Budują wiadukt bez dojazdów Będzie czekał pięć lat?

Warszawa

Lech Marcinczak/ tvnwarszawa.plNa budowie spokój

Plan był prosty - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad zbuduje wiadukt, a dzielnica Ursus zajmie się dojazdami. Przeprawa jest już prawie gotowa, ale wjechać na nią samochodem będzie można najwcześniej za dwa lata.

Pamiętacie zbudowany w 1979 roku "wiadukt donikąd" w Nowej Wsi? Przez 30 lat był jednym z wielu pomników absurdu PRL i został zburzony ostatecznie tuż przed budową autostrady A2. Trudno nie skojarzyć go z budową nad torami relacji Warszawa - Katowice. Miała zapewnić dodatkowe połączenie Ursusa północnego i południowego. Tu również powstaje wiadukt, który przez ospałość urzędników będzie w najbliższych latach zupełnie bezużyteczny. Jak do tego doszło?

Z dziennika budowy

GDDKiA prowadzi obecnie w Ursusie dwie inwestycje. Buduje Południową Obwodnicę Warszawy i - równoległy do niej - wiadukt nad torami PKP, przeznaczony dla ruchu lokalnego.

- Ponieważ POW jest trasą ekspresową, kierowcy z lokalnych ulic w Ursusie nie będą mogli na nią wjechać. Dlatego w porozumieniu z miastem ustaliliśmy, że dodatkowo GDDKiA zbuduje konstrukcję lokalnego wiaduktu, a dzielnica dobuduje dojazdy we własnym zakresie - mówi Małgorzata Tarnowska, rzeczniczka drogowców.

Obydwie inwestycje (budowane w ramach jednego kontraktu od czerwca 2010 roku), mają być zakończone w sierpniu 2012 roku. I tu zaczyna się problem. O ile POW nie budzi kontrowersji, to brak dojazdów do lokalnego wiaduktu już tak.

Zaskoczeni przez Euro

- Wciąż nie mamy projektu - przyznaje burmistrz Ursusa Wiesław Krzemień. Jak to możliwe? Wszystkiemu winne... Euro 2012. POW od początku była jedną ze strategicznych inwestycji związanych z turniejem. Projekt powstawał w pośpiechu i dość szybko udało się uzyskać pozwolenie na budowę.

Władzom Ursusa, które zatrudniły oddzielnego projektanta, nie poszło tak dobrze. Tymczasem, żeby skoordynować inwestycje (budowę wiaduktu i dojazdów) w chwili otrzymywania przez GDDKiA pozwolenia na budowę, dzielnica musiałaby mieć już w ręku zatwierdzony projekt dojazdów. Ale nie zdążyła i teraz musi z dokończeniem projektu poczekać do czasu uzyskania przez drogowców pozwolenia na użytkowanie całej POW, czyli co najmniej do wakacji.

Dojazdy za pięć lat?

To jednak nie koniec problemów. Jest niemal pewne, że GDDKiA nie wpuści na swój obiekt nowego wykonawcy jeszcze przez rok od otwarcia POW (tyle trwa gwarancja na usuwanie wad i usterek). Oznacza to, że na dojazdy do wiaduktów kierowcy poczekają przynajmniej do 2014 roku.

A i to nie jest jeszcze najczarniejszy scenariusz. Istnieje poważne ryzyko, że ze względu na restrykcyjne unijne wymogi, budowa dojazdów może odsunąć się... o pięć lat. To dlatego, że inwestycja dofinansowana przez UE nie może być modyfikowana przez taki właśnie okres pod groźbą utraty dotacji. Tymczasem, żeby zbudować dojazdy do lokalnego wiaduktu, trzeba będzie przebudować częściowo gotowe już nasypy POW. GDDKiA boi się, że mogłaby mieć problem z rozliczeniem inwestycji. - Wciąż prowadzimy rozmowy z GDDKiA na temat możliwości zbudowania wiaduktu przed upłynięciem tzw. "pięciolatki". Sprawa nie jest przesądzona - przekonuje Krzemień. - Jestem dobrej myśli - nie traci optymizmu.

Pytany o ewentualny terminy budowy dojazdów, unika jednak odpowiedzi.

mjc/roody