdowała się też należąca do norweskiej armii przeciwlotnicza bateria antyrakietowa. - Wszystko po to, żeby żaden bezzałogowiec czy jakiś potencjalny pilot samobójca w samolocie nie przedarł się nad Warszawę i nie próbował zniszczyć Stadionu Narodowego - informuje Bartosz Głowacki z miesięcznika "Raport wojsko-technika-obronność".

O próbach naruszenia przestrzeni powietrznej przez cywilne drony mówił minister obrony narodowej, Antoni Macierewicz. - Były cztery takie incydenty - powiedział. Jednak według informacji reportera "Faktów", do niedzieli policja nie prowadziła w tych sprawach żadnego postępowania.

CZYTAJ TAKŻE: Air Force One odleciał z Okęcia. Kończą się utrudnienia

Wylot Baracka Obamy z Polski
TVN24

kw/sk