Byliśmy w podziemiach Pałacu Kultury. "System w 90 procentach oryginalny"

Warszawa

Podziemia Pałacu Kultury i Nauki od dwóch lat zwiedzać może każdy, ale niektóre części podziemnego zaplecza technicznego są dostępne dla nielicznych. Nam udało się zobaczyć, jak działa oryginalna klimatyzacja z czasów budowy Pałacu Kultury i Nauki.

Legendy o tym, że PKiN jest połączony podziemnym korytarzem z Domem Partii nie udało się nam potwierdzić. Ale jednoznacznie zaprzeczyć metodą badawczą też nie. Jeśli wierzyć w zapewnienia pałacowej ekipy, budynek przy placu Defilad nie ma tajnych przejść, choć ma dwie kondygnacje podziemne.

- Poziom -1 zajmuje około trzech hektarów, rozlega się pod całą powierzchnią Pałacu - mówi Ewelina Dudziak, rzeczniczka PKiN. I dodaje, że poziom -2 jest mniejszy. To skrzynia fundamentowa zbudowana wyłącznie pod częścią wysokościową budynku. Tam mieszkają słynne pałacowe koty, tam też jest wystawa pałacowych pamiątek otwarta dla turystów.

Klimatyzacja w starym klimacie

Podziemne korytarze nie zaskakują. Wyglądają tak, że - co mniej kreatywnym - od razu pojawia się w głowie fraza "tu czas się zatrzymał". Typowy klimacik socrealistycznego budynku z niewielkimi, matowymi, bordowo-kremowymi kaflami na podłogach i zieloną lamperią. Na ścianach gdzieniegdzie białe kafelki typu "peerelowska łazienka", stare aparaty telefoniczne, stalowe drzwi wind towarowych.

Do maszynowni systemu klimatyzacji docieramy długim i szerokim korytarzem ze zniszczonymi, kamiennymi ławkami. - Te ławki czekają na renowację. Wiele podobnych zostało już odnowionych, są tapicerowane i prezentują się naprawdę ładnie na wyższych piętrach - rzuca Dudziak.

Przechodzimy przez wąski przesmyk i otwiera się ogromna przestrzeń wypełniona starymi, ciężkimi urządzeniami. Przypomina stereotypowy obrazek maszynowni okrętu z połowy XX wieku.

Jest głośno, choć pracuje tylko jedna z maszyn obsługujących strefę K. Chłodzi którąś z bocznych sal konferencyjnych czynnych mimo remontu Sali Kongresowej.

- System jest w 90 procentach oryginalny. Pochodzi z lat 50. i 60. Do chłodzenia wykorzystuje wodę lodową, która obniża temperaturę i nawilża powietrze w Pałacu - mówi Ewelina Dudziak. Wyjaśnia, że był to pierwszy tego typu system zbudowany w Warszawie. Zaprojektowano go w Związku Radzieckim i na swoje czasy był bardzo nowoczesny.

Po latach zmieniono tylko jeden element systemu. W 1998 zmodernizowana została instalacja odpowiedzialna za produkcję wody lodowej, czyli czynnika chłodzącego. To wówczas fontanny wokół PKiN przestały mieć znaczenie dla chłodzenia Pałacu. Wcześniej były połączone z instalacją wentylacyjno-klimatyzacyjną służąc do obniżania temperatury maszyn.

Zaginiony wśród rur

Do chłodni, gdzie powstaje woda lodowa, docieramy ciemnymi korytarzami pełnymi rur ciepłowniczych. Tworzą labirynt, w którym łatwo się zgubić. Sprawdził to osobiście jeden z uczestników eksploracji, którego długo szukał potem pracownik techniczny.

By wejść do ostatniego, wąskiego korytarza przed pomieszczeniem głównym trzeba dać krok nad niedużym murkiem. - To proste, ale skuteczne zabezpieczenie przed zalaniem chłodni przy ewentualnej awarii rur - komentuje nasza przewodniczka.

W miejscu, gdzie produkuje się wodę lodową o temperaturze około 6 stopni Celsjusza, są nowocześniejsze urządzenia niż same klimatyzatory. Mimo to panuje tu znacznie większy huk. By dało się cokolwiek usłyszeć z relacji pracowników pomieszczenia, trzeba wyłączyć część urządzeń.

Basen na 15. piętrze

W podziemiach zwiedzamy jeszcze jedno klimatyczne pomieszczenie. Oprócz urządzeń ciepłowniczych są tu radzieckie pompy przeciwpożarowe. Dostarczają wodę na wyższe kondygnacje, gdyby potrzebna była do gaszenia ognia. - Nie pompują na sam szczyt budynku. Na pośrednich kondygnacjach są baseny przeciwpożarowe. Na przykład na 15. piętrze są trzy pary dębowych drzwi, które wyglądają jak każde inne wejście do pałacowego pokoju biurowego. W rzeczywistości kryją pokaźnych rozmiarów basen - wyjaśnia rzeczniczka PKiN.

Urządzenia nie stoją bezczynnie, bo w Pałacu zdarzają się pożary. Jak czytamy w kronice PKiN 24 sierpnia 1964 roku ogień pojawił się w Sali Dzierżyńskiego na IV kondygnacji. Sala uległa całkowitemu spaleniu, mimo natychmiastowej akcji pałacowej straży pożarnej.

Marcin Chłopaś