Brazylijski sen Ukraińców pryśnie? Remis nikogo nie urządza

Warszawa

TVN 24Konferencja prasowa przed meczem z Ukrainą

W dzisiejszym meczu Polski z Ukrainą zwycięstwo nie zapewni jeszcze biletów na mistrzostwa świata żadnej ze stron. Ale porażka może ich pozbawić. Jeśli Polacy wygrają, w praktyce sprawią, że rywale mundial obejrzą w telewizji. W przypadku porażki biało-czerwonym pozostanie raczej walka o drugie miejsce w grupie, premiowane grą w barażach. Przed spotkaniem pewne jest jedno: remis nie zadowoli nikogo.

To dopiero piąta kolejka zmagań o punkty w eliminacyjnej grupie H, ale sytuacja w niej jest już w miarę klarowna. Polacy zdobyli pięć punktów i zajmują trzecie miejsce w tabeli grupy H, za reprezentacjami Czarnogóry - 10 pkt oraz Anglii - 8 pkt. Ale rozegraliśmy jeden mecz mniej, niż ci rywale.

Ukraińcy wystartowali gorzej i w trzech spotkaniach uzbierali ledwie dwa punkty. Jeśli nasi sąsiedzi dzisiaj przegrają, ich strata będzie nie do odrobienia (w piątek Czarnogóra gra w Mołdawii, a Anglia w San Marino).

- To mecz praktycznie o sześć punktów. Kto wygra, będzie w dobrej sytuacji przed kolejnymi występami w eliminacjach. Przegrany do minimum ograniczy swoje szanse na awans do mundialu - powiedział trener gości Mychajło Fomienko.

Nieco inaczej do spotkania podchodzi Waldemar Fornalik. - To bardzo istotne spotkanie, ale na nim eliminacje się nie kończą. Za zwycięstwo można dostać trzy punkty, a nie dziewięć. Oczywiście chcemy wygrać, bo to postawi nas w lepszej sytuacji przed następnymi spotkaniami. Ale Ukraińcy mają taki sam plan - podkreślił selekcjoner biało-czerwonych.

Wybitny Kuba

Piątkowy mecz będzie szczególny dla kapitana polskiej reprezentacji Jakuba Błaszczykowskiego. Skrzydłowy Borussii Dortmund wystąpi po raz 60. z orzełkiem na piersi, wstępując tym samym do Klubu Wybitnego Reprezentanta.

- Fajnie będzie zagrać po raz 60. z orzełkiem na piersi, ale na razie żadne rekordy mnie nie interesują. Liczy się tylko dobro drużyny i zwycięstwo w piątkowym meczu. Jednak jak skończę karierę, to będę miał co wspominać - zapewnił Kuba.

Właśnie jego oraz Łukasza Piszczka i Roberta Lewandowskiego najbardziej obawiają się Ukraińcy.

- Prawa strona, gdzie grają klubowi koledzy z Borussii Dortmund (Jakub Błaszczykowski i Łukasz Piszczek - red.) to najmocniejszy punkt polskiego zespołu. Nie można zapominać o Lewandowskim, który był największym "bólem głowy" Szachtara Donieck w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Dla nas też jest utrapieniem. Dlatego musimy przede wszystkim zatrzymać tę trójkę - stwierdził Fomienko.

Statystyki za Polską

Błaszczykowskiemu wtórowali mniej doświadczeni koledzy z reprezentacji.

- Zdajemy sobie sprawę, że to fundamentalny mecz w tych eliminacjach. Będziemy robili wszystko, aby zdobyć te trzy punkty. Ukraińcy są w kiepskim położeniu i dla nich nawet jeden punkt w meczu z nami nie poprawi ich sytuacji - ocenił Kamil Glik.

- Nie ma co ukrywać, że jest to przełomowe spotkanie. Zwycięstwo z Ukrainą to będzie dla nas duży krok na drodze do awansu do mundialu w Brazylii. W przypadku zwycięstwa możemy uwierzyć, że jesteśmy w stanie pojechać na te mistrzostwa. Z kolei porażka naszych piątkowych rywali zmniejszy ich szanse na awans do minimum. Dlatego to niezwykle ważny mecz - zauważył natomiast Grzegorz Krychowiak.

Początek spotkania z Ukrainą o godzinie 20.45 na Stadionie Narodowym. Za Polakami przemawiać będzie fakt, że na Stadionie Narodowym jeszcze nie przegrali oraz bilans dotychczasowych pięciu meczów z ekipą Ukrainy - dwa zwycięstwa, dwa remisy i jedna porażka. Dodatkowo w barwach rywali nie wystąpi ich lider Jewhen Konoplianka.

Przewidywane składy:

Polska: Artur Boruc - Łukasz Piszczek, Marcin Wasilewski (Marcin Komorowski), Kamil Glik, Sebastian Boenisch - Daniel Łukasik, Grzegorz Krychowiak - Jakub Błaszczykowski, Ludovic Obraniak (Radosław Majewski), Maciej Rybus - Robert Lewandowski.

Ukraina: Andrij Pjatow - Witalij Mandziuk, Jewhen Chaczeridi, Jarosław Rakicki, Wjaczesław Szewczuk - Ołeh Husiew, Anatolij Tymoszczuk, Mykoła Moroziuk - Andrij Jarmołenko, Jewhen Sełezniow, Roman Zozulja.

Czytaj też na tvn24.pl

bor//gak/PAP/tvn24.pl